Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Krótka recenzja na temat długich seriali

Opublikowany 2015/12/20

Wiem, że wielu telewidzom się narażę! Ale co ja zrobię, gdy na potęgę, pomimo kryzysu wciąż u nas kręcą seriale, mini seriale, formaty, obyczajowe, komediowe, sensacyjne.

   

 

My akurat nie narzekajmy! Najokropniejszy gniot zachodniej półkuli Moda na sukces, kupiony w tysiącach nakładu przez poprzednia ekipę TVP, musiał być pokazywany – no, bo za odcinki zapłacono!

    W minionych latach prowadziłem rubrykę poświęconą największym absurdom dialogowym w serialach i telenowelach i Moda na Sukces zawsze znajdowała się na czele rankingu największych głupot!

    Dlatego wstydzić się nie mamy czego, z kilkunastu pozycji serialowych aż trzy/!!!/ tak, tak, są całkiem niezłe. Wytrawny widz na pewno je zna, a policzyć do trzech na palcach umie każdy.

One są po prostu dobrze napisane. I tu dochodzimy do sedna tematu. Otóż, od co najmniej dekady mamy do czynienia z produkowaniem, preparowaniem, układaniem, a nie pisaniem scenariuszy. Różnica jest zasadnicza. Ten wyprodukowany, spreparowany scenariusz, to nic innego, jak powielone klisze dawnych utworów - podobne sytuacje, bliźniacze intrygi, bohaterowie to tylko typy a nie żywe, pełnokrwiste postacie ludzi. Do tego dochodzą puste, watowane sceny, czyli tzw. samo życie – „A wejdź Józku, napijesz się herbaty, usiądź, a ile łyżeczek słodzisz? Cukier jest szkodliwy, ale teraz w zimie energia ci potrzebna” Itd...

    Oglądacze zresztą uwielbiają takie sceny, bo zawsze sobie w duchu mogą pomyśleć – och, tak samo raz miałem z herbatą, gdy przemarzłem zimą, no tak, jaką szczerą prawdę oglądam!

    Nie, Drogi Telewidzu, oglądasz „prawdólkę” termin wymyślony przez filmowców, jako raczej żartobliwe określenie robienia widza w bambuko. Ale ponieważ połykacze fabuł pasjami chcą oglądać swych bohaterów w rozwoju akcji, reklamodawców nie powinno zabraknąć, póki dzieło ma oglądalność.

No, bo jak ktoś obejrzy kłótnie Zdzisi i Stacha, to i na reklamy o podpaskach zerknie. I handelek kwitnie, biznes się kręci, tylko, jakość już nie ma znaczenia. Bo widzów interesuje, co dalej będzie, a nie jak to zostanie pokazane. Dlatego wystarczają skromne wnętrza, czasem nawet jedna kamera, niedoświetlone ujęcia, marni aktorzy…

A co to nas obchodzi? Ważne, żeby Krzyś zakochał się w Marysi, a Marysia zakochała się w Grzegorzu – konflikt na dziesięć odcinków zapewniony! I jakie to prawdziwe! Przecież w życiu zawsze miłość panuje!

    Ja wiem, że to wołanie na puszczy, o jakość, sens, dramaturgię.

Nie jest tajemnicą, że duży udział „w preparowaniu” scenariuszy odcinków mają tzw. „murzyni”, podrzucający sceny i scenki, dialożki, monolożki tym uznanym, bogom - kombajnom scenopisarstwa seriali. Stąd, wiele psychologicznych bzdur, bo te przemiany z dobrego bohatera w kanalie i odwrotnie, świni w anioła służą tylko zaskakiwaniu widza. Uatrakcyjnianiu i ciągnięciu dalej. Dalej, taśmowo…Prawdopodobieństwa nie ma w tym wcale.

Wiemy, ile razy bohaterka Mody na Sukces z grobu wstawała! I co? I nic! A są i lepsze smaczki…A ciągnie się to cholerstwo dalej. Niech wystarczy próbka dialogu:

- Kochasz mnie?

- Bardzo

- Naprawdę bardzo mnie kochasz?

- Naprawdę.

- Ale powiedziałeś to tak ze znużeniem. Czy ja cię nie nudzę?

- Ależ skąd!

- Ale powiedziałeś to z irytacją!

- A skąd.

- Ja myślę, że ty mnie już nie kochasz.

