Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Krzysztof Kowalewski cz. 6

Opublikowany 2015/07/27

Aktorstwo nie było moim świadomym wyborem. Przegapiłem ten moment. Wszyscy przyjaciele zmierzali do konkretnego celu . Ja nic. Z rozpaczy pomyślałem o aktorstwie.

KRZYSZTOF KOWALEWSKI

 

WSPOMNIENIA MOJEJ MŁODOŚCI cz.VI

T.G.- Jakim był Pan chłopcem?

K.K.- Z cicha pęk.

 

T.G.- Łobuzem….?

K.K.- Nie, nie to, że łobuzem…. Nauczyciele mówili, że Kowalewski najuprzejmiej mówi wszystkim: dzień dobry. Ale generalnie byłem taki, trochę przyczajony… No z cicha pęk.

 

T.G.- Ale co konkretnie ma Pan na myśli…?

K.K.- Błaznowanie, robienie min podczas lekcji takich, że nawet nauczyciele się śmiali. Pamiętam, że jak zaczynałem wygłupiać się, to nawet nasza wychowawczyni pani Zadarnowska zasłaniała twarz dziennikiem, aż cały dziennik drżał. Tak się śmiała. Lubiłem rozśmieszać kolegów, sprawiało mi to przyjemność. Odwracałem się, robiłem te swoje miny i cała klasa wyła. No i tak.

 

T.G.- Czyli już wtedy pojawiły się u Pana pierwsze zakusy na aktorstwo?

K.K.- Nie wiem. Tym zabawom nie towarzyszyła broń Boże myśl, że będę to kiedyś robił zawodowo i, że z tego będę żył. Co to, to nie! Nigdy nie lubiłem być w centrum zainteresowania. A już na pewno nie można o mnie powiedzieć, abym był tzw. duszą towarzystwa. Ani wtedy, ani dziś.

 

T.G.- Jak na tak wielkiego aktora Pan jest bardzo skromnym człowiekiem.

Nie wyczuwam zakłopotania moim stwierdzeniem, raczej grzeczne rozbawienie. Krzysztof Kowalewski spogląda na mnie bystro.

K.K.- Skoro pani tak uważa…. to wypływa z mojej natury.

 

T.G.- Kiedy tak naprawdę dokonał Pan świadomego wyboru przyszłego zawodu?

K.K.- Powiem tak… Aktorstwo nigdy nie było moim świadomym wyborem. Po prostu przegapiłem ten moment, gdy wszyscy moi przyjaciele z klasy byli już ukierunkowani na to, co chcą w życiu robić i zmierzali do konkretnego celu Jedni zdecydowali, że idą na historię, inni wybrali fizykę, matematykę, polonistykę etc. Ja nic. W końcu z rozpaczy pomyślałem o aktorstwie. Matka aktorka, to jakby było mi po drodze. Ale przecież za pierwszym razem nie dostałem się do szkoły teatralnej. Do PWST dostałem się za drugim razem w 1956 r. A w 1960 roku ją ukończyłem.

 

Krzysztof Kowalewski znowu śmieje się. A ja zastanawiam się, czy owe słodkie mówienie wszystkim, bo i nauczycielom dzień dobry, nie było także aktorstwem, bo przecież nikt nie zaprzeczy, że to była gra. Żaden uczeń tak nie kocha swych nauczycieli, by aż tak uprzejmie ich witać. To musiała być pierwsza rólka aktora, może coś, o czym nie wiedział siedziało w nim w środku od początku, geny matki, przeznaczenie…

 

T.G.- Często aktorzy, z którymi przeprowadzałam wywiady mówili, że wybrali aktorstwo, bo w młodości byli zakompleksieni. Pan był…?

