Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Włodek Krzyżanowski: Chciałbym spokojnie jeszcze pożyć kilka lat

Opublikowany 2016/09/10

Niezwykle empatyczny, przyjacielski, uczynny. To jedna z niewielu osób, które poznałam w życiu, która mimo swoich licznych chorób i dolegliwości zawsze pomaga ludziom, a szczególnie mnie w moim portalu prasowym.  Urodził się w Płocku - mieście róż i emerytów - jak kiedyś mawiano- gdzie swoje dzieciństwo przeżywali W. Broniewski  i M. Zimińska – Sygietyńska.  Więc te róże mówią za wszystko…..

 

 

Włodek KrzyżanowskiWłodek KrzyżanowskiZ WŁODKIEM KRZYŻANOWSKIM

Rozmawia – Teresa Gałczyńska

Jakim byłeś chłopcem będąc dzieckiem?


Rezolutnym. Potrafiłem dbać o swoją skórę, ale już wtedy płaciłem za to depresją.  Bawiąc się na podwórzu kamienicy, w której mieszkaliśmy, zdarzyło mi się zapełnić majteczki czymś większym niż siusiu… Wpadałem z krzykiem i płaczem na drugie piętro, a przestraszona Mama pytała: Co się stało synku? A Włodzio z płaczem odpowiadał: Chłopaki mi w majtki nas.....li !!!

 

Myślałeś już wtedy co chciałabyś robić jak dorośniesz?


Nigdy nie chciałem być strażakiem czy innym mundurowym.....Wolałem zbierać rośliny do zielonka i patrzeć w niebo. Jeszcze nie tak dawno z moją Mamą śmieliśmy się z tego... Moja Mama też była rodowitą płoczczanką, a pozostali członkowie rodziny to Warszawa, Kraków i Kresy Wschodnie.
Rodzina: to ja i siostra Dorota, trochę dalszej rodziny i tajemniczy Ktoś lub Ktosia..... Żony i przychówku nie było i nie będzie. Tajemnicza osoba jest w moim życiu obecna przez 14 dni, potem długie tygodnie w samotności a kontakt tylko i wyłącznie telefoniczny.

 

Samotność jest straszna, ale chyba masz jakieś hobby?


Kiedyś byłem zafascynowany polskim Indiana Jonesem czyli profesorem Michałowskim i jego wykopaliskami. Ale to było tak dawno, że chyba nawet starożytni już mnie nie pamiętają. Gdy byłem większy uwielbiałem ciepłą jesienią, wieczorami wędrować po deszczu na bosaka.....

 

Dom rodzinny Włodka, fot. Wojciech StasiakDom rodzinny Włodka, fot. Wojciech Stasiak

 

A teraz?


Dużo muzyki i ogólny mischung, muzyka klasyczna, mariachi, poezja śpiewana, polskie piosenki z lat 60-70-80, piosenki rosyjskie i duuuuuuuuuuuuuuuuuuuużo piosenek niemiecko-języcznych. Piszę też do szuflady. Od ponad roku nie ma już mojej ukochanej Mamy, zawsze uśmiechniętej i jest mi  z tym niedobrze.

 

Powiedz dlaczego zgodziłeś się mi pomagać w SWIECIE WEDŁUG TESSY?

 ..... bo wyczułem Tereniu, że nadajemy na tych samych falach. No i fajnie pisać o ziołach, które były dla naszych prababek często jedynymi dostępnymi lekami, a także zdobiły i przynosiły radość. Lubię też pisać , mam to coś chyba po moim stryjecznym dziadku prof. Julianie Krzyżanowskim. Od zawsze lubiłem pomagać......Będąc w średniakach, w przedszkolu miałem taką przygodę.....Odwiedziły moją grupę dzieci z innego przedszkola albo z domu dziecka, nie pamiętam, nie ważne....... Wtedy rozdałem im wszystkie zabawki jakie były....w salce drugiej grupy, gdy dzieciaki leżakowały. Od tego chyba się zaczęło J Potem była awantura ale co tam? Pomaganie jest fajne....
Od 24 lat jestem społecznikiem, z przerwą trzyletnią, gdy opiekowałem się w domu moją Mamą -leżącą na łóżku rehabilitacyjnym.

 

Ostatnio dużo piszesz na FB o depresji. Czy również Ciebie dotknęła?

