Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Co mną wstrząsnęło w prosektorium? (3)

Opublikowany 2016/09/25

To naprawdę dobre i w sumie z mojej perspektywy i po czasie który już tam pracuję w prosektorium bardzo ciekawe pytanie....

Na początku zdarzało mi się to dość często. 

Wszystko było dla mnie nowe, kolejny dyżur i każdy kolejny przewóz zwłok był „szokiem”.

 

 

Takich przypadków które mocno szokowały i przerażały z pewnością  było mnóstwo, ale tych dramatycznych i wyjątkowo wstrząsających było około 4... czemu tylko 4 ? Albo aż 4?

Pracuję w tej branży już jakiś czas i po tym okresie, z cała odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że raczej już nic nie jest w stanie mnie zdziwić ani zszokować. 

 

Jednak sam początek pokazał mi najgorsze oblicza śmierci jakie tylko są... 

Przez pierwsze kilka miesięcy zobaczyłem wiele... Kilka przypadków zapadło mi w pamięć dość mocno.

Czemu?

 Zaraz wszystko spróbuje po kolei złożyć to w jedną całość.

 

Z całą pewnością dużym szokiem był dla mnie przypadek mojego serdecznego kolegi, z którym byłem na kawie w piątek popołudniu, a we wtorek rano leżał w mojej chłodni… Pojechał na wakacje i utonął…

Dramatycznym widokiem było jego ciało po sekcji, z krzywo zszytą twarzą…

Płacz jego matki, i siostry - to obraz, którego nigdy nie zapomnę. Oczywiście wszystko poprawiłem i godnie go przygotowałem. Nie zmienia to jednak faktu, że pracowałem wtedy zaledwie 3 miesiące i to po raz pierwszy widziałem coś tak strasznego, w dodatku na ciele swojego kolegi...

 

Pamiętam swój pierwszy przewóz tzw. domowy.

Po raz pierwszy musiałem pojechać do czyjegoś domu po ciało.

 Pogoda była piękna, ciepło, początek maja 2013 r, Zgłoszenie, adres ,nazwisko.

Jedziemy.

 Mój kolega, który mi towarzyszył  na” przewozy” ( wtedy jeszcze go nie znałem), lamentował, że będzie kiepsko, że na pewno nie będzie "kolorowo"... i wtedy jeszcze nie wiedziałem co tak naprawdę się wydarzy…?

Okazało się, że miał racje!

Miejsce ,w które się wybieraliśmy - teraz już dość znane dla mnie miejsce - jedno z patologicznych osiedli w moim mieście.

 

Jesteśmy na miejscu. Spod bloku właśnie odjechali strażacy, którzy przez szybę kiwali głowami w naszą stronę.

Zawiadomienie nadeszło z Policji, a oni dostali je od sąsiadów.

 Po wejściu do klatki Policjanci powiedzieli:

" Pierwsze piętro, drzwi po lewej".

 Kolega powiedział :

Młody,idziemy"

 i tyle…

 

 Z każdym, pokonanym stopniem schodów czuć było dziwny,

 słodkawy i duszący zapach...

 

Drzwi do mieszkania były wyłamane. Na korytarzu panował straszny bałagan. Całe mieszkanie wyglądało, jak po wybuchu bomby: mnóstwo butelek, śmieci, worków z ubraniami, puszek, prawdziwe śmietnisko w mieszkaniu.

 W dużym pokoju, w dziwnej pozycji znajdowały się zwłoki człowieka: ręce mężczyzny: jedna na szafce nocnej, druga na brzegu łóżka, nogi w pozycji klęczącej na podłodze, głowa pochylona w stronę szafki, na której stała popielniczka...

         W popielniczce leżała właśnie twarz tego człowieka. Sama pozycja , zapach, ułożenie tego ciała wyglądała -jak z filmu grozy...

Pamiętam, że nie wiedziałem,  jak mam się zebrać w sobie, żeby móc zabrać to ciało...

Po obróceniu zwłok na podłogę z kołdry, która po części przykrywała ciało zaczęły wychodzić robaki...

Ciało znajdowało się w stanie głębokiego rozkładu...

 Zmienione, spuchnięte...

 

Po powrocie do firmy czułem wszędzie ten intensywny, słodkawy zapach, który dość często towarzyszy mi od tamtej pory...

Kolega po tym przewozie powiedział do mnie:

 " Nie każdy - kto tutaj pracuje nawet kilka dobrych lat, ogarnąłby to tak- jak ty- bez żadnego problemu. Gratuluję"...

 

 Ja myślę, że to własnie stres, który towarzyszył mi tego dnia, pomógł mi w powstrzymywaniu swoich emocji...

 

                Co dwa lata  prokuratura, na danym terenie ogłasza przetarg na świadczenie usług przewozu zwłok...

Zazwyczaj wiąże się to z dość specyficznymi czynnościami...

Przy przewozach tzw. "normalnych" odbiera się ciała z prosektorium szpitalnego, hospicjum, z domu i zazwyczaj są one w normalnym stanie, w ciągu kilku godzin po zgonie.

 Chociaż zdarzały się i zdarzają takie przypadki, jak opisywany przez mnie wyżej.

Nasza firma wygrała taki przetarg i wiązało się to z kolejnymi czynnościami, które były zdecydowanie bardziej ekstremalne niż dotychczas...

 

Były to: wypadki drogowe, samobójstwa, utonięcia, zabójstwa i inne…,  gdzie nie było 100% pewności - czy nikt z osób trzecich w jakiś sposób nie przyczynił się do tej śmierci...

Maciej Wielgosz

 

Cdn.

Wszelkie prawa zastrzeżone ZAPA

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?