Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Daniel Szczypa: DOSTAŁEM PRAWDZIWĄ SZKOŁĘ ŻYCIA

Opublikowany 2017/08/28

Przystojny, czarujący, skromny. Absolwent krakowskiej PWST. Zagrał w wielu serialach min:  „ Komisarz Alex”, „Na dobre i na złe”, „O mnie się nie martw”, „Ojciec Mateusz”, „Na Wspólnej”, „Czas Honoru”, oraz  filmach min  „11 Minut”,  . Szerokiej publiczności znany jako- Maciek z serialu  „M jak miłość”. Z uwagi na warunki fizyczne często grywa również w reklamach.  W 2011 r. , na XXIX  festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi wraz z zespołem nagrodzony za spektakl „Babel 2”  w reż. Marii Kleczewskiej.

Od dziecka jego pasją był film.  Dlatego fascynował go zawód aktora, bo widział w nim możliwości zagłębiania się we własnej psychice i mechanizmach jej działania. Prywatnie spędza czas aktywnie . Regularnie chodzi do siłowni, biega, trenuje crossfit, lubi jazdę na rowerze. Przywiązuje też wagę do diety. zgodnie z powiedzeniem „jesteśmy tym co jemy”.

Daniek SzczypaDaniek Szczypaz DANIELEM SZCZYPĄ

rozmawia Teresa Gałczyńska

Z natury jesteś introwertykiem?

 

Śmiało mogę podpisać się pod definicją „introwertyka”.  Nigdy nie byłem duszą towarzystwa i nie ciągnęło mnie do ludzi. Wolałem posiedzieć gdzieś z boku, poobserwować albo najlepiej być „nieobecnym”J  Można doszukiwać się tu wielorakich  przyczyn, ale najlepiej zaakceptować się takim, jakim się  jest. Kiedyś bardzo dużo o tym myślałem, dokonywałem autoanalizy, ale ostatnio  już sobie „odpuscilem”. Paradoksalnie mój zawód wymaga wręcz przeciwnej postawy, ale w razie potrzeby radzę sobie z tym.

 

Jakim byłeś chłopcem?

 

Urodziłem się na Lubelszczyźnie, w pięknym miasteczku Puławy. Mama była księgową, bardzo ambitną kobietą,  ciągle mającą nowe pomysły.  ale  też nie zaniedbywała rodziny, była dla nas opiekuńczą matką. Często nadgorliwą ( śmiech)…czasem, aż za bardzo…. Tata , lubił ład i porządek, więc wszystko musiało mieć swoje miejsce. Zdecydowanie lubił niezależność i w przeciwieństwie do mnie,  zawsze był duszą towarzystwa. Mam też młodszą siostrę Asię. Pamiętam, że w dzieciństwie ciągle się biliśmy (a właściwie ona mnie J) i żyliśmy jak pies z kotem. Jako starszy brat, musiałem często jej ustępować i  być bardziej wyrozumiałym.

Teraz, w dorosłym życiu mamy ze sobą super relacje, jesteśmy w ciągłym kontakcie, dbamy o siebie. Asia pracuje w banku, bardzo dobrze sobie radzi zawodowo, awansuje, rozwija się.

 Jeśli chodzi o mnie…. Z  tego co pamiętam, oraz z opowiadań rodziców, byłem bardzo nieśmiałym dzieckiem. Do tej pory mam przed oczami koszmar, jak w szkole byłem wywoływany do odpowiedzi i musiałem publicznie odpowiadać na pytania. Jakiś czas temu mama spotkała się z moją polonistką z podstawówki, która była bardzo zaskoczona, gdy dowiedziała się, że „poszedłem w aktory”. Nawet przytoczyła sytuację, gdy przed całą klasą miałem powiedzieć wyuczony wiersz. Powiedziałem go, ale odwrócony

tyłem  ( śmiech) . Od dzieciństwa uwielbiałem sport, nie wyobrażałem sobie  bezczynnego siedzenia w domu, dla mnie to była kara. Byłem bardzo aktywnym dzieckiem:  koszykówka, piłka nożna oraz moja szczególna pasja- sztuki walki. Wiele lat trenowałem tae-kwon-do.  Zresztą do dziś staram się być w ciągłej formie.