 Na depresję leczę się od dawna, ale jak to w życiu bywa, czułem się dobrze, więc tabletki poszły w odstawkę i nie brałem ich kilka lat, aż nagle odeszła moja Terenia- mama. Wytrzymałem prawie 4 miesiące po odejściu Mamy. W lipcu, było ciężko, ale dawałem jakoś radę, niestety w listopadzie rozsypałem się i zgłosiłem się sam do Poradni Zdrowia Psychicznego. Teraz jestem na lekach .co 12 godzin.  Rano na pobudzenie, wieczorem na sen. Zdarzyło mi się kilka razy bez proszków nie spać po kilka dni, czasem tydzień, potem zasypiałem, ale ze zmęczenia. Dodatkowo gnębi mnie cukrzyca typu 2 z insuliną 4x na dobę i ścięgno Achillesa ze stanem zapalnym. W maju byłem z nieuregulowaną cukrzycą w szpitalu, a wyszedłem, ze stanem poudarowym, niedokrwiennym i kostniakiem.

 

Mama Włodka, TeresaMama Włodka, TeresaTwoja fundacja nosi nazwę TERENIA. Domyślam się, że to od imienia mamy….

 Fundacja jest jeszcze na papierze i w tablecie, Akt Notarialny podpiszę w dniu 5 stycznia 2017, w 80-te urodziny mojej Tereni. Fundacja będzie nosiła nazwę "Moja Terenia" i będziemy pomagać ludziom z depresją zmagającym się z samotnością, wykluczeniem społecznym i ubóstwem. Mama była, jest i zawsze będzie w moim życiu. Cały czas bardzo Ją kocham i to nigdy się nie zmieni. Przez ostatnie trzy lata spędziła na łóżku rehabilitacyjnym, pampersowana, na diecie płynnej, cukrzycą z insuliną, a pod koniec demencja. Opiekunka przychodziła codziennie na 2-3 godziny, potem ją zajmowałem się moim dużym dzieckiem. Najgorszym momentem była pierwsza zmiana pampersa, gdy musiałem Mamę umyć i podmyć, Mama była bardzo skrępowana,  ale nie mogłem pozwolić, aby tak leżała do rana
Gotowanie, karmienie, mycie, pranie, zakupy, załatwianie spraw- to była moja codzienność, ale nie narzekałem i dalej mógłbym to robić, żeby tylko moja Mama przy mnie była...

 

Jak teraz radzisz sobie z przeciwnościami życia i co jest dla Ciebie najważniejsze? Kto Ci pomaga w chwilach, gdy jest naprawdę ciężko?

 Żyję… rano tabletki, insulina i pomiar cukru i te czynności wyznaczają cykl mojego każdego dnia. Jem rano owsiankę i staram się, aby mój jadłospis był zgodny z zaleceniami Dietetyczki i Diabetologa, ale nie zawsze to się udaje, bo depresja ostatnio, często mi skutecznie utrudnia życie. Ale już zjechałem z wagi wyjściowej czyli ze 160 kg.
                Często nie wychodzę z domu po kilka dni, gdy już chleba nie ma albo płatków to niestety muszę. A tak zamykam się i słucham głośno muzyki, czasem zaglądam na FB, ale też już mnie nuży....
Co jest teraz najważniejsze? Chciałbym spokojnie jeszcze pożyć kilka lat, bo jest ktoś w moim życiu i pomagamy sobie nawzajem, ale to opowieść z innej bajki. No i fundacja, teraz podchodzę do tematu na zimno, już bez… ochów i achów, jest step by step do celu. Fundacja jest w pewnym sensie pomnikiem pamięci mojej Tereni, bo na prawdziwy, na cmentarzu mnie nie stać i pewnie nigdy go nie postawię. I tu boleje moje serce…

 

Widok z Płocka - rodzinnego miasta WłodkaWidok z Płocka - rodzinnego miasta Włodka

 

Mówisz, że FB Ciebie nuży, ale daje Ci również wsparcie?

 FB jest  swoistym targowiskiem próżności i pychy, ale jest grono osób na których mogę liczyć z Tobą Tereniu, oczywiście. Wirtualni znajomi i przyjaciele są w zasięgu kliknięcia.

 

 Co chciałabym jeszcze zrobić, osiągnąć w życiu?

Trudne pytanie!  Ale co tam, pomarzyć można, chciałbym:
- schudnąć do rozmiaru 3XL
- nauczyć się dobrze mówić po niemiecku, aby zaśpiewać Kornblumenblau
- poznać Agnieszkę Fatygę i mieć z Nią fotkę.

Poza tym… chciałbym co roku, póki tylko sił starczy, móc pojechać na kilka dni do Berlina i poczuć jego cudowną atmosferę, odbyć taką podróż sentymentalną i za każdym razem poczuć się młodziej. Tak działa na mnie czar Berlina.
To skryte marzenie, które pewnie się nie spełni, ponieważ brak środków finansowych nie pozwoli mi na postawienie nawet skromnego pomnika mojej Tereni, z ławeczką i płaczącą wierzbą albo brzozą.

 

Włodku - to jedna z najbardziej wzruszających rozmów, jak przeprowadziłam w życiu. Bardzo Ci dziękuję.

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?