Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

GRZEGORZ ZEGADŁO: Partnerski model zarządzania...

Opublikowany 2017/11/07

Z dyr. GRZEGORZEM ZEGADŁO
rozmawia Teresa Gałczyńska
Fot.C.NiezgodaZ dyr. GRZEGORZEM ZEGADŁO rozmawia Teresa Gałczyńska Fot.C.NiezgodaUroczy, bezpośredni, skromny, człowiek z artystyczną duszą. Dyrektor KSIĄŻNICY PRUSZKOWSKIEJ”, która ma już 8 filii.. Bibliofil, pedagog, animator kultury, autor monografii „Książnica Pruszkowska 1903 – 2003 oraz książki „Nie tylko Krutynia”, publikował w „Jaćwieży”, „Podkowiańskim Magazynie Kulturalnym” i w „Wędkarzu Polskim” a od 1993 stały współpracownik miesięcznika „Wędkarski świat”. Absolwent Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Warszawie. Członek Rady programowej Wydawnictwa Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich.


W 1993 r. , w wyniku konkursu został Pan powołany na stanowisko dyrektora Miejskiej Biblioteki w Pruszkowie, która później przyjęła nazwę „Książnicy Pruszkowskiej”. Skąd taka nazwa, skoro większość mieszkańcy nadal kojarzy to miejsce z biblioteką?

Był to mój pomysł, chociaż nie jestem oryginalny. Sama nazwa obejmuje prężnie działające książnice w naszym kraju choćby: Pomorską, Beskidzką w Bielsku-Białej, Płocką czy Podlaską – a my nie jesteśmy gorsi. Zresztą poprzednia nazwa była zbyt długa: ( Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna im. H. Sienkiewicza). Przedstawiliśmy pomysł Komisji Prawa i Praworządności, Komisji Kultury Rady Miejskiej i radni zatwierdzili to jednogłośnie. Miesiąc po zatwierdzeniu uchwały przez Urząd Marszałkowski, w maju 2013 otrzymaliśmy na piśmie decyzję pozytywną. Od tamtej pory Książnica Pruszkowska stała się nazwą oficjalną.

Ma Pan opinię bardzo dobrego szefa, skromnego człowieka, uciekającego od tytułomanii… Nie ma Pan sekretarki, nawet kawę sam mi pan zrobił. Osiągnął Pan wiele i wszyscy powtarzają, że jest Pan nielicznym z osób na tzw. „ stanowisku”, który rządzi metodą … powiedziałabym – kordialną…. Z czego to wynika?

Przede wszystkim dziękuję za komplement. To prawda, nie mam sekretarki, sam swoim gościom parzę i podaję kawę czy herbatę. Nigdy nie zostawiam brudnej szklanki czy popielniczki dla sprzątaczki.

Ma Pan duszę i wygląd artystyczny, ale może jest Pan pedantem?

Przeciwnie – jestem fleją. Nie przeszkadza mi np., że w tym gabinecie leżą sterty nierozpakowanych książek z drukarni, ale przeszkadzałoby mi, gdybym miał bałagan na biurku, bo nie mógłbym pracować. Na pewno nie jestem pedantem. W domu na niejednej książce leży kurz. Ale skoro sam się tam położył, to niech również sam wstanie i zniknie. Ten kurz. Może to wynika ze wspomnianej przez panią „artystycznej duszy”, że nie przywiązuję wagi do drobiazgów. Zawsze podkreślam, że biblioteka i jej pracownicy to – jeden organizm, jedna rodzina, dla której dobro tej instytucji jest celem nadrzędnym.
Pracuję w tej bibliotece od 1982 r. i wywodzę się z jej personelu. Przeszedłem wszystkie szczeble tzw. Kariery – począwszy od: młodszego bibliotekarza, poprzez starszego bibliotekarza, kierownika jednej z filii, do mojej obecnej funkcji. Nie zapominam skąd jestem! A po drugie uważam, że tego rodzaju „partnerski model zarządzania instytucją” daje dużo większe efekty niż „korporacyjny” czy wręcz „zamordystyczny”. Jeżeli udaje mi się to robić i mieć efekty znaczy, że to działa. Powtarzam, szczególnie nowym pracownikom, którzy do nas przychodzą, że ta biblioteka mimo 8 filii, to jeden organizm, jedna firma – a my jesteśmy zespołem, który pracuje dla jej dobra.

W tej bibliotece, a także jej filiach zatrudnia Pan niemal cale rodziny, w tym np. dzieci pracowników. To bardzo szlachetne, ale czy taki model również się sprawdza?

Proszę pani na ten temat nawet trafiały donosy do Prezydenta, mimo że moi pracownicy to ludzie wykwalifikowani. Z całymi rodzinami, to może lekka przesada, ale bardzo chętnie widzę tu dzieci swoich pracowników. Przede wszystkim te dzieci, później młodzież tutaj wychowywali się i kochają tę pracę. Mam też teraz taką dziewczynę, obecnie na urlopie wychowawczym, córkę jednej z najstarszych bibliotekarek, która skończyła na Uniwersytecie im, Kardynała Stefana Wyszyńskiego kulturoznawstwo, a ponieważ u nas jest obowiązek, że pracownicy muszą ukończyć również bibliotekarstwo, więc podyplomowo uzupełniła również tę dziedzinę i pracuje w filii nr 3. A mam na oku kolejną…

Skąd Pan wyniósł takie wartości rodzinne?

Z lat 70-tych, z pracy w teatrze, gdzie nasz dyrektor, Marcin Idziński wielokrotnie nam powtarzał, że teatr jest najważniejszy. Zresztą atmosfera tamtego teatru i ludzie tam poznani głęboko mi utkwiła w pamięci. To tam zaczęło się moje „szczęście do ludzi”. Bo mam takie szczęście. Większość rzeczy, sytuacji które mi się przydarzyły tu, w bibliotece pruszkowskiej to efekt serii spotkań wspaniałych ludzi i sprzyjających zdarzeń. Począwszy od tego, że jestem dyrektorem, a wcale się do tego nie paliłem. Pracowałem w filii i personel mnie w zasadzie uprosił abym kandydował. Złożyłem projekt swojej wizji rozwoju biblioteki, przedstawiłem go szacownej Komisji Konkursowej i pojechałem na Mazury. Po dwóch tygodniach dowiedziałem się, że jestem dyrektorem, będąc nad Krutynią. Od tamtej pory wiele się tu zmieniło.
Poza codzienną, mrówczą pracą biblioteczną, organizujemy wysoko notowane konkursy. Konkurs Poetycki im. Cypriana Kamila Norwida, Konkurs Literacki o Nagrodę im. Księdza Jana Twardowskiego, a wcześniej jeszcze – Konkurs Recytatorski im K. I. Gałczyńskiego, który wymyśliła moja córka. Z tych trzech największą sławą cieszy się Konkurs Poetycki – znany już na całym świecie, bo też z całego świata dostajemy na niego wiersze. Nasze konkursy szczycić się mogą również tym, że na każdym etapie biorą w nich udział profesjonaliści. W konkursie np. Gałczyńskiego od początku postawiłem na profesjonalizm, toteż w jury siedzieli wyłącznie profesjonaliści, których nazