Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

STUDIO LEYDIS to sposób na chandrę

Opublikowany 2015/09/21

Co robi kobieta, gdy ma zły dzień lub przysłowiową chandrę? Idzie na zakupy lub robi porządek ze swoją urodą. Ale wtedy natychmiast pojawia się pytanie… Dokąd pójść?

Studio Leydis, Górnośląska 7Studio Leydis, Górnośląska 7

 

 

 

 

Nie mamy kasy, a wyglądamy, jak po tygodniowym sprzątaniu… Nie no dramat!!! A może nigdzie nie iść, trzeba się ubierać odpowiednio, dojechać…

 

No i nagle pojawia się genialna myśl: jaki dramat!!!

Wprawdzie w śródmieściu, gdzie mieszkam od lat jest dziesiątki zakładów fryzjersko- kosmetycznych, ale przecież od lat chodzę tylko do jednego.

 

Oczywiście, jeden telefon i  moje kochane dziewczyny gdzieś mnie wcisną, chociaż mają już full.

 

 

Dziewczyny nie zgadzają się jednak na zdjęcia, a klientki tym bardziej.

To skromny zakład, ale za to atmosfera cudowna.

Można porozmawiać o wszystkim: wczoraj nie udał się Agnieszce dżem z powideł. Za długo rozmawiała przez telefon i trochę się przypalił. No cóż zdarza się….  Jedna z klientek opowiada o chrzcinach wnuka… Jest przeszczęśliwa...

 

Robi się ciepło i sympatycznie. Muszę jednak chwilę zaczekać… pooglądam zakład….

 

 

 

Wow…. trochę się pozmieniało…

 

 

 

A, ile lakierów do paznokci. Nastrój zdecydowanie mi się polepsza. Zastanawiam się czy przypadkiem nie wyjść gdzieś wieczorem. Ulka pyta, jakiego koloru sukienkę założę, to dobierze odpowiedni lakier do paznokci.

 

 

 A czy ja wiem...???      

 

 

 

Przymierzę 10, a w końcu i tak pójdę w dżinsach. Może jednak czerwony. W końcu zawsze używam czerwonej pomadki do ust. 

Dziewczyny pytają, kiedy przyjedzie moja koleżanka z Holandii- Sophie, która nie mogła się nadziwić, że w stolicy są jeszcze takie ceny, za tak profesjonalną obsługę. Mówię, że pewnie niebawem i już prosiła, aby ją zapisać. Jak tylko się dowiem dam znać…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

        

Przechadzam się po ich królestwie, a wszędzie pachnie, czyściutko i miło....

Nawet nie zauważyłam, że moja kawa już wystygła, ale co tam… i tak piję zimną.

 

 Jak ten czas zleciał... Już moja kolej.

 

 

 

 

 

 

Odpoczywam na fotelu. Właściwie to mogłabym zasnąć. W tle gra telewizor, przewijają się jakieś obrazki ze zwierzętami. Spoglądam w okno, gdzie stoją moje ulubione storczyki…

 

Wychodzę, jak po odnowie biologicznej, jeszcze ostatnie zdjęcie na pożegnanie... I pewnie niebawem tutaj wrócę.

Na koniec buziaczki  z każdą z osobna i do rychłego zobaczenia.

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?