Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Krzysztof Kowalewski cz. 2

Opublikowany 2015/06/29

Mój ojciec, zawodowy oficer Wojska Polskiego Cyprian Kowalewski zginął zamordowany w obozie w Starobielsku. Nie pamiętam ojca. Zapamiętałem go jednak ze snów… Jeden utkwił mi w pamięci: to: ojciec siedzi na ławce i czyta książkę. Nagle podniósł oczy znad książki i pomachał do mnie ręką…cz. II

KRZYSZTOF KOWALEWSKI

 

 

WSPOMNIENIA MOJEJ MŁODOŚCI

 

Teresa Gałczyńska - Czy zechciałby Pan cofnąć się do pierwszego momentu świadomości dziecięcej, gdy zaczął Pan już kojarzyć otoczenie, zapachy, smaki….?
Krzysztof Kowalewski - Moment świadomości dziecięcej…? Pamiętam bardzo dobrze, ponieważ był on bardzo charakterystyczny. Mój ojciec, zawodowy oficer Wojska Polskiego Cyprian Kowalewski zginął w obozie w Starobielsku, został tam zamordowany, więc „na żywo” nie pamiętam ojca. Zapamiętałem go jednak ze snów… Jeden, który szczególnie utkwił mi w pamięci to: jak ojciec siedzi na ławce i czyta książkę. Nie wiadomo, czemu opodal tej ławki stała przedwojenna, cała czerwona stacja benzynowa. Ja bawiłem się w piaskownicy. Nagle ojciec podniósł oczy znad książki i pomachał do mnie ręką…

                Krzysztof Kowalewski przerywa na moment swoją opowieść, bo obok jego kolan pojawia się czarno- biała kotka, która miaucząc zaczyna się do niego łasić. To jest Fredzia, maleńka, też znajda i w tej chwili bardzo głodna…

K.K. – No, co Fredziunia? Co się stało? Ale mów wyraźnie…. Potem pójdę i dam ci jedzenie, tam masz przecież swoje granulki…

Kotka najwyraźniej nie ma jednak ochoty na granulki, więc Pan Krzysztof przepraszając mnie na chwilę wstaje i kieruje się do kuchni. Ja podążam za nim. Nakłada Fredzi świeżo otworzoną, kocią puszkę i wracamy do salonu. Szczęśliwy i pogodny jest ten dom, w którym obok ludzi żyją zwierzęta.
Usadowiwszy się wygodnie w białym fotelu aktor kontynuuje…

K.K. - Świadomość dziecka… tak - to wspomnienia związane z ojcem… Pomachał do mnie znad tej książki. Tak go zapamiętałem…
Dziwne, że żadne z moich wspomnień z dzieciństwa nie łączy się z mamą. Może dlatego, że mama- dopóki żyła- była obecna zawsze… A może, dlatego, że podświadomie zacząłem odczuwać nieobecność ojca. Dlatego pewnie przyśnił mi się.
T.G- Mama karmiła pana zapewne piersią… Przypomina Pan sobie zapach tego mleka?
K.K.- Nie i nawet nie chciałabym go pamiętać!  A właśnie, że mama nie karmiła mnie piersią. Piłem mleczko z butelki… coś tam ten pokarm skiepścił się….
T.G.- A w wieku dorastania… pamięta Pan może, co gotowała?
K.K.- Mama nie była zbyt wziętą kucharką. Gotowała z tego, co akurat miała pod ręką: pomidorową, krupnik, na drugie danie pieczeń.
Raczej to były dania proste. Proszę pamiętać, że urodziłem się podczas okupacji / 20.03. 1937 r./, Gdy zacząłem chodzić już do szkoły, miałem tam wykupione obiady albo chodziłem na główny posiłek do jarskiej restauracji. Mama nie bardzo miała czas na gotowanie. Była aktorką, więc pracowała.

         Elżbieta Kowalewska, przed drugą wojną używała pseudonimu scenicznego Czaharska. Grała główne role i to dużo. Po wojnie występowała w Warszawie, Olsztynie, Kaliszu, grając przeważnie role charakterystyczne takie, jak między innymi Juliasiewiczowa w Moralności Pani Dulskiej.

