Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Andrzej Strzelecki: KABANOSY NA CZARNĄ GODZINĘ

Opublikowany 2017/05/23

Jakieś ćwierć wieku temu, pewną listopadową noc spędziłem na pokładzie samolotu zmierzającego do Waszyngtonu. Po raz pierwszy w życiu, jako stypendysta rządu amerykańskiego zmierzałem do Stanów Zjednoczonych.

Andrzej Strzelecki, fot. WikipediaAndrzej Strzelecki, fot. WikipediaZ Andrzejem  Strzeleckim

Rozmawia Teresa Gałczyńska

 

W podręcznym bagażu ukryłem dwa kilo pysznych kabanosów. Rząd, rządem, ale kabanosy na czarną godzinę mogły się przydać. Tym bardziej, że zmierzałem ku Ameryce, kraju pełnym kontrastów. Tuż przed lądowaniem rutynowy komunikat, o kategorycznym zakazie wwożenia na teren Stanów otwartej żywności poważnie zakłócił mój spokój. Jako stypendysta nie mogłem sobie pozwolić na kolizję z prawem. Rozpoczęcie konsumpcji wałówki na styk po komunikacie wydało mi się poważnym „obciachem”. Niewiele myśląc udałem się, więc z torbą do toalety. Tam, trzęsąc się niemiłosiernie na skutek turbulencji towarzyszących lądowaniu…zjadłem całe dwa kilo kabanosów. Spożyte w tej ilości i w tych warunkach nie były już tak pyszne, jak się spodziewałem, ale wyrzucenie ich przez myśl mi nawet nie przeszło! W tamtych czasach posiadanie tak drogiego produktu spożywczego mogło być w Polsce karalne!

 

Nie było mi dobrze…Ale na początku lat 80. większości ludzi w kraju nie było dobrze. Z tym, ze ja już znajdowałem się w całkiem innym kraju. Wylądowaliśmy. Jeszcze przed wszystkimi kontrolami facet stojący z tabliczką z moim nazwiskiem wziął mój bagaż. Następnie przeprowadził mnie specjalnym przejściem, prosto do czekającej na nas limuzyny. Po dwudziestu minutach, już z walizkami jechaliśmy do hotelu. Wtedy uświadomiłem sobie, ze mogłem bez problemu wwieźć do Stanów Zjednoczonych pęto kabanosów, którym dałoby się połączyć wschodnie i zachodnie wybrzeże Ameryki!

 

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?