Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Sabina

Opublikowany 2015/09/07

Wszystkiemu winne są romanse, melodramaty, seriale, bo w nich zaklęta jest zawsze nadzieja, okropny happy end i w nich za każdym razem czeka na kobietę miłość. Tymczasem życie jest inne i nie ma w nich szczęśliwych zakończeń, a nadzieja, ta matka niezbyt mądrych ludzi wpędza nas w rezultacie, w jakiś koszmar złudnych wyobrażeń. Do diabla z takim życiem. Świat wcale nie jest pełen pięknych kochanków i książąt z baśni, Co robić? Czy jest ze mną, aż tak źle?

Wszystkiemu winne są romanse, melodramaty, seriale, bo w nich zaklęta jest zawsze nadzieja, okropny happy end i w nich za każdym razem czeka na kobietę miłość. Tymczasem życie jest inne i nie ma w nich szczęśliwych zakończeń, a nadzieja, ta matka niezbyt mądrych ludzi wpędza nas w rezultacie, w jakiś koszmar złudnych wyobrażeń. Do diabla z takim życiem. Świat wcale nie jest pełen pięknych kochanków i książąt z baśni, Co robić? Czy jest ze mną, aż tak źle?

Właśnie na to pytanie miała mi odpowiedzieć babcia Sabina, najważniejsza i najmądrzejsza osoba w rodzinie.

-Ty słodziutka musisz coś zrobić, bo skończysz za trzydzieści lat tak, jak ja, na stawianiu pasjansów - czemu mi w życiu nie wyszło.

-Ależ, babciu….

-Nie przerywaj. Dam ci adres mądrego mężczyzny, który cię wysłucha. ale nie traktuj go, jako lekarza, raczej spowiednika. jest takie słowo...

-Psychiatra, psychoanalityk... – podpowiadałam.

-No nieważne. Jedź do niego.

Dom Szczepana porośnięty dziką roślinnością, strzelisty i bogaty spodobał mi się, bo krył jakąś tajemnicę. Do drzwi szło się przez bujny ogród, a żółte światełko w oknie na poddaszu miało coś przyjaznego.

Zdziwił mnie wiek Szczepana, bo skąd Sabina miałaby mieć znajomości wśród takich młodzików. A on, sympatyczny, ciepły brodacz z fajką wyjaśnił od razu, że jego ojciec dużo zawdzięcza babci Sabinie, jeszcze z czasów powojennej zawieruchy i że takie zobowiązania przechodzą z pokolenia na pokolenie.

Nie było typowej kozetki, tylko fotel miękki i przyjemny, nie było wypytywania, hipnozy, białych kitlów tego wszystkiego, co znałam z filmów i opowiadań. Szczepan po prostu mnie słuchał.

-...Wszystkiemu winne są romanse, melodramaty...

-To już pani mówiła – przerwał grzecznie mój ogromny monolog – ma pani w sobie bardzo dużo rozżalenia i słusznego gniewu. Ale jak mówią filozofowie najpierw trzeba się nauczyć współczucia dla siebie. Przede wszystkim dla siebie. Niechże pani zacznie dobrze o sobie myśleć, jest pani taka szczera i ładna.

Zarumieniłam się, ale w ciemnym pokoju nie było widać.

-Dziękuje.

-To nie jest komplement. to prawda. Lekarz musi mówić prawdę. Czekam na następne spotkanie – wstał – Nic mi pani nie jest winna. Odprowadzę panią. Bardzo przyjemnie było pani słuchać...

Nasze wieczorne sam na sam, moje wynurzenia, opowieści o życiu wkrótce przekształciły się w rodzaj rytuału, jakiegoś dobrego obrządku, spotkania dwóch przyjaciół. Nawet się nie spostrzegłam jak przestałam brać środki nasenne, jak bezpiecznie wracałam od niego do swego domu, w jaki niewidzialny sposób wyrzuciłam precz gorycz i żółć. Dziwne, ale czułam, że już nie jestem sama.

Z tej euforii wyrwała mnie któregoś dnia wzmianka Szczepana o wyjeździe.

-Muszę. Jestem tu tylko kilka miesięcy w roku, na stałe mieszkam w maleńkim Keswick, a mam też zajęcia ze studentami w klinice w Toronto. Takie moje życie pełne obowiązków. nie rób takiej miny. Nie zapomnę o mojej najmilszej pacjentce...

Wyjechał wkrótce. Niebo zasnuły głębokie chmury szarości. Nic już nie było takie jak z nim. Rozglądając się wokół siebie zrozumiałam, że tylko on mnie słuchał, tylko jemu mogłam powierzyć mój ból osamotnienia.

Niedługo potem zmarła babcia Sabina i to był kolejny cios. Zażyczyła sobie, aby znaleźć się przy mężu na małym cmentarzyku na Mazurach. Wiał silny wiatr, drobne krople deszczu moczyły mi policzki. Nagle, wśród drzew zasrebrzyła się karoseria limuzyny i z samochodu wysiadł Szczepan. Otworzył parasol i szedł w kierunku grobu. Gdy mnie zobaczył podbiegł i objął mnie. Zapłakałam.

-Więc przyjechałeś?

-Jak mogłem inaczej? Wszyscy darzyli ją szacunkiem i miłością.

-I wracasz?

-Muszę.

-Proszę, zabierz mnie ze sobą. do Kanady. Nie chce tu być bez ciebie...

-Myślałem o tobie często – wyszeptał po długiej chwili milczenia – Już nie będziesz sama...

A wiec on, człowiek wybrany przez babcie Sabinę miał być moim przyjacielem i opiekunem na resztę życia? Nie mogłam wprost uwierzyć, bo nagle spełniły się najskrytsze sny. W tym smutnym dniu pogrzebu dla mnie zaświeciło słonce. Ale czy tego nie życzyłaby sobie babcia Sabina? Bóg zabiera jedną ręką, ale drugą daje. To wiedziałam. I jeszcze jedno, że miłość przychodzi, kiedy chce i wszystko, co nas spotyka jest zapisane, a może wymyślone przez tych, co nas kochają. Jak Sabina...

Michał M.

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?