T.G.- Pana mama była osobą ciepłą? Poświęcała Panu dużo czasu?
K.K.- Była bardzo czułą kobietą. Całowała, przytulała, bardzo dbała o mnie. Niemniej jej zawód powodował, że często jej nie było w domu. Pracowała w teatrach: Narodowym i Powszechnym, później w Olsztynie i Kaliszu. A ja uparłem się, żeby nie wyjeżdżać z Warszawy. Zostałem sam. Włóczyłem się po ulicach,  wszędzie, ale nie wykoleiłem się. Siła charakteru? Czy ja wiem? Może przypadek.
T.G.- Pamiętam, że będąc dzieckiem, gdy mama wychodziła do pracy wtulałam się w jej koszulę nocną, bo w ten sposób zatrzymywałam jej zapach, jej obecność. Na pana zapachy też tak działają?
K.K.- Nie do tego stopnia, ale pamiętam, jak matka w pewnym okresie swojego życia otworzyła perfumerię. Przy ulicy Śniadeckich był szewc, u którego reperowała nasze buty i pewnego dnia tak się zgadało między nimi. Matka skarżyła się, że nie ma, co robić, z rozpaczy, z niemocy nie wiedziała, co począć. I szewc jej przyszedł z pomocą.
 –Pani, Lisiu- bo tak mówili do matki – ja pani dam pół sklepu. Niech pani coś tam założy. Na czym się pani zna?
Na to mama
- No tak mniej więcej to znam się tylko na kosmetykach.
- To niech pani weźmie od paru firm kosmetyki w komis i będzie pani nimi handlować.
Tak też zrobiła. I przez pewien czas utrzymywaliśmy się z tego biznesu. O, byłbym zapomniał, proszę sobie wyobrazić, że gdy skończyła się  wojna  i już znaleźliśmy się w Warszawie, w pewnym momencie przyszło wezwanie do zapłacenia podatku. Za ten, nasz sklep z okresu okupacji!!! To bardzo śmieszne, bo już wtedy zaczął działać fiskus!
T.G. - Wróćmy do początku tego biznesu Pańskiej mamy…
K.K. -  W tym samym miejscu, gdzie mama sprzedawała te kosmetyki, po pewnym czasie Marek Szacki- przed wojną dyrektor Teatru Letniego- w czasie wojny bezrobotny, jak wszyscy- założył w imieniu AK magazyn broni. A, przecież do tego sklepu przychodzili również SS-mani, gestapowcy i kupowali perfumy dla tych swoich flam, a za kotarką była broń! Boże, gdyby jeden z nich, z ciekawości kotarkę odgarnął… No, w pewnym momencie zrobiło się już tak niebezpiecznie, że mama musiała z tego zrezygnować. Pamiętam jednak zapachy tych kosmetyków: firmy Puls, Soir de Paris w niebieskich flakonach, bo zapasy stały u nas w domu.
T.G.- Nie kusiło Pana, żeby zajrzeć do tych paczek?
K.K. – Ja jakże….Raz zrobiłem straszny numer mamie… Zebrałem te wszystkie małe buteleczki perfum i pozlewałem do jednego flakonu. Trzy dni nie odzywała się do mnie. A może nawet tydzień? A wszystko to z nudów, bo leżałem chory, przeziębiony byłem. Drugim razem powycinałem aplikacje, czyli hafty z poszewek, bo mi się spodobały. Ale numer z perfumami był bardziej niszczycielski. Wiadomo drogie były. Nie mam pojęcia- skąd te perfumy wtedy sprowadzali? Może jakieś oficjalne możliwości były, żeby takim towarem handlować? To nie było przecież reglamentowane. Centrala sprowadzała pewnie taki towar. Tak czy inaczej zapamiętałem mamę z tego okresu pachnącą i zadbaną.
T.G.- Pańska mama przestrzegała u Pana zasad codziennej higieny na przykład mycia zębów, rąk etc. ?
K.K.- No oczywiście.  Pilnowała mnie. Pamiętam też, że miała bardzo ładne nogi. Skąd to pamiętam? Była chwalona przez znajomych, przez ludzi, z którymi i ja się stykałem, w czasie wojny i po wojnie – Lusiu, jakie ty masz piękne nogi – zapamiętałem. Moja córka Gabrysia jest do niej bardzo podobna. Można powiedzieć… prawie kopia. Teraz, gdy wchodzi w trzynasty rok życia i gdy wychodzi już z niej mała kobietka, to naprawdę bardzo mi ją przypomina. Czasem, jak się zapatrzy na coś, to jest spojrzenie mojej matki, które ja nazywam liryczne.
T.G.- Lubi Pan, gdy kobiety używają dobrych perfum?
K.K.- Tak.
T.G. - A pan, jakiego typu wody kolońskiej używa?
K.K.- Różnych. Ale zawsze muszą to być zapachy bardziej świeże, niż ciężkie.

                Robimy krótką przerwę, bo, mimo że w domu Pana Kowalewskiego jest raczej chłodno, to jednak upał daje się we znaki. Pytam, czy mogę wyjść na taras i zapalić papierosa.

K.K.- Może Pani palić również tutaj, w domu.
Pan Krzysztof idzie po popielniczkę, a ja wyjmuję cała szczęśliwa papierosa. Nareszcie dom, gdzie nas, nałogowców nie tępią.
T.G. - Palił Pan kiedykolwiek?

Cdn...

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?