K.K.- Byłem, byłem. Przecież moją główną cechą, która mnie męczyła od dziecka to - właśnie nieśmiałość. W stosunku do mojej natury nieśmiałego chłopca ten pomysł, że pójdę do szkoły teatralnej był pomysłem abstrakcyjnym. Oczywiście od tamtych czasów niebywale zmieniłem się, jakby przetworzyłem na nowo, ale kompleksy prześladowały mnie bardzo długo. Przecież ja nigdy, na żadnej akademii szkolnej nie chciałem nawet wiersza powiedzieć, bo natychmiast mnie zatykało ze strachu. Koleżanki z klasy pchały się, żeby wystąpić na akademiach, a ja patrzyłem na nie, jak na wariatki. W szkole teatralnej musiałem z tym naprawdę bardzo walczyć.

 

T.G.- Czy na tę nieśmiałość nie wpłynął fakt, że wychowywał się Pan bez ojca?

K.K.- Bardzo możliwe. Nie potrafię tego sam ocenić. Okupacja i powstanie to był czas, gdy strach czaił się nad głową zarówno u dorosłego, jak i u dziecka. U dziecka może nieuświadomiony, ale był. Ślady takich przeżyć w człowieku zostają. Mają potem wpływ na jego całe życie.

 

T.G.- Jakie miał Pan wtedy marzenia chłopięce?

K.K.- Na przykład żeby mieć taki komfortowy i uniwersalny pojazd, który pozwoli mi poruszać się nim wszędzie: tam gdzie lód, gdzie śnieg czy pustynia. W tamtym okresie byłem zafascynowany i lubiłem patrzeć na lokomotywy. Gdziekolwiek znajdowały się – to miejsce przyciągało mnie, jak magnes. Tory, rozjazdy kolejowe, karuzele, gdzie taką lokomotywę mogli przykręcić. Mogłem tak stać pół dnia i patrzeć. Z wielką przyjemnością również rysowałem lokomotywy.

 

T.G.- Dzisiaj jest Pan dorosłym mężczyzną. A czy sybarytą?

K.K.- Lubię dobrze zjeść, ale nie muszę. Nie, żebym wciąż szukał okazji. Jak trafia się - jestem bardzo zadowolony. Ale w naszym domu na przykład jemy bardzo proste, nieskomplikowane dania. Nie ma jakichś, specjalnie wyszukanych potraw. I mnie to odpowiada.

 

Ale za to, jak jedziemy na swoją wieś, po drodze, w Olsztynku jest restauracja Zielony Piec. Fantastycznie prowadzona. I tam podają czerninę i sztukę mięsa, tak fantastycznie przyrządzoną, tak doprawioną i tak smaczną, że zawsze, jak tam jesteśmy tylko to zamawiam. W domu, jak to w domu, wszyscy mamy swoje obowiązki zawodowe, więc często z konieczności jemy coś na szybko. Zwykle sprowadza się to do kuchni włoskiej, jakiś makaron z oliwą i przyprawami. I tak żyjemy….

 

T.G.- A jaką kuchnię Pan preferuje?

K.K.- Różne, nie mam konkretnej ulubionej. Uważam, że bardzo dobra jest polska kuchnia. W takiej restauracji U Kucharzy podają np. świetne zrazy, klasyczny schabowy i mój prawdziwy przysmak: móżdżek po polsku. Cielęcy móżdżek usmażony, przyprawiony do smaku, a do tego grzaneczki z białego pieczywa. Bardzo to syte.

 

T.G.- O jakich porach dnia jada Pan najczęściej posiłki?

K.K.- Tu muszę przyznać, że jadamy, zwłaszcza  w domu dość regularnie. Obiad jest między trzecią, a czwartą. A kolacje o różnych porach dnia, choć osobiście staram się zjadać kolację wcześniej i w małych ilościach.

 

T.G.- Odchudza się Pan?

K.K.- Nie…. W każdym razie nie chciałbym mieć już więcej kilogramów.

 

T.G.- Ale Pan jest kawał chłopa…

K.K.- Właśnie z tego powodu. Było takie określenie przedwojenne „Pan Stanisław był słusznej budowy”. Ja jestem bardzo słusznej budowy, ale kompleksów z tego powodu nie mam.

 

T.G.- Nie chodzi Pan tak, jak inni panowie na siłownie, ćwiczyć brzuszki…..

Cdn...

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?