Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Opowiadanie bankowej dziewczyny

Opublikowany 2015/07/20

Marek przychodził, co rano zabierając mnie na spacer. To stało się naszym sposobem na rozpoczęcie dnia. I Marek stał się kimś najważniejszym. Człowiek, który tak kocha zwierzęta jest i dla ludzi dobry. Opatrzność jednak czuwa nade mną. Nie dała mi na razie pracy, ale pozmieniała m życie, otworzyła oczy, uratowała przed związkiem z Ireneuszem, pozwoliła poznać cudownego Marka. A przecież wystarczyła chwila, aby być bliżej ludzi….

W bloku nazywano mnie” bankową dziewczyną”, żartobliwie, ale i zazdrością, że mam dobra pracę w banku. Niestety, zwolniono mnie. Miałam trochę oszczędności, niezły fach, więc byłam pewna, że w końcu na jakieś oferty ktoś odpowie. Póki, co, zajęłam się domem, nawet wciągnęłam się w jeden serial. Do tego stopnia było mi dobrze z bohaterami tego romansu, że ze złością myślałam o zebraniu mieszkańców bloku. Nie wiem jak to się stało, ale tego dnia wybrano mnie na przewodniczącą komitetu blokowego. Dwa dni po wyborach pani Wiesia z szóstego piętra, cicha, zalękniona staruszka przyszła do mnie. W jej kawalerce sufit prawie trząsł się od huku. Zapłakana Wiesia z podkrążonymi oczami niepotrzebnie błagała mnie o interwencje. I tak bym poszła. Dobrze znałam Ireneusza, przemiły mężczyzna. To on przyniósł i szesnaście róż na imieniny. Były tak piękne, że je ususzyłam, wisiały u mnie nad lustrem. Ireneusz podobał mi się.

Otworzył z wiertarką w dłoni. Uśmiechnął się szeroko.

- Panie Ireneuszu, już po dziesiątej, ludzie nie mogą spać!

Dostrzegł stojąca za mną Wiesię.

- Skarżymy, co? – syknął w stronę staruszki.

Mnie wciągnął do środka, a przed Wiesią zatrzasnął drzwi. Oniemiałam.

- Do wszystkiego się wtrąca ta baba. Ta cholerna baba działa mi na nerwy.

- Niedawno męża straciła, nie może spać…

- Ja ten remont dla pani… dla nas…

Wychodząc jeszcze kilka razy słyszałam przekleństwa pod adresem Wiesi. Boże święty i ja poważnie o nim myślałam? Gdyby do czegoś doszło zgotowałby mi piekło.

Sąsiadka Krysia przyszła powiedzieć, że od kilku dni rano, nie można zjechać windą, bo smród jest niesamowity, a ona wie, kto jest sprawcą.

- To chyba należy do zadań dozorcy?

Usłyszałam, że to ja mam obowiązek pomagać mieszkańcom. A źródłem problemu jest ten Marek z ostatniego piętra i jego pies.

Zapukałam do Marka. Na środku pokoju leżała jego suczka, bernardynka, przykryta kocem.

- Dunia przeszła chemioterapię, ale ten nowotwór się rozrasta, rany na łapkach ropieją i…

Wtedy jego Dunia zapiszczała.

-Muszę z nią na dwór, prosi.

Z trudem wziął ją z podłogi razem z kocem. Pomogłam mu, bo suczka naprawdę duża ważyła. Ale na dworze już nie stanęła na łapach.

Pojechałam z nim do lecznicy. Nie mogłam go tak zostawić z psiną. Słyszałam rozmowę z weterynarzem. A potem zobaczyłam jak Marek płacze i chociaż ukrywał twarz w dłoniach, ciche łzy spływały mu po palcach.

Wróciłam. Marek tam został. Dygotałam z nerwów i żalu. Sama kiedyś pochowałam psa po dwunastu latach przyjaźni.

Przychodzono do mnie z coraz bardziej irytującymi sprawami, za które odpowiedzialność ponosiła spółdzielnia, ochrona osiedla. Złożyłam zrzeczenie się funkcji w komitecie blokowym.

Odwiedził mnie…Marek.

- Czy nie poszłaby pani z nami na spacer?

- Z nami?

Spod jego nóg wysunęła się mordka bardzo podobnej, do Duni bernardynki.

Pogoda była piękna. Poszłam z nimi.

 – Jeszcze boję się spuszczać ją ze smyczy, Saba jest głupiutka.

A wówczas ta głupiutka Saba jakby usłyszała, zaczęła latać wokół nas tak szaleńczo, że okręciła nogi moje i Marka długą smyczą.

- Uwięziła nas.

I chyba symbolicznie związała. Marek przychodził, co rano zabierając mnie na spacer. To stało się naszym sposobem na rozpoczęcie dnia. I Marek stał się kimś najważniejszym. Człowiek, który tak kocha zwierzęta jest i dla ludzi dobry. Opatrzność jednak czuwa nade mną. Nie dała mi na razie pracy, ale pozmieniała m życie, otworzyła oczy, uratowała przed związkiem z Ireneuszem, pozwoliła poznać cudownego Marka. A przecież wystarczyła chwila, aby być bliżej ludzi…

 

Marysia

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?