 

Czy z uwagi na niską samoocenę nie odważyłeś się tuż po maturze zdawać do szkoły teatralnej?

 

Bez owijania w bawełnę, mogę śmiało powiedzieć-  TAK. Nie czułem się na siłach, nie wierzyłem w siebie, mimo, iż od dziecka marzyłem o aktorstwie, wtedy jeszcze nie miałem odwagi, aby zdawać do PWST . Jednak po maturze musiałem podjąć jakieś studia.  Konformistycznie nastawiony wówczas do życia, poszedłem za tłumem. A ponieważ większość zdawała na ekonomię, to i ja poszedłem. Pod presja otoczenia zacząłem studia na kierunku handel zagraniczny- koszmar. Męczyłem się, a szczególnie we znaki dawała mi się statystyka. To była moja zmora ( śmiech)… Ale koniec końców zrobiłem licencjat/

 

I wyjechałeś na 2 lata do Los Angeles….?

 

Tak, w USA  byłem dwa razy. Pierwszy raz w Nowym Jorku (jako student jeszcze),  spędziłem tam kilka miesięcy i wspominam to jako naprawdę wspaniały czas mego życia. Miałem sporo pracy, ale i przyjemności, szczególnie dzięki moim dalszym kuzynom Marianowi i Eli Niemczukom. Drugi raz, zaraz po ukończeniu pierwszych studiów poleciałem do Los Angeles i zostałem tam prawie dwa lata.

 

Początkowo  pracowałeś  jednak  na budowie, byłeś kelnerem, ect. Co dały Ci te doświadczenia?

 

Na budowie pracowałem od początku do końca swojego pobytu w USA. Przyznam, że nie było łatwo. Dostałem prawdziwą „szkołę życia”. Od rana do późnego popołudnia praca na budowie, wieczorem jechałem  do restauracji w Santa Monica, gdzie pracowałem jako kelner.  Zgodnie z powiedzeniem „żadna praca nie hańbi”, śmiało mogę  powiedzieć, że w życiu imałem się różnych zawodów i  każdy był dla mnie cennym i ważnym doświadczeniem. Ale to właśnie tam, w Stanach  zrozumiałem, że chcę i musze wałczyć o swoje marzenia i robić to – co naprawdę pragnę.

Czasem trzeba na chwile zboczyć z obranego kierunku, żeby dowiedzieć czego naprawdę chcemy od życia.

 

I wtedy postanowiłeś kształcić się w kierunku aktorskim….

 

Marzenie o byciu aktorem tkwiło we mnie od zawsze. Tak naprawdę, w głębi duszy nigdy z niego nie zrezygnowałem. Po prostu musiało  na chwilę” zasnąć”, żeby w odpowiednim momencie się obudzić. Mieszkając w L.A, dowiedziałem, że niedaleko, w okolicy, są prowadzone warsztaty aktorskie. Nie mogłem sie oprzeć, żeby tam  pojechać i  zapisać się. To było dla mnie prawdziwie przeżycie,.  Tym bardziej, że byłem tam jedynym obcokrajowcem i na dodatek mój „English” było trochę kulawy. Jak teraz o tym myślę, to jak na nieśmiałego chłopaka , miałem sporo odwagi. Już samo  uczestniczenie w zajęciach było dla mnie bardzo satysfakcjonujące.  Zapisałem się tez do agencji aktorskiej i miałem okazje wziąć udział w kilku castingach, w samym Hollywood, czego efektem był  epizod doktora „Ramireza” w tamtejszym serialu. Niestety nie pamiętam tytułu, ale konwencja była podobna do naszego rodzimego „Na dobre i na złe”.

 

Po powrocie zdawałeś do PWST w Krakowie i dostałeś się za drugim razem. Czym różni się nauka w USA od tej jaką proponują polscy pedagodzy?

 

Nie czuję się kompetentny, żeby wyrażać oponie na temat różnicy w nauczaniu tam i tu. Natomiast z moich obserwacji i niedużego doświadczenia, wydaje mi się, że w USA  bardziej sie pielęgnuje człowieka w aktorze, a nie aktora w człowieku. Jak obserwuje aktorów z zachodu, to są tacy prawdziwi, organiczni, z krwi i kości. W polskich szkołach teatralnych jest dużo rzemieślniczej pracy (która jest tez ważna), ale skupianie się tylko na rzemiośle zabija często oryginalność , prawdziwość, nawet skazitelność …a to co czasem jest najpiękniejsze w nas aktorach. Tam docenia się,  pielęgnuje, wręcz chroni, nawet wyróżnia inność, niepoprawność, niekonwencjonalność. Tutaj to się wydaje takie „ociosane”.

 

Wśród ról teatralnych masz również rolę chłopca chorego na autyzm.  W jednym z wywiadów mówiłeś, że dużo czytałeś na temat tej choroby. Czy dla Ciebie było to trudne psychicznie doświadczenie aktorskie?

 

Tak, w PWST przy dyplomie, moja grupa, miała okazje pracować z Mają Kleczewską.  Po wspólnych rozmowach zdecydowaliśmy zająć się tekstem  Elfriede Jelinek  „Babel”.  Materiał był bardzo inspirujący. Treść dawała nam duże pole manewru.  Ja miałem ogromna przyjemność konfrontacji z postacią chłopca chorego na autyzm. Praca nad rolą była dla mnie fascynująca, dawała dużo satysfakcji, choć musze przyznać ,że łatwo nie było. Od  samego początku starałem się dowiedzieć,  jak najwięcej o zagadnieniu, jakim jest autyzm . Dużo o tym czytałem, oglądałem materiały filmowe. Wszędzie szukałem inspiracji. Jednak największym atutem moich przygotowań do roli, było poznanie Sylwestra, chłopaka chorego na autyzm. Dzięki uprzejmości jego mamy, miałem możliwość regularnego spotykania się z nim. Było to dla mnie ogromnym przeżyciem i zarazem niezastąpionym materiałem do pracy. Sylwek to wspaniały chłopak. Bardzo kontaktowy, mądry i do tego zdolny. Mama była/jest z niego bardzo dumna. Przyznam,  taki sposób pracy nad rola, był tym bardziej intrygujący, wręcz  podniecający, bo odbywał w iście hollywoodzkim stylu, tzw. Method Acting. Często miałem okazje czytać o tym, jak Robert De Niro, Daniel Day-Lewis, czy Christian Bale przygotowują się do pracy. Jak obserwują, podglądają, próbują doświadczać na własnej skórze postaci, którą będą kreować.

 

Po dyplomie postanowiłeś przyjechać do Warszawy. Jak wspominasz tutaj swoje początki?

 

W stolicy zawsze czułem się dobrze. Mam do tego miasta sentyment. Uważam, że jest takie eklektyczne. Każdy tu może znaleźć coś dla siebie. Jest Praga, Starówka,  Las Kabacki, Pola Mokotowskie…... Poza tym Warszawa jest kolebka show-bussinesu. Tu się najwięcej dzieje. Tu jest  najwięcej perspektyw w każdej branży. Dlatego od początku wiedziałem, że moje miejsce docelowe jest tutaj. Mieszkam tu 6 lat i nie planuje przeprowadzki.

 

Uważasz, że obecnej rzeczywistości aktor powinien mieć drugi zawód? Ty masz licencjat z ekonomii, ale chyba tego zawodu nie uprawiałeś?

 

Zdecydowanie tak. Drugi zawód, niekoniecznie wyuczony, to jest na pewno dobry pomysł. Zawsze to jakaś alternatywa. Faktycznie mam licencjat z ekonomii i nawet przyznam,  że niemal rok  pracowałem jako referent ds. księgowości ( śmiech)…Ale nie chciałbym do tego wracać. Póki co próbuję nie schodzić z obranej drogi.

 

Jesteś gwiazdą TV reklam. Uważasz to za nobilitację?

 

Boże, jak to strasznie zabrzmiało: „Gwiazda TV Reklam”. Nawet nie jestem w stanie tego wypowiedzieć na głos ( śmiech) Nie, nie! Nie uważam tego za nobilitacje, ale również się tego nie wstydzę. To jest też sposób zarabiania pieniędzy. Na dodatek często bardzo przyjemny.  Mam tu możliwość poznawania ciekawych ludzi i oczywiście nabieram doświadczenia w pracy z kamerą. A to też ważne. Oczywiście człowiek kończąc szkołę teatralna jest pełen ideałów i nadziei, że będzie grał Szekspira, Dostojewskiego, Czechowa. Jednak wszystko weryfikuje rzeczywistość i  trzeba z podniesionym czołem konfrontować się z tym, co daje nam los. A czasem to nie jest łatwe.

 

Wybacz, ale część osób uważa Ciebie za „Zarozumiałego dupka”.  Myślę , że to wynika z Twojej wrażliwości i  asekuracji odrzucenia. A może nadwrażliwości…?

 

Wydaje mi się, że wszystkiego po trochu…. Już nie raz spotkałem się z taką opinią na swój temat,  a najczęściej mówiły mi to osoby, z którymi miałem okazje bliżej się poznać. Wtedy dowiadywałem się,  jakie wywarłem na nich  pierwsze wrażenie. Zdaje sobie z tego sprawę, że tak mogę być odbierany i liczę się z tym.  Ale też nie chce się dać zwariować i przejmować  wszystkimi, którzy tak  mnie odbierają. No cóż…. każdemu nie dogodzisz (śmiech) Muszę też przyznać, że z natury mam dość melancholijne usposobienie, nie jestem też wulkanem energii, więc takie postrzeganie mojej osoby w pewnym stopniu jest uzasadnione.

 

A, jak sobie radzisz z miłością. Masz swój ideał kobiety?

 

Z miłością sobie nie radzę… ( śmiech) Miłość dla mnie, to paradoks… Z jednej strony coś pięknego, co powinno dodawać nam skrzydeł, podnosić na duchu, motywować, nadawać sensu życia powodując, że stajemy się lepszymi ludźmi. Z drugiej, tyle w niej bólu, cierpienia, wyrzeczeń, poświeceń, nieporozumień… Można by pisać i pisać. Na pewno dużo też zależy od naszej dojrzałości i świadomości pewnych rzeczy, ale to chyba  jeszcze przede mną. Ideał? Nie lubię tego słowa. Dla mnie ideał odnosi się do jakieś powierzchności, czegoś ulotnego, wręcz płytkiego. Uważam , że w uczuciach zawsze chodzi o chemię między ludźmi i tu nie ma półśrodków. Albo jest, albo jej nie ma. A propos ideału….  Nie wyobrażam sobie bycia z kobietą, tylko dlatego, że jest…ładna. Oczywiście przez wygląd najczęściej zwracamy na siebie uwagę, ale potem już jest tylko chemia. Jakieś wzajemnie porozumienie, współodczuwanie, przyciąganie….

 

 Wybierasz partnerki ze swojej branży czy raczej z poza zawodu?

 

Wybieranie brzmi dla mnie dość pejoratywnie. Tu się nie wybiera, tu się zdarza, przydarza. A skąd jest? Z jakiej branży?  Z jakiego środowiska? Z jakiego kraju? Z jakiej kultury? To najmniej istotne. Uważam, że w przypadku wyższych uczuć nie ma granic.

 

Masz tzw. parcie na szkło?

No właśnie. Wydaje mi się, że w związku z wykonywam zawodem, na moje nieszczęście, nie mam. (śmiech) Gdyby było odwrotnie, gdybym miał większy tupet, więcej pewności siebie, determinacji, więcej „parcia na szkło”,  być może byłbym teraz w innym miejscu mojej kariery zawodowej.  Kto wie…?  Ale może pora, żeby to zmienić …? ( śmiech)

 

 Niedawno dostałeś propozycję do jednej z głównych ról do nowo tworzącego się serialu „Cena sławy”.  Tam nie grasz wrażliwego „chłopczyka”, wręcz przeciwnie. Podoba Ci się ta rola?

 

Bardzo. Tym bardziej, że jest to dla mnie w pewnym sensie wyzwanie, bo z repertuarem komediowym nie miałem jeszcze okazji się zmierzyć. Cezary jest postacią dość charakterystyczna, wyrazistą, więc tym większa przyjemność skonfrontowania się z tą rolą.

 

Czekamy zatem na emisję CENY SŁAWY. Czego możemy Ci życzyć na przyszłość? Masz jeszcze jakieś niespełnione marzenia?

 

Przede wszystkim zdrowia i spokoju ducha. Jak to będzie, to cała reszta przyjdzie sama…

 

Dziękuję za uroczą rozmowę i życzę Ci powodzenia.

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?