Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Rozwód...?

Opublikowany 2015/08/03

Szłam przez ogród ciotki i zatrzymywałam się przy każdym drzewie, opierałam o nie plecy. Najbardziej męczyło mnie to baczne spojrzenie z werandy, to asystowanie mi przez siostrę i ciotkę w najskrytszych zakamarkach prywatności. One triumfowały, cała rodzina zresztą obchodziła święto. Będą mnie sądzić, analizować, udzielać rad, tak jak nieszczęśliwi ludzie szukający dla siebie pocieszenia w nieszczęściu innych!

ZASŁYSZANE JEDNYM UCHEM...

Do sprawy rozwodowej zostały cztery dni.

- Nic nas nie rozdzieli!  Na zawsze razem!

Takie wspomnienia jego wyznań, przelatywały, co raz jak powracające i znane melodie.

Szłam przez ogród ciotki i zatrzymywałam się przy każdym drzewie, opierałam o nie plecy. Najbardziej męczyło mnie to baczne spojrzenie z werandy, to asystowanie mi przez siostrę i ciotkę w najskrytszych zakamarkach prywatności. One triumfowały, cała rodzina zresztą obchodziła święto. Będą mnie sądzić, analizować, udzielać rad, tak jak nieszczęśliwi ludzie szukający dla siebie pocieszenia w nieszczęściu innych!

Ja, najmłodsza z trzech sióstr, które wszystkie doświadczyły złych małżeństw wraca na łono rodziny i przyjmuje status pokrzywdzonej.

- Oni wszyscy tacy sami, to samce!  Nie damy cię skrzywdzić!

Ciocia w nocy przyszła do mojego pokoju i przykryła mnie kołdrą, jakbym znowu miała dziesięć lat i bawiła się lalkami.

- Ciociu, to niepotrzebne – protestowałam.

- Nie możesz się przeziębić, na sprawie rozwodowej musisz być silna i stawić mu opór. Temu twojemu prześladowcy.

 O, nie, Paweł wcale nie był prześladowcą. One by tego chciały, ale prawda była inna, boleśniejsza, bo… zwykła taka. Oboje zatraciliśmy się w pracy, sprzedaliśmy za złotówki okruchy marzeń przedmałżeńskich, oddaliliśmy się od siebie …

Ale tego poranka, bezszelestnie i w tajemnicy przed rodzinną strażą, Paweł zajechał tym swoim starym Fordem od strony lasu i niezauważony przedarł się przez sad do ogrodu.

- Czego chcesz? – zapytałam surowo.

- Rozbiła się – wyciągnął dłoń, w której trzymał figurkę porcelanowego wielbłąda – W nocy sama spadła z komody pod lustrem!

- Małżeństwo legło w gruzach, to i pamiątki się tłuką! – zawyrokowałam.

- Ale... to mi...przynosiło szczęście!

Z takim żalem to powiedział, jak dziecko naburmuszone odebraną zabawką

Odjechał. Odebrał mi spokój, zabrał kolejny dzień i noc. Może obejdzie się bez procesu dowodowego, może rozstaniemy się na spokojnie? Wielbłąda podarowałam mu w czasie naszej pierwszej podróży przedmałżeńskiej do Neapolu. Oj, Pawełku, czy gdybyś nie dostał dwa lata później vice szefostwa tej firmy farmaceutycznej życie mogłoby potoczyć się inaczej?

Złapałam się na tym, że wciąż wracam myślami do naszego dwupokojowego mieszkanka nad rzeką, że wciąż myślę, co jada wieczorem, czy znowu kaleczy palce otwierając konserwy.

Tej nocy ukradkiem, nie mogąc zupełnie zasnąć, wymknęłam się od strony kuchni z willi ciotki. Poczekałam na nocny autobus. Po kilkunastu minutach byłam pod naszym domem i patrzyłam w okno jaśniejące bladym światłem. Nie spał, może świętuje nasze rozstanie, oblewa wolność?

Sama skarciłam się za takie brednie. Nie było w nas zdrady, nienawiści, oszustwa. A przecież nasze małżeństwo było związkiem miłości!!!

- Widzisz, jaki to był dobry pomysł, żebyś uciekła od tego oprawcy? Tu u nas odzyskujesz spokój – rzekła rano ciotka

Wyszłam na spacer.

Zobaczyłam w oddali. Siedział na łące między drzewami i patrzył na mnie. Podchodziłam. Wstał.

- Pomyślałem, że dobrze mi zrobi wypad za miasto. 

- I nie żal ci pracy, pieniądze uciekają?

 Roześmiał się,

- Praca nie jest najważniejsza...

- I ty to mówisz?

 Na pożegnanie podaliśmy sobie ręce. Przytrzymał ją, a ja...nie mogłam powstrzymać łez.

- Nie płacz, kochanie...

- Nie mogę, tak mi żal...

- Pozwól mi cię stąd zabrać. Do domu.

Urosły mi skrzydła, chciałam krzyczeć z radości, bo jakaś dziwaczna wiara napełniła mi duszę i światło, ciepłe światło jutra migało porozumiewawczo.

W ciszy spakowałam się i opuściłam schronienie ciotki, a Paweł wciąż trzymał mnie za rękę...jakby się bał, że znowu ucieknę.

Dagmara N.

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?