- Kocham.

- Nie, ty mnie już nie kochasz.

- Dobrze, cholera ja cię nie kocham!

- Dlaczego mnie nie kochasz?

Tak można bardzo, bardzo długo i na okrągło. Zapewniam!

 

    Nie potrzeba wertować setek tomów o kinematografii. Wystarczy obejrzeć tych kilka setek filmów, które przemysł filmowy wywindowały do roli dzieła sztuki. Można je odnaleźć na różnych kanałach.

Niezorientowanym, warto podpowiedzieć, że bardzo dobre roczniki, jak przy winie, w produkcjach zachodniojęzycznych to były lata 40- te, 60- te, 70- te. Tamte filmy się przeżywało, a nie oglądało. I równie łatwo można było wskazać dobrego aktora z wnętrzem, odróżnić zdolną aktorkę od amatorki, aktora dramatycznego od pięknego modela. Na tych filmach można było się uczyć. Nie traktujmy filmów jak piekarni, gdzie dobra bułka to bułka świeża, nowiuteńka, prosto z pieca. Z filmami jest zupełnie inaczej. Data produkcji nie ma żadnego znaczenia!

    To dla tych, którym nie wystarcza kolejna sfilmowana gra komputerowa, lub taniocha poczynań opasłego Stevena Seagala w najnowszych filmach akcji.

I tym widzom także doradzam baczniejsze przyglądanie się cenzurze i poprawności politycznej w nowszych filmach – pozytywni bohaterowie nie palą, gdy pojawia się zła postać czarnoskórego, dla przeciwwagi za chwile pokazuje się dobry afroamerykanin! W nowym kinie nie wolno już używać powszechnych nazw inności seksualnych tylko gaye, obraźliwe jest już nawet słowo murzyn, a broń Bożenie wolno krytykować Unii, bo to już ganiony eurosceptycyzm! Lobby mniejszościowe też ma swój udział w promocji swoich. Ostatnio wyczytałem, że największą aktorką świata/sic!!!/ jest Anne Heche, skandalicznie wojująca homoseksualistka…Niech sobie będzie, kim chce, ale największą aktorką świata nigdy…

 

    A może najlepiej zacząć właśnie od krytycznego spojrzenia na rozdmuchane przez media gwiazdy. Brad Pitt, to tylko śliczny pan, Tom Cruise przystojniak z wdziękiem, George Clooney, ma charyzmę, ale na ekranie jest nudny, Robert De Niro to w sumie aktor jednej roli, Dustin Hoffman może dwóch ról.

    Ale odeszliśmy od seriali, bo film fabularny to osobny temat. A jednak się wiąże, bo doceniając dobre fabularne kino, nie damy się omamić telewizyjnymi, przegadanymi produkcyjniakami. Dobry film fabularny ma ekspozycję dwa zwroty akcji, pointę. A czyż takie nie były na początku serialowego boomu Dallas, Dynastia, Bonanza? Nawet nasza poczciwa Stawka większa niż życie posiadała wszystkie atuty dobrego, fabularnego kina!

Zaś z telenowelami, czyli bękartami seriali to już jest cyrk. Zaiste to pomysł samego diabła! Tu nie obowiązują normy i kanony, tu hulaj dusza producencie, piekła nie ma!

 

 Mówi się, że wszystkiemu winni są Brazylijczycy, bo oni rozpropagowali ten mizerny produkt tasiemcowej taniochy. No pewnie, zwalajmy wszystko na Brazylię, najwyżej będziemy sprowadzać gorszą kawę, gdy się za taką krytykę na nas wkurzą. Możemy również psioczyć na Argentynę, która także skutecznie produkuje tasiemce.

A polskie na razie szanujmy, bo jesteśmy jeszcze na dorobku. Mało zżynamy jeszcze z innych „hitów”. Jedyny szacuj należy się PAWŁOWI KARPIŃSKIEMU, bo ten producent przynajmniej dba o detale i szanuje swoją pracę, a reszta…..

    A najmądrzej Drodzy Telewidzowie i Drogie Telewizorki –mieć dystans, nie wierzyć wszystkiemu, co miga na ekranie i poczytać kilka rozdziałów dobrej książki. To naprawdę rozwija wyobraźnię i wciąga! A serial, czy telenowela mimo, że zabija czas, pielęgnuje lenistwo!

DANIEL B.

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?