Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Ubezpieczyciel

Opublikowany 2015/07/06

Zaczęłam delikatnie wsmarowywać maść w jego ciało i tego, co nastąpiło nie zapomnę nigdy. Świat oszalał, a na pewno ja oszalałam i on.

Nie zawsze na naszych łamach pisma ŚWIAT wg TESS y będziemy publikować brutalne, mrożące krew w żyłach reportaże z życia naszych czytelników. Od czasu do czasu zamieścimy też historie o miłości takie, jak ta…..

Ubezpieczyciel

 

Grafika: Krzysztof KozeraGrafika: Krzysztof Kozera

Od dawna miałam problemy finansowe, a w kalendarzyku pod literką a kryła się kolejna wizyta agenta ubezpieczeniowego. Nie były to przyjemne wizyty, bo choć Pan Darek wydawał się miły to zabierał mi, co jakiś czas niemały grosz i trudno było w naszych czasach nadmiernie się z tego cieszyć! Wizyty były umówione wcześniej na konkretny dzień, ale przez ten mój nieznośny remont mieszkania zupełnie o ubezpieczeniu zapomniałam.

-Chyba trochę nie w porę przyszedłem? – skomentował Darek

Na środku stały szafy i szafki, zardzewiała wanna do wyrzucenia, stosy śmieci.

-Zapomniałam, cholera jasna – zaklęłam głośno.

-Zdarza się! Ubezpieczamy?

Westchnęłam. To zdecydowanie nie był mój dzień. Od rana same nieprzyjemności z malarzami, którzy nie przyszli, a teraz jeszcze i ten intruz.

-Niech pan siada – burknęłam.

To było dowcipne, bo gdy się rozejrzałam i on też, po tej mojej ruinie, oboje buchnęliśmy śmiechem.

-Może, chociaż ten stary prysznic z wanną wyniosę pod zsyp?

-A mógłby pan?

Pomagałam. Prysznic nie wlazł do windy, zjechał po schodach uszkadzając poręcz, zatarasował półpiętro – w ogóle – masakra!

Dwoje ludzi z prysznicem i wanną to wydarzenie na miarę podróży dookoła świata, bo przy zaostrzonych przepisach osiedlowych musieliśmy dojść aż do altany śmieciowej i tam dopiero złom zostawić.

Ja tylko podpierałam jedną stronę, on cały ciężar wziął na siebie. Zdyszany, chyba nie spodziewał się takiej pracy, szybko się ze mną pożegnał, może przerażony myślą, że będzie musiał znosić pozostałe śmieci. Ale żelastwa się pozbyłam i to się tylko dla mnie liczyło.

Spotkałam go kilkanaście dni później.  Działał w naszym rejonie i nie trudno było go spotkać, ale tym razem nie uśmiechał się do mnie zbytnio. Moja uwagę zwrócił fakt, że wszystko, co robił wykonywał lewą ręką, nawet uniknął podania prawej dłoni na powitanie.

-Coś z ręką?

-Chyba z ramieniem...i barkiem...

-To dźwiganie? – domyśliłam się – tak mi przykro.

- Nie, to może coś innego – kłamał niezdarnie.

 Było mi głupio, fatalnie to przecież wyszło. Przypomniałam sobie, jak mój ojciec cierpiał na bóle barkowe. Mama go smarowała jedyną przynoszącą mu ulgę maścią końską, czerwoną, silnie rozgrzewającą.

Zdjął posłusznie koszule, na moje kategoryczne żądanie położył się na łóżku. Zaczerpnęłam sporą garść czerwonej galarety i rozprowadziłam po ramieniu i szyi. Zaczęłam delikatnie wsmarowywać maść w ciało i tego, co nastąpiło nie zapomnę nigdy. Świat oszalał, a na pewno ja oszalałam i on. Nie wiem, jak i kiedy nasze dłonie spotkały się w dziwnym uścisku, krew zaczęła krążyć silniej, serce waliło jak oszalałe. Nie przeżyłam czegoś takiego nigdy jeszcze i nie mogłam uwierzyć, zapomnieć, przestać już myśleć o Darku. Pożądanie to zawsze jest seks i tylko seks, ale dopiero, gdy dołączy się do niego przywiązanie można to wszystko nazwać miłością.

A ja przywiązałam się do mojego „słabeusza”. Przedtem sądziłam, że jest akuratny, nie ma duszy, a jest raczej automatem urzędniczym, ale gdy zabrał mnie do swego domku z bali w Bieszczadach i już pierwszej nocy zaproponował, abyśmy poszli w góry oglądać niedźwiedzie, poczułam, że to on. Ryzykował na giełdzie, uwielbiał zwierzęta, czytywał poezje, grał na banjo.

Dziwne. Wraz z remontem mieszkania wyremontowałam sobie tę część życia, która dotąd przerażała. Pełna bezsenności, złych myśli, beznadziejnych kontaktów towarzyskich moja osamotniona stabilizacja przestała straszyć mnie samą. Już byłam spokojna, bo znalazłam ukojenie, i odkryłam w sercu pełno niezagospodarowanego miejsca na drugiego człowieka.

Bo Darek to taki mój ubezpieczeniowiec... na serce.

 

Malwina

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?