Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

EDWARD HULEWICZ; ZA ZDROWIE PAN

Opublikowany 2017/11/24

wysłuchała Teresa Gałczyńska fot autorawysłuchała Teresa Gałczyńska fot autoraBył to bardzo trudny dla mnie okres, rozwód, tułanie się po wynajmowanych mieszkaniach, coraz bardziej topniejące zasoby odłożone na czarną godzinę, niepokojący brak propozycji pracy i jakaś pustka wokół mnie wytworzona „polityką izolacji” mojej byłej. Wszystkie te okoliczności powodują, że nieuchronnie pojawia się mój wierny prześladowca - depresja, dla której ten „entourage”, to pożywka wymarzona. Nie wychodzę z domu, od czasu do czasu, acz niechętnie zwlekam się jedynie, bo pojawia się jakaś propozycja zagrania koncertu i resztki nie tyle odpowiedzialności co perspektywa śmierci głodowej podnosi mnie, wpycha do samochodu i niemal bezwiednie każe robić to co podświadomość dyktuje.


 
W czasie długiej takiej drogi myśli kotłują się pod czaszką, jednak solidność zawodowa każą budzić się z marazmu i przygotowywać psychikę do koncertu. Staram się więc te dołujące odsuwać, skupiając się na jakichś pozytywach, no przynajmniej poszukiwać ich. Doszedłem do wniosku, że najlepiej mi wychodzi wymyślanie jakichś melodyjek, motywów, które stanowić będą kanwę do rozbudowy linii melodycznej nowej piosenki. Przyczepił mi się motyw: C - a - g - f - - c - c - b, i nuciłem go podkładając tekst: „Nie wmawiaj mi, nie wmawiaj…”. Potem dodałem jeszcze kilkanaście nut i powstało całkiem zgrabne canto. Teraz wystarczyło wymyślić refren i przebój gotowy.
To małe dziełko jakoś dziwnie zmobilizowało mnie to do tego stopnia, że spotkałem się z Jarkiem Kukulskim, zapisałem mu ten motyw i poprosiłem o skomponowanie refrenu. W tym, ówczesnym stanie całkowitej abnegacji nie zależało mi na tym żeby być kompozytorem tego utworu, a tylko kierowany jakąś podświadomą siłą dążyłem do uchronienia tego zlepku nut od zapomnienia.
Najkrócej jego dalsze losy potoczyły się tak, że Jarek napisał refren, dał nuty Januszowi Sławińskiemu do aranżacji, pozwalając dopisać siebie jako współkompozytora. Janusz prowadził wtedy znakomity big band Kanon Rytm, współpracował z Polskim Radiem i dość często dla niego nagrywał. Zaprzyjaźniony z tamtym towarzystwem Andrzej Kudelski napisał tekst, Janusz umieścił utwór na liście nagrań najbliższej sesji, na którą wpadłem do studia na Myśliwieckiej na bardzo krótko, bo bez poprawek za pierwszym razem nagrałem głos i w ten oto sposób powstało „Za zdrowie pań”.
Wkrótce każda rozgłośnia rozbrzmiewała na okrągło tą piosenką, a dziennikarze bez przerwy wydzwaniali o wywiady. Rzecz jasna sytuacja materialna polepszyła mi się zdecydowanie, a co za tym idzie i zdrowie psychiczne. Ale gdzie drzewa rąbią… itd. Otóż jeden z rozentuzjazmowanych moim powodzeniem, a niefrasobliwy co do skutków tej decyzji dziennikarzy, nie wiem czym zresztą kierowany, pod artykułem o mnie zamieścił… mój adres prywatny. Zacząłem otrzymywać setki listów dziennie, listonosz mnie przeklął, a ja naturalnie nie tylko nie byłem w stanie na nie odpisywać, ale też nie starczało mi czasu, żeby je czytać.
Zdarzało się jednak, że od czasu do czasu zasiadałem i otwierałem na chybił trafił niektóre z nich i czytałem. Były to listy przeróżne, choć większość z nich to prośby o zdjęcie z autografem, ale wiele z nich to wyznania miłosne, propozycje erotyczne, czy małżeńskie, z prośbą o adres mojego krawca włącznie. Były też prośby o sponsoring, a nawet szantażujące, że jeśli nie przyjdę na spotkanie w umówionym miejscu, to autorka listu popełni samobójstwo, albo przyjdzie i zamieszka na mojej wycieraczce przed drzwiami.
Jeden z nich przebił jednak wszystkie pozostałe, najlepszy dowód, że zapamiętałem go do dziś. Oto jego treść:
„Panie Edwardzie, błagam pana, w następnej audycji telewizyjnej niech pan się nie rusza. Niech pan stoi w miejscu, bo nie mogę nadążyć za panem moimi ustami po ekranie.”
Na ten list odpowiedziałem, zaczęła się długa trwająca przez kilka lat korespondencja i do dziś trudno mi powiedzieć dlaczego nie doszło do spotkania, choć staliśmy się sobie bardzo bliscy, były czułości i wyznania. Już niemal miało się to spełnić, ale nieoczekiwanie ja wyjechałem na długo zagranicę, a dziewczyna zamilkła.

Notowała. Teresa Gałczyńska

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?