Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Dorota Landowska: KOSZMAR W SAMOLOCIE

Opublikowany 2017/05/16

Z Dorotą Landowską

Rozmawia Teresa Gałczyńska

Dorota Landowska, fot. WikipediaDorota Landowska, fot. WikipediaTwoja córeczka Marysia jest Twoim oczkiem w głowie. Czy zdarzyło się, że musi bałaś się bardziej o jej życie, niż o swoje?

 

Zawsze bardziej boję się o jej życie, niż o swoje, ale rzeczywiście raz przeżyłam prawdziwe chwile grozy. Podczas wakacji  kilka lat temu postanowiłam wyjechać z Marysią do Mediolanu. Miała wówczas dwa i pół roku, więc aby było szybciej zdecydowałam się, że polecimy samolotem. Przygoda zaczęła się już na lotnisku w Warszawie, gdy  niewiadomych przyczyn nasz lot został odwołany.

 

Postanowiłyście czekać czy wróciłyście do domu?

 

Nie miałyśmy wyjścia. Byłyśmy już po odprawie, więc nie można się było ruszyć w żadną stronę. Trzeba było siedzieć i czekać. Trudno wytłumaczyć  małemu dziecku, które wciąż zadaje to samo pytanie: „Mamo, mamo, kiedy wejdziemy do samolotu? Dlaczego nie wchodzimy? Ect. Nie udaje się tego wytłumaczyć.

 

Jak długo musiałyście czekać, aby wejść na pokład?

 

Trzy godziny i w chwili, gdy samolot zaczął kołować moja córeczka wpadła nagle w histerię. Opuściła swoje miejsce, przylgnęła całym ciałem do mnie, trzymała się kurczowo mojego ubrania i przeraźliwie krzyczał ze strachu.

 

Pasażerowie próbowali ci pomóc ją uspokoić?

 

 Cześć pasażerów próbowała ją oderwać, prosząc łagodnie, aby usiadła w swoim foteliku, bo to niebezpieczne, ale nie poskutkowało. To trwało jakiś czas zanim się uspokoiła i wreszcie usnęła.

 

A ty odetchnęłaś z ulgą?

 

Odetchnęłam, ale to jeszcze nie finał tej niemiłej przygody.

 

Chcesz powiedzieć, że to był  dopiero początek?

Lot, aż do lądowania, ok. 22.00  przebiegał bez zakłóceń. Ale w tym czasie nad Mediolanem rozpętała się burza z piorunami i samolot wpadł w turbulencje. Na lądowisku zgasły wszystkie światła, więc nie widać było pasa startowego. Na dodatek ciemność zapadła również w samolocie.

 

Byłam kiedyś w takiej sytuacji… Pewnie na pokładzie zapanował chaos  i  panika?

 

Na początku dorośli zachowali zimną krew, uspakajając swoje dzieci, ale ten hałas obudził Marysię, która zaczęła głośno płakać i wołać „Mamo ratuj! Dlaczego tak ciemno? Ratunku! Ratuj mamo!” Kilku pasażerów zostawiło swoje dzieci, które już się uspokoiły i w ciemnościach próbowali do niej przemówić, co jeszcze bardziej ją dopingowało do krzyku. Przez następne czterdzieści minut, bo tyle trwały turbulencje krzyczała tak głośno, że bębenki w uszach pękały: Mamo ratuj mnie, ratuj! Jej bluzka była całkowicie mokra od płaczu i potu.

 

Jak w tym czasie zachowywały się pozostałe dzieci?

 

Pozostałe dzieci widząc, że samolot się kołysze, złapały się za ręce i przy każdej silniejszej turbulencji wołały: Jeszcze, jeszcze, jeszcze… i głośno się śmiały mając świetną zabawę.

 

Jak widać reakcje bywają różne… Jak reagowali na to ich rodzice?

 

 Rodzice robili dobrą minę do złej gry, uśmiechali się do siebie, ale silniejsze turbulencje również ich wyprowadziły z równowagi i niektórzy pasażerowie dali upust swoim emocjom.

 

O czym wtedy myślałaś?

 

Potwornie się bałam, ale starałam się opanować. Przyznaję, ze straciłam już nadzieję, że w ogóle wylądujemy. Myśląc o najgorszym czyli, ze samolot się rozbije czułam tylko ulgę, ze jeśli spotka nas coś złego, będę z moją córeczką.

 

Ale najgorsze minęło….

 

Wreszcie burza ucichła i mogliśmy wylądować.

 

Co czułaś, gdy postawiłam stopę na ziemi?

Bez sił. Było mi słabo, opadły emocje. Na dole panowała błogosławiona cisza, padał deszcz. Za każdą jego kroplę, którą czułam na twarzy oddałabym wtedy każde pieniądze.

 

Dziękuję za rozmowę.

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?