Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

ARTUR ANDRUS: W PORYWACH FURII MOGE...

Opublikowany 2017/10/10

z Arturem Andrusem 
rozmawia TERESA GAŁCZYŃSKA
FOTO: Wikipediaz Arturem Andrusem rozmawia TERESA GAŁCZYŃSKA FOTO: WikipediaZodiakalny Koziorożec. Ciepły, sympatyczny i przystojny. Wzrost 190 cm. Dziennikarz Akademii Rozrywki w Radiowej „Trójce”, poeta, autor tekstów piosenek, artysta, mistrz kabaretowej ceremonii, konferansjer.  Od 2005 r. jest gościem „Szkła kontaktowego”, w 2007 prowadził teleturniej „Tylko Ty”. Wystąpił m.in.: w serialu kabaretowym TVP 2 –„Rodzina Trendych” oraz „Spadkobiercy”, „Niania”. Wielokrotnie  doceniany przez słuchaczy Listy Przebojów Programu Trzeciego Radia, wyróżniany m.in.: , Srebrnym krzyżem Zasługi /2005/, tytułem Mistrza Mowy Polskiej/ 2010/, Złotym krzyżem Zasługi/ 2011/

Artur Andrus: W PORYWACH FURII MOGĘ …

 

 

 

 

Przygotowując się do naszej rozmowy, przejrzałam wiele wywiadów z Panem i ..? Zero prywatności… Nie lubi Pan mówić o swoim życiu?

 

Wolę wypowiadać się na temat innym, na swój temat skromniej. Bo tak prawdę mówiąc wolę innych od siebie. Oni na przykład wiedzą, co powiedzieć o życiu. Jakiś czas temu próbowałem zabrać się za tłumaczenie piosenek Jaromira Nohavicy, którego uważam za poetę- geniusza. I poległem przy tych tłumaczeniach. Wtedy zrozumiałem, że nie mam pojęcia o życiu…. Nohavica pisze tak prosto i  i tak pięknie, bo dużo o nim wie.

 

Ale rozumie Pan, że w tej rozmowie nie unikniemy tego tematu?

 

Podejrzewam, że będzie mnie Pani pytać… ale ja nie muszę odpowiedzieć.

Zna Pan  jednak ten ból, gdy dziennikarz musi pytać… Przeżył Pan to podczas pisania książki o już sw. pamięci Pani Marii Czubaszek…?

 

To prawda… Marysia nie znosiła wspomnień. Nie prowadziła żadnego archiwum, nie gromadziła swoich tekstów i jeśli nie chcciała o czymś mówić, zwyczajnie nie powiedziała. Zawsze powtarzała: „Są dwa dni, którymi,  nie chce się zajmować : wczorajszy i jutrzejszy”. Dla niej liczyło się to, co tu i teraz. I  rzeczywiście  był taki moment, że nasza kilkunastoletnia przyjaźń zawisła na włosku.  Zaczęła wręcz unikać kontaktu ze mną, nie odbierała telefonów. Wiedziałem, że ma już dosyć tych pytań. Musiałem wyczuć moment, kiedy zakończyć ten wywiad rzeka…

 

Czy to aluzja…?FOTO:Łowicz24.euFOTO:Łowicz24.eu

 

My- dopiero zaczynamy.

 

Spodziewał się Pan, że tą książką osiągnie taki sukces?

 

Myślę, że ta książka nadal cieszy się dużą popularnością przez osobowość głównej bohaterki. Nie ma chyba w naszym, medialnym świecie drugiej postaci tak barwnej i  tak wyrazistej,  jaką była Maria Czubaszek. To tylko dowód na to, że wszyscy mamy już dość ludzi sztucznie barwionych i wykreowanych przez media.  Marysia mówiła- to, co naprawdę myślała, niczego nie udając, nie koloryzując i w tym tkwi  siła i autentyczność tej książki.

 

Nie pali Pan papierosow. Jak radził Pan sobie z nałogiem pani Marii podczas dwugodzinnych sesji?

 

Wiedziałem, że Marysia musi palić.  ” Jak, nie palę - tracę kontakt z rozumem”- mawiała. Poza tym nie jestem wrażliwy na dym. Wychowałem się w domu, w którym się paliło. Ojciec palił, brat pali.

 

Wychowywał się Pan w Solinie,  Bieszczadach, w domu nad jeziorem. Jak to możliwe, że nie jeździ Pan na nartach i nie pływa?

 

Pewnie właśnie dlatego… A na nartach od jakiegoś czasu już jeżdżę. Może bez stylu i leniwie, ale znajduję w tym wielką frajdę.

 

A teraz często Pan odwiedza rodzinne strony- Solinę?

 

Gdy rodzice mieszkali w Sanoku, zaglądałem raz na parę miesięcy, ale spotykaliśmy się częściej. Na przykład u brata. Od czasu, gdy przenieśli się do centralnej Polski, czyli od niedawna w Bieszczadach bywam rzadko i pewnie będę jeszcze rzadziej niestety. A wrażenia? Solina wydaje się jakby mniejsza… Nic dziwnego, z perspektywy 6 latka wszystko było wysokie, duże, a teraz duża jest nadal tylko zapora.

 

Utrzymuje Pan bliskie kontakty z rodziną?

 

Oczywiście. Jak tylko mamy chwilę wolną odwiedzamy się.

 

Pana brat Ryszard jest od Pana starszy, więc pewnie w dzieciństwie to on wiódł w rodzinie prym. Czy w dorosłym życiu wasze relacje rodzinne się zacieśniły?

 

Nasze relacje nigdy nie były nadszarpnięte, ale naturalnie, że jak ktoś ma 7 lat, a brat 15- to trudno nawiązać bliski kontakt. Teraz Rysiek ma już własną rodzinę, dorosłych synów i z jego cała rodziną całą mamy bardzo dobre relacje. W dorosłym życiu te dobre kontakty jeszcze się polepszyły.

 

Jako osobą medialną- rodzina traktuje Pana w sposób szczególny?

 

- Nie ma powodu, aby traktowali mnie szczególnie z uwagi na zawód, jaki wykonuję. Poza tym nie przyjeżdżam zza oceanu, żeby mnie jakoś specjalnie witać. Właściwie rodzice  zdążyli się już przyzwyczaić, że mnie nie ma w domu, bo gdy wyjechałem na studia,  nie było mnie po kilka tygodni, a teraz ta częstotliwość jest podobna. Jak przyjeżdżam moja wizyta jest, jak najbardziej normalna. Oczywiście mama zawsze gotuje coś ulubionego, na przykład ruskie pierogi, gołąbki z ziemniaczanym farszem – to taka wschodnia specjalność. Zresztą każda matka wie, jaki jest ulubiony zestaw przysmaków jej synów…

 

A , jeśli Pan podejmuje gości serwuje im Pan jakiś wschodni przysmak?

 

Nigdy w życiu.  Nie potrafię w ogóle gotować. Jeżeli kogoś zapraszam, to czasami kończy się na zamówieniu pizzy albo wychodzimy na kolację do jakiejś knajpy.

 

Ale pewnie w jakiejś dziedzinie kulinarnej jest Pan koneserem… Na przykład wina?

 

Nie jestem koneserem w żadnej dziedzinie! Czerwone wino kupuję na czuja, daję się zwieść oryginalnym nazwom. Czasem może lekko zaimponuję znajomym jakimś alkoholowym wynalazkiem przywiezionym ze Słowacji - np. Fernet z tonikiem, albo Tuzemski Rum, Karpackie Brendy …. rożne takie dziwactwa. Parę osób zasmakowało i wiem, że teraz to piją. Do tej pory nie wiedzieli, że coś takiego istnieje i, że to takie dobre. Ale generalnie nie wysilam się, żeby coś oryginalnego dobrać. 

 

A prace domowe: prasowanie, sprzątanie –lubi Pan?

 

Mogę co najwyżej wyprasować kurz, który najpierw wyhoduję. Żadnych prac domowych! A kysz!

 

Więc dlatego wybrał Pan taki zawód…. aby mieć pieniądze, być medialną gwiazdą…?

 

Pewnie każdy, rozpoczynający studia dziennikarskie, młody człowiek o tym marzy. Pewnie dziś, studenci chcieliby być drugimi Tomaszami Lisami, albo Monikami Olejnikami – w zależności od prowadzonej płci , gwiazdami i celebrytami. Przez moment też o tym pomyślałem. Na szczęście szybko pochłonęło mnie radio, a tam nie ma miejsca na gwiazdorzenie. Spotykając się ze studentami dziennikarstwa, wielokrotnie im powtarzałem, że największą zaletą zawodu dziennikarskiego jest możliwość poznawania wielu ludzi, unikalnych osobowości, których nie  spotkałoby się, obracając się w  innych kręgach. Pieniędzy na dom, jacht czy samochód można dorobić się gdzie indziej. Ale takich ludzi, jak : Czubaszek, Grodzieńska, Młynarski, Poniedzielski, Kobuszewski i wielu innych trudno byłoby spotkać uprawiając inny zawód.

 

Ale miło być osobą rozpoznawalna, gwiazdą…?

 

Nie zastanawiam się nad tym czy jestem uważany za gwiazdę medialną, bo w tym zawodzie jutro mogę nią nie być.  Telefon przestaje dzwonić i „gwiazda „ przestaje świecić.  Po drugie o tzw. „gwieździe”  można mówić po 30-stu latach jej kariery ekranowej, gdy pokazuje się nadal i to na przyzwoitym poziomie. Wtedy możemy, w stosunku do kogoś użyć sformułowania - gwiazda. Moją gwiazdą jest radio, które lubię, gdzie przychodzę do pracy z przyjemnością, sympatią i, którego konsekwencją jest to co robię poza nim. Na estradzie stanąłem dlatego, że przyjechałem, jako radiowy reporter i ktoś powiedział– W radiu mówisz o kabaretach, to może wyjdź i zapowiedz jakiś kabaret. I tak to zaczęło.

 

Pewnie mały chłopiec z Soliny nawet nie marzył o takiej karierze?

 

Foto: intro.mediaFoto: intro.mediaWyrastałem w poczuciu bezpieczeństwa , w tak małej społeczności, gdzie każdy był dla mnie ciocią, wujkiem, niezależnie od stopnia spokrewnienia i do każdego mogłem podejść i powiedzieć: Ciociu, nie wiem, gdzie jest mama… To samo dotyczyło szkoły: klasa liczyła ośmioro, dziewięcioro uczniów, więc nauczyciel z każdym mógł porozmawiać, poświęcić mu maksimum uwagi.  Jakie miałem wtedy marzenia…? Byłem skromnym i nieśmiałym chłopcem. Jak mi pani powiedziała, że mam wyrecytować  wierszyk na akademii, nie wypadało odmówić. Kułem na pamięć i mówiłem. W ogóle byłem kujonem i chyba nudnym dzieckiem: żadnych ucieczek z domu, żadnych bójek… Na pewno nie chciałem być strażakiem- jak większość małych chłopców, bo w Solinie nie było straży pożarnej. Nie miałem z czego czerpać wzorca. Pewnie chciałem być żołnierzem lub lekarzem… Bo wojsko było niedaleko, a ośrodek zdrowia na miejscu. A zacięcie kabaretowe pojawiło się po raz pierwszy, w liceum w Sanoku, gdzie już z własnej i nieprzymuszonej woli prowadziłem radiowęzeł, przygotowywałem akademie, więc pewnie to we mnie tkwiło.

 

A co z miłością..? Kiedy po raz pierwszy się Pan zakochał?

 

Jak byłem w grupie marchewek w przedszkolu i spotkaliśmy się w piaskownicy z muchomorkami. Popadniemy zaraz w  banały. Owszem, istnieje coś takiego, jak miłość, ale opowiadanie o tym w gazetach jest moim zdaniem przejawem skrzywienia. O prywatnym życiu mogę mówić w mniejszym gronie, zaprzyjaźnionym. Oczywiście są ludzie, którzy uwielbiają stanąć przed kamerą, spotkać się z dziennikarzem i wykrzyczeć wszystko na temat swojego życia, a na koniec dodać „kocham was!!!”. Ja do nich nie należę. Swoich widzów, czytelników, słuchaczy darzę sympatią, lubię i szanuję.  Słowo „kocham” zostawiam na sytuacje bardziej prywatne.

 

Jest Pan stały w uczuciach?

 

Tak, chyba tak. Nie wykonywałem w życiu takich wolt, żeby mówić o sobie inaczej.

 

W przyjaźni również?

 

 Bardzo pielęgnuję przyjaźnie. Uważam, że to zjawisko tak rzadkie, że jeśli się zdarza, należy je pielęgnować. Dlatego nie można mieć wielu przyjaciół. Jeśli tych prawdziwych ma się kilku- to już jest sukces.  Fakt, że tak dobrze zarabiają  w dzisiejszych czasach psychoterapeuci, to tylko wynik zaniedbywania, nie pielęgnowania przyjaźni.

 

Ale jeśli ktoś wpada w depresję- to rozmowa z przyjacielem nie pomoże…

 

Tak, ale jeśli ma się osobę, której można zaufać, o wszystkim szczerze z nią porozmawiać,  podejrzewam, że czasem można się uchronić przed depresją.  I to nie chodzi o to, żeby ktoś nam udzielał rady,  jak żyć? Samo wygadanie się lub wysłuchanie kogoś- bo to działa w obie strony- jest swego rodzaju psychoterapią.  Oczyszcza i czasem działa cuda.

 

Szczególnie jeśli ma się tak wrażliwą, jak Pan duszę poety i romantyka…

 

-Nie uważam siebie za poetę. Trochę rymuję, czasem napiszę piosenkę, ale poezji jest w tym w śladowych ilościach. Poezja to coś znacznie głębszego. Poezja potrafi zmienić wnętrze kogoś, kto się z nią zetknie. A czy jestem romantykiem? Potrafię wzruszać się, ale nie biegam po łące boso między brzozami -jak pisze o natchnionej młodej polonistce Andrzej Waligórski.

 

Wydaje się Pan być taki układny, dobrze wychowany…? A może to po prostu asekuracja…?

 

Chce Pani powiedzieć, że nie dowalam, nikogo nie chcę skrzywdzić, że moje teksty są za grzeczne…? Ale ja inaczej nie potrafię. Nie wymyśliłem sobie takie stylu. Mam taki sam sposób mówienia zarówno prywatnie, jak na scenie. Ani dobre wychowanie, ani asekuranctwo. Chce żeby było w miarę przyjemnie. Staram się wyśmiewać zjawiska, nie ludzi. Nie lubię agresji, za dużo jej mamy w codziennym życiu. Na moje występy przychodzą ludzie, którzy nie oczekują, że będę dowalał, rzucał wulgarnymi słowami ect. Już paru takich jest w tym kraju i  to wystarczy.  Ja wcale nie muszę docierać do milionowych rzesz, nie ściągnę do hali tłumów na swój występ. Mam swoją małą grupę odbiorów i mnie ta grupa wystarcza. Nie ma takiego człowieka, który w stu procentach  wszystkim by dogodził.

 

Nie daje się Pan sprowokować. .. Czy w ogóle jest coś co może Pana wyprowadzić z równowagi, wkurzyć?

 

 Oczywiście, że się wkurzam! Najczęściej w samochodzie. Gdy prowadzę, bywam nawet wulgarny, że aż sam siebie potrafię zadziwić. Bo wszyscy oczywiście jeżdżą gorzej ode mnie.  /śmiech/. I klnę w samochodzie. Ale nie mam czegoś takiego, ze jak się zdenerwuję  wpadam w furię, rzucam szklankami, tłukę serwis od babci, bo wiem, że potem musiałbym to odkupić. A jestem skąpy… W porywach furii mogę co najwyżej zmiąć  papierek. To szczyty mojego wybuchu.

 

Ale pieniędzy na dobre samochody, które Pan wciąż zmienia- nie żałuje Pan?

 

Nie wydaję  pieniędzy na model silnika i skórzane fotele! Samochód ma być wygodny, sprawny, żebym po sześciu godzinach podróży mógł wejść na scenę wyprostowany, bez obawy, że po zejściu z niej wyląduję w warsztacie z jakąś usterką. Dlatego, jeśli istnieje taka konieczność zmieniam auto, a nie z powodu nowinek motoryzacyjnych.

 

A po koncercie drink, kolacja…  pełen relaks?

 

Moje sposoby na relaks są banalne.  Bywa, że po powrocie do domu siadam przed telewizorem, który sobie gra, a ja staram się o niczym nie myśleć. Ten wysiłek musi spłynąć z człowieka.  Czasami zdarza się spacer. Bywa  też jakiś alkohol nieduży. Bo na festiwalach, dużych imprezach, spotyka się znajomych... Normalnie… Podejrzewam, że większość ludzi tak odreagowuje ciężką  pracę.  Myśli pani, że chirurg po długiej operacji inaczej? Że na przykład od razu siada przed komputerem, żeby się dokształcić? I tak odreagowuje? Chociaż to jest pomysł? Może ja po występach zacząłbym przeglądać jakieś nowości chirurgiczne? A chirurg niech sobie pośpiewa.

 

Gdyby dzisiaj musiał Pan z zrezygnować z uprawianych przez siebie zawodów i  musiał zostawić tylko jeden… Który okazałaby się dla Pana najważniejszy?

 

Z estrady i telewizji mógłbym zrezygnować bez większego bólu. Trudno byłoby mi rozstać się z radiem. Radio jest dla mnie najważniejsze.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?