Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Joanna Gleń: Do tej pory jak widzę igłę, drętwieją mi wszystkie mięśnie

Opublikowany 2016/10/01

Ciepła, utalentowana bez cienia gwiazdorzenia. Gdy miała 14 miesięcy straciła ojca Do 10 roku życia wychowywała się w małej miejscowości na Śląsku, w Brzeszczach, skąd pochodzi jej mama. Ojciec pochodził z Mazur, ale na Śląsk przyjechał w poszukiwaniu pracy.Kiedy była maleńka zarówno mama, jak i dziadkowie pracowali,a małą Asią zajmowały się znajome-opiekunki. Miała ich wiele. Zmieniały się- co jakiś czas, a ona krążyła pomiędzy nimi, dziadkami ze Śląska, a dziadkami mieszkającymi na Mazurach, gdzie spędzała każde ferie i wakacje. Kiedy ukończyła10 lat przeprowadziły się z mamą do Pszczyny. Nie pamięta, żebym kiedykolwiek pytała o tatę, drążyła  ten temat, ponieważ nigdy nie odczuwała jego braku. Nikt nie dawał jej odczuć, że jeste inna, bo nie ma taty. W „Tangu z aniołem”  ogoliła głowę na zapałkę, w ”Barwach szczęścia”- gra Malwinę- dziewczynę chorą na depresję maniakalną. Ale, jak mówi kocha wyzwania. Dla roli i dla miłości jest w stanie zrobić niemal wszystko. Nawet wyjechać za ocean, do Ameryki i tam wziąć ślub.

Joanna Gleń, fot. źródło FBJoanna Gleń, fot. źródło FBZ JOANNA GLEŃ
rozmawia Teresa Gałczyńska

 

W dzieciństwie bardzo brakowało Ci ojca?

 

Nie ponieważ, można powiedzieć, że w naturalny sposóbojca zastąpił mi dziadek ze strony mamy- Czesław, który pierwszy poszedł na emeryturę i mógł poświęcić mi swój czas. Spędzałam z nim całe dnie. Dziadek był dla mnie autorytetem, znał nazwy wszystkich zwierząt i roślin, uczył mnie ich. Gotował dla mnie, chodziliśmy na długie spacery z psem, na grzyby. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, że żyję w rodzinie niepełnej.

 

A dzieci, w szkole nie dokuczały Ci z tego powodu?

 

Z powodu braku taty? Nigdy! Nigdy nie spotkały mnie też żadne przykrości z typowych dla dzieci powodów- nie byłam gruba, ani piegowata, nie nosiłam okularów, byłam zwyczajna, taka sama jak inne dzieci. Miałam bardzo szczęśliwe dzieciństwo. Nie przeżywałam żadnych traum, choć nie należałam do dzieci dominujących na podwórku i zawsze znalazł się jakiś oprawca, który nami rządził. Wtedy bałam się go nie tylko ja.

 

Można więc powiedzieć, że byłaś, skromną, grzeczną dziewczynką…

 

 Przeciwnie. Podobno do 6-tego roku życia byłam bardzo niegrzeczna. Stanowiłam prawdziwe utrapienie dla rodziny przez swoją ruchliwość, ciekawość świata, brak lęku przed czymkolwiek i kimkolwiek. Wszędzie mnie było pełno. Kilka razy miałam nawet poważne wypadki, bo nie liczę niezliczonych lekkich-np. przewróciłam się na butelkę po mleku i przebiłam sobie klatkę piersiową, po lewej stronie, blisko serca a kilka lat później spadłam z huśtawki i rozbiłam głowę. Z dzieciństwa zostały mi na pamiątkę blizny i niecheć do zastrzyków, bo jako chorowita dziewczynka  dostawałam  ich setki. Do tej pory, jak widzę igłę, drętwieją mi wszystkie mięśnie. Może dlatego nie lubię horrorów, w których obcinają kończyny./śmiech/  Ale wraz z pójściem do szkoły podstawowej okres rozrabiania  minął , jak ręką odjął.

 

Joanna Gleń z dzieckiem w 2012 r.Joanna Gleń z dzieckiem w 2012 r.Jakie wartości wyniosłaś z domu rodzinnego?

 

Dziadka- Czesława nazwałabym racjonalistą, ale generalnie wychowałam się w rodzinie katolickiej, w której wszystkie święta były kultywowane zgodnie z tradycją. Gdy ukończyłam 10 lat, w Polsce akurat skończyła się komuna. Moja pamięć zachowała jednak wiele obrazków z ponurych czasów PRL-u. Każdego poranka wyglądaliśmy z dziadkiem przez okno balkonowe,  które wychodziło na sklep Społem i na Mleczarnię, gdzie wił się ogonek czekających na dostawę kawy, wędlin i innych dóbr. To był niesamowity widok, do dziś pamiętam klimat tamtych dni. Pamiętam również, jak w latach `80 6.grudnia, ktoś- pewnie Mikołaj, zapukał do drzwi i zostawił na  progu wielkie pudło, które wspólnie z dziadkiem wtaszczyliyśmy do mieszkania, a potem był uroczysty moment otwierania prezentu.Do dzisiaj nie zapomnę domku i mebelków dla lalek w góralskim stylu i kremu czekoladowego do smarowania chleba- prezenty bardzo w stylu mojej mamy:))) .Z kolei na gwiazdkę przychodził do mnie Aniołek.W przeszłości, na święta Bożego Narodzenia do dziadków zjeżdżała cała rodzina. Kiedy zbliżał się już czas Wigilii- nas- dzieci, na chwilę wysyłano na dwór w poszukiwaniu pierwszej gwiazdki, by dorośli mogli spokojnie w tym czasie podłożyć prezenty pod choinką. Za moment wołali nas żebyśmy wracali, bo "właśnie do domu wleciał Aniołek". Oczywiście nigdy nie udało nam się zdążyć na czas i go zobaczyć! Pewnej Wigilii, dziadek widząc moją zawiedzioną minę, szybko wskazał palcem na okno mówiąc z przejęciem: Widzisz Asiu to skrzydło w oknie ? Ja spojrzałam i naprawdę zobaczyłam, jak w szybie mignęło skrzydło anioła! Wiele razy próbowałam to racjonalnie analizować, ale właściwie do dziś jestem przekonałam, że naprawdę je zobaczyłam.

 

Skromność to  również rzadko spotykane cechy u aktorów, a Ty w tym celujesz…

 

Czasem żałuje, że nie wychowano mnie choć trochę w poczuciu, że jestem pępkiem świata. Od dziecka wpajano mi, że są na świecie inni ludzie, których zadania należy wysłuchać, a zdanie starszych ludzi należy szczególnie szanować. Mam w sobie dużą pokorę wobec osób starszych. W ogóle staram się szanować zdanie wszystkich. Czasem w moim zawodzie mi to przeszkadza. Chciałabym być bardziej pewna siebie i umieć postawić na swoim, ale często się wycofuję, żeby kogoś nie urazić. Jestem za mało asertywna. Za to od dziecka mama nauczyła mnie odpowiedzialności za swoje czyny. Bardzo często miałam ochotę zaprotestować, bo przecież- np. nie tylko ja dostawałam dwójkę, inni uczniowie również, ale nikogo w mojej rodzinie to nie interesowało. Nieraz słyszałam :Ty dostałaś i ty musisz ponieść konsekwencje, poprawić się. Inni, to nie nasza sprawa. Dziecko czasem musi mieć szansę wyżalenia się, poskarżenia na coś. Jak takiej możliwości nie miałam. Skarżenie czy obmawianie kogoś w ogóle nie wchodziło w grę. Dzisiaj to doceniam. I do dzisiaj tego nie robię,  bo nie lubię. Myślę zresztą, że te wszystkie wartości, jakie wpajano mi w dzieciństwie dzisiaj wychodzą mi na dobre, bo nie jestem kombinatorką.  Nie umiem kłamać, gram na scenie, ale nie w życiu. A poza tym obwinianie  świata czy innych za swoje niepowodzenia nie jest chyba fajne…

 

Jako zodiakalny Baran cenię sobie punktualność, wręcz chorobliwie, ale Ty chyba również …

 

Rzeczywiście jestem nieprzyzwoicie punktualna-uwierz, że samą mnie to męczy /śmiech/ . Wzięło się to stąd, że kiedy chodziłam do szkoły, mama pracowała, a ja musiałam wstać o określonej porze, sama się ubrać, zjeść śniadanie, wziąć kanapki, wyjść z kluczem na szyi i zdążyć na 8.00 na lekcje. Z konieczności nauczyłam  się bycia odpowiedzialną i dzisiaj to procentuje.

 

Joanna Gleń, 2012 r.Joanna Gleń, 2012 r.Byłaś kochliwą dziewczyną?

 

Raczej nie. Zawsze bardzo wierzyłam intuicji i polegam na swoim  przeczuciu. Zaledwie kilka razy dała mi znać, że warto się komuś przyjrzeć:))). Tak jest do dziś- tzn. wierzę intuicji. Nie przyglądam się mężczynom!:))) Podpowiadała mi np., że ten facet na pewno jest inteligentny i to mnie najbardziej interesowało.

 

Intuicja wskazala Ci tego jedynego mężczyznę życia?

 

 Z mężem poznaliśmy się  kilkanaście lat temu i na początku byliśmy tylko przyjaciółmi, aż po pięciu latach nasza przyjaźń przerodziła się w poważniejsze uczucie i od tamtej pory jesteśmy razem. Nigdy nie rozstawaliśmy się z powodu niedomówień, kłótni. Nie było rozstań, nie było powrotów, nigdy nie przyszło nam do głowy, że powinniśmy np. odpocząć od siebie. Takie metody uważam za dziwaczne.

 

Ale dopiero po 10 latach bycia razem postanowiliście z Maćkiem zalegalizować Wasz związek… I to za Oceanem, w Ameryce? To asekuracja?

 

Nie. To była spontaniczna decyzja. Po raz drugi zamierzaliśmy spędzić wakacje w USA i wtedy pojawiła się myśl, że można by wziąć przy okazji ślub w Detroit, gdzie mieszka z mężem moja przyjaciółka z czasów licealnych- Łucja.

 Pewnie pomysł ślubu za granicą nigdy nie przyszedłby mi do głowy, gdybym nie miała w pamięci słów mamy, która często powtarzała, że chciałaby żebym wzięła ślub w wyjątkowych okolicznościach,  na jakiejś rajskiej wyspie, na innym kontynencie-  jak w filmach. Poza tym wiedziałam, że moja mama nie przepada za weselami. Więcej obaw mieliśmy w stosunku do rodziców Maćka, którzy są większymi tradycjonalistami i dla nich może to nie była łatwa decyzja. Ostatecznie jednak udało nam się ich przekonać i także przyjęli to ze zrozumieniem. A suknia była srebrzysta,  nie biała:)))

 

Joanna Gleń, ft. źródło FBJoanna Gleń, ft. źródło FB

 

Nie było Ci jednak smutno, że w takim dniu będziesz z dala od najbliższych?

 

11. września 2009 r., kilka dni po przylocie do USA, w sądzie wzięliśmy ślub cywilny i na zdjęciach z tego ślubu wyglądamy= jak bohaterowie filmu „Sprawa Kramerów",  dobrze się w tym dniu bawiliśmy, po ślubie pojechaliśmy na hamburgery. Ale rzeczywiście, im bliżej było do 12 września- daty kościelnej ceremonii, tym częściej zastanawiałam się czy nie ogarnie mnie w tym dniu jakiś żal, że zdecydowaliśmy się na taki samotny ślub. Od rana myślałam o moich bliskich w Polsce i czułam, że oni cieszą się naszym szczęściem. W drodze do kościoła, zadzwoniłam do mamy. I gdy usłyszałam jej radosny głos zrobiło mi się lżej na sercu. Dowiedziałam się, że kuzynka mojej mamy zaprosiła mamę do siebie i świętowali razem w rodzinnym gronie. Bardzo mi to pomogło. Podczas ceremonii w ogóle  nie płakałam, a spodziewałam się po sobie fontanny łez od samego początku:))) A gdy przemiły ksiądz Sławek Murawka udzielała nam sakramentu byłam roześmiana od ucha do ucha i naprawdę szczęśliwa.

         I wprawdzie po ceremonii ślubnej w Ameryce poszliśmy z naszymi świadkami tylko na sushi to jednak w Polsce mini-przyjęcie weselne się odbyło, tyle że miesiac po ślubie, w góralskim stylu, na luzie, tańczyliśmy tak zawzięcie, że zrobiliśmy ogromne dziury w podeście do tańca!

 

Czy od momentu, gdy jesteś oficjalnie mężatką coś w waszym związku zmieniło się?

 

Kompletnie nic. Czuję się tak samo stabilna, bezpieczna, dowartościowana, jak byłam przed ślubem. Małżeństwo niewiele zmieniło w naszej codzienności. Mam tylko obrączkę na placu,  ale taką która wygląda jak pierścionek, lub jak kawałek rury, mówią niektórzy:))) Taką sobie wymyśliłam, bo nic co oferowały sklepy mi się nie podobało. Pamiętałam z dzieciństwa, jaką nosiła mama: szeroką i zaokrągloną, chciałam mieć podobną  z sentymentu. Moja jest nieco bardziej nowoczesna, prosta i szeroka. Wygląda- jak pierścionek, zatem nie będę jej musiała zdejmować grając nie-mężatki.

 

W Waszym związku to Maciek jest osobą dominującą? Nie przeszkadza Ci to?

 

To prawda- Maciek jest osobą dominującą, ale -ja tego potrzebuję, bo czasem miewam tendencje do bujania w obłokach. Ma silny charakter, ale jest niekonfliktowy i jako zodiakalny Rak nie narzuca swojej woli sam z siebie, nie jest ekspansywny. Ma cechy, które mi bardzo odpowiadają- jest stabilny i pewny, w przeciwieństwie do mnie, która w niektórych sytuacjach woli się wycofać. Znakomicie się uzupełniamy.

 

 

Dziękuję Ci Asiu za tę szczerą I interesującą rozmowę.

 

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?