Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Grażyna Barszczewska: TYRANIA DMUCHA NA DOMOWE OGNISKO

Opublikowany 2017/04/01

fot. www.barszczewska.plfot. www.barszczewska.plJej wizerunek zarówno prywatny, jak i sceniczny kojarzony jest od zawsze z klasą, elegancją i kulturą. „To twarz pod każdy makijaż”- napisała o niej Agnieszka Osiecka.  Obdarzona niezwykłym uśmiechem i charakterystycznym, rozpoznawalnym głosem  znana jest również z tego, że trzyma określony dystans. Nie znosi poufałości i klepania po plecach. Jeden z reżyserów nazwał ja „amantką z pieprzem”  I rzeczywiście dama polskiego kina, kojarzona z rolami hrabianek, również amantki grała w sposób charakterystyczny. Do tej pory zbiera pochwały za Ninę z serialu „Kariera Nikodema Dyzmy”,  gdzie zagrała \ Romanem Wilhelmim

fot. By Ja Fryta from Strzegom - Grażyna Barszczewska źródło Wikipediafot. By Ja Fryta from Strzegom - Grażyna Barszczewska źródło WikipediaAnegdota głosi, że swojego męża Alfreda Andrysa- Grażyna poznała dzięki Romanowi Wilhelmiemu. Będąc już znanym aktorem Roman zobaczył  Grażynę na jednym z przyjęć i zareagował natychmiast „O, niezła dupa z twarzy”, a po chwili dodał do znajomego biznesmana, inżyniera – właśnie Alfreda, który od zawsze interesował się teatrem, bywał w środowisku artystycznym  „Ależ mi się ta Barszczewska podoba”.  Ale to nie Wilhelmi podbił serce pięknej Barszczewskiej tylko Andrys. Dlaczego?

 

                                      Grażynę zawsze interesowali mężczyźni o wysokim IQ .– Z mężczyznami jest tak, jak  ogrodem pełnym kwiatów. Lubię wszystkie kwiaty, ale moja szczególną uwagę zwracają te koronkowe, wyrafinowane formy w kolorach pastelowych lub nasyconych czerwieniach. W mężczyznach najbardziej podniecał  mnie zawsze intelekt. Nie interesowało mnie na dłużej  jedynie „Piękne, męskie zwierzę”.

 

Mężczyźni, którzy dłużej zagościli w jej sercu pisali wiersze. Alfred w tej mierze pobił rekord, choć aktorka w domu ma przydomek „tyrania”.  Ona wywodzi tę nazwę od „tyrać” , ale  dwaj mężczyźni jej życia syn Jarek Szmidt/ operator filmowy/- zodiakalny, Baran, tak zresztą, jak i mąż o silnym Byku mówią, że ów przydomek wziął się z tyranizowania rodziny

 

Generalnie jestem pacyfistką…- śmieje się aktorka.  – Nie ukrywam, że niekiedy , aż mnie ręka świerzbi… Mimo tego staram się pamiętać, ze dobra wola, może wszystko załatwić.

 

Myliłby sięjednak TEN, kto powiedziałby, że Barszczewska jest aniołkiem.

Sama woli mówić o sobie, ze jest „czarownicą” i lepiej, aby nikt nie wchodził jej w drogę.

 

*** Czarownica o twarzy anioła

 Od dziecka była śliczna. Miała gęste, jasne włosy i ciemną oprawę oczu. Kiedy szła do przedszkola wiele osób ją zaczepiało, pytając czy nie jest trochę za młoda, żeby malować brwi i rzęsy. Ona –sama- długo nie zdawała sobie sprawy ze swojej urody. Nic dziwnego…. Wychowywana w surowych zasadach, nigdy w domu nie słyszała komplementów. Ćwiczyła do późna na pianinie i marzyła, żeby wreszcie porządnie się wyspać. Dzisiaj tęskni czasami za tamtymi czasami prawdziwą ojczyzną, jaką pamięta z opowiadań ziemiańskich przodków swojej mamy. Pamięta też wakacje w dworku otoczonym lasami, przygotowania do rodzinnych bankietów.

 

 Dwoje na huśtawce, W. Gibson, reż. K. Kutz, Scena na Piętrze, Poznań 1983, fot. J. Kulm, źródło www.barszczewska.plDwoje na huśtawce, W. Gibson, reż. K. Kutz, Scena na Piętrze, Poznań 1983, fot. J. Kulm, źródło www.barszczewska.plWraz z innymi dziećmi zakradałam się do wielkich piwnic, gdzie przechowywano różne pyszności. Ach, tamte pomidory! Rosół z prawdziwej kury, lody domowej roboty...

 

W liceum z koleżankami chodziła do teatru. Gdy one pod Ateneum wystawały podniecone po autografy: Romana Wilhelmiego i Bogusza Bilewskiego,  stojąc z dala nawet nie marzyła, że będzie kiedyś z nimi pracować i , że jeden z tych wielkich zapozna ją z jej przyszłym mężem. Była skromną, dobrze ułożoną, pracowitą panienką i tylko dzięki uporowi Byka dostała się do krakowskiej PWST, gdy w warszawskiej szkole teatralnej, po egzaminie usłyszała, że jest zbyt wrażliwa, aby uprawiać ten zawód.  I wprawdzie, po maturze złożyła papiery na medycynę, na psychologię i chciała mieć własną ziemię, sad i, coś uprawiać, ale na godzinę przed egzaminami zmieniła zdanie wybierając aktorstwo. To był impuls. Teraz , jak mówi zamiast w ziemi grzebie w pokładach roli. Ziemi nie kupiła, ogród ma niewielki, ale miłość do roślin pozostała jej do dziś. Potrafi godzinami sadzić kwiaty, aranżować plamy kolorystyczne swojego ogrodu.  A, gdy do woli upoi się otaczającym ja pięknem , nadrabia lektury i odsypia nieprzespane noce spędzone na uczeniu się tekstów.  Nie daj Boże jednak, jak podczas nieobecności aktorki jakaś roślina zmarnieje lub uschnie- wtedy lecą iskry.

Ogród to jej królestwo.  Często powtarza, że gdyby nie była aktorką byłaby hodowcą. Ubolewa nad tym, że z mężem nie mają zbyt wiele godzin dla siebie, bo oboje są nadal bardzo zapracowani., aby w nim częściej wypoczywać, ale uczulona na piękno wystarczy, jej moment spojrzenia na cudowną otchłań zielni i już siły jej przybywa. Niestety praca to nadal jej największa pasja. Nie może być więc mowy, o żadnej emeryturze i poświęcaniu się rodzinie.

 Ważne, że jesteśmy zawsze razem, kiedy jesteśmy sobie potrzebni- podkreśla aktorka.

 

       Oboje z mężem mieszkają, w przestronnym domu, na dolnym Mokotowie, prawie Ursynowie.  Grażyna perfekcjonistka w pracy, nie może powiedzieć tego samego o sobie- jako gospodyni domowej. Potrafi doskonale zrobić kisiel i zaparzyć herbatę. W kuchni rządzi jej mąż i to on jest mistrzem kulinarnym, gdy przychodzą goście. Alfred jest zawsze duszą towarzystwa, bo  ma jeszcze dodatkową zaletę- ogromne poczucie humoru.

 

fot. źródło: www.barszczewska.plfot. źródło: www.barszczewska.pl

 

Mój mąż mawia, że gdybym tyle nie jadła, to byśmy się czegoś w życiu dorobili! Nie wyobrażam sobie być z kimś, kto nie miałby poczucia humoru.  

 

Całe życie zakochany w żonie,  przychodzi  na każdy jej spektakl dwa razy. Na premierze siedzi z wielkim bukietem kwiatów i patrzy tylko na nią. Drugi raz, ogląda już całą sztukę.

 

 Znamy swoje wady, czasem różnimy się, nawet bardzo, ale szanujemy swoją odrębność.

 

Gdy syn Jarek był mały, zaczął pytać…. Wtedy wyjaśniała mu najważniejsze dla niej słowa: co znaczy patriotyzm, odpowiedzialność, solidność.

 

 Mieszkaliśmy wtedy w bloku. Raz, wybierając się z Jarkiem na spacer, zniosłam najpierw jego i zapowiedziałam, że teraz idę po wózek i zaraz wrócę. Gdy po kilku minutach zeszłam, mały zanosił się szlochem. „Przecież mówiłam ci, że zaraz przyjdę!”, ryknęłam na niego. „Tak, ale ja nie wiedziałem, czy ty jesteś solidna”. Otóż jestem!

 

Solidność to cecha, ktorą najbardziej  ceni u innych. Nie cierpi wielkich słów i bicia piany.

                                      Niewiele też się zmieniło w jej życiu od czasu, gdy została teściową i również babcią. Nigdy zresztą nie była matką nadopiekuńczą, choć ma  jedynego syna i bardzo go kocha. Dlatego jest dobrą teściową, bo do niczego się nie wtrąca. Nie dzwoni dziesięć razy dziennie pytając- czy synek zjadł obiad i czy ta nowa kobieta w życiu jej syna dba o niego, jak należy? Grażyna ma doskonałe stosunki ze swoją synową Magdą, która chwali męża mówiąc, ze wcale nie jest typowym rozpieszczonym jedynakiem.

 

 

Od czasu, gdy zostałam babcią i mamy małą Emilkę, w rodzinie panuje nieustanne święto, ale też nikt, nikomu się nie narzuca.

 

Nie narzuca się również przyjaciółkom, Swoje rozterki przechodzi sama.  Nie wylewa po nocach swoich trosk, nie uczestniczy w „ kobiecych sabatach”.

                            Oczywiście typową babcią, która dla wnuczki rezygnuje  z własnego życia prywatnego i zawodowego- Grażyna Barszczewska nie będzie nigdy, bo nadal najważniejsza jest dla niej praca. Bez niej nie potrafi żyć. Jak nie film to serial albo sztuki teatralne. Gdy widzowie nie zapomnieli jeszcze jej roli w "Londyńczykach" , już pojawiła się w: " Na dobre i na złe"- jako pełna autorytetu pani profesor onkolog.  Cały czas uczestniczy w licznych spotkaniach z widzami i gra swoje recitale.  Od lat prowadzi również działalność charytatywną. Zawsze jest uśmiechnięta i nie podaje się przelotnym trudnością. Ma w życiu też dużo szczęścia, jak w hicie serialowym  lat 70- tych „Życie na Gorąco”, do którego musiała nauczyć się jeździć konno a, gdy koń poniósł  w pełnym galopie musiała zeskoczyć i  straciła tylko sztuczną rzęsę- tak jej dobra passa trwa do dziś. Jako zodiakalny BYK mocno stąpa po ziemi. Dlatego też upływ czasu i jej zmieniająca się fizis również jej nie szokują . Przerabiała to wiele razy na ekranie i na scenie. Nie ukrywa swojego wieku.

 

Trzeba dojrzewać i starzeć się po ludzku!- podkreśla.

 

 Nie rozmawia o głupstwach  z przyjaciółkami. Nie uznaje tematu zmarszczek i konfrontacji z lustrem. Do tyłu jest w kwestii kremów, maseczek, modnych gadżetów. Za to długo może dyskutować o młodym polskim dokumencie, o debiutach, o filmie. Krępują ją też wylewne komplementy. Nie czeka na nie, dlatego na co dzień chodzi bez makijażu, a wolne chwile nie spędza w gabinetach kosmetycznych tylko odsypia, nadrabia lektury lub z kochającą siostrą Teresą odwiedza leciwe ciotki.  Ważne, ze Alfredowi podoba się i w makijażu i bez.

 

 Jak mają trochę więcej czasu, ale nie dłużej, niż 10 dni delektują się wyprawami nad ciepłe Morze Czerwone, nurkowaniem na rafie w Ejlacie. Oboje uwielbiają  egzotyczne podróże. Nie szukają jednak luksusów, chociaż ich na nie stać.

 

To, co prawdziwe, jest najciekawsze, lubię oglądać świat od kulis, przebywanie z tubylcami.

 

Kochają ludzi i szczególnie tym utalentowanym wybaczają ich słabości. Przyciągają ich  ciekawe osobowości, ale też zwykli,  dobrzy ludzie, od których wiele można się nauczyć. Grażyna Barszczewska i Alfred stronią od  życia towarzyskiego, choć  dostają nadal wiele zaproszeń na tzw. spędy towarzyskie. Prawdziwych przyjaciół mają niewielu.. Ci, których wcześniej tak awansem nazywali nie wytrzymali próby czasu, wykruszyli się... Ale pozostali ci prawdziwi - na dobre i na złe. Teraz  są  dla nich  niezwykle ważni i jeśli pragną towarzystwa to spędzają czas w gronie nielicznych oddanych im przyjaciół albo rodziny, która teraz jest dla nich najważniejsza.

 

 Dmucham na domowe ognisko- mówi aktorka i jak widać ze skutkiem.

 

 Teresa Gałczyńska

 

 

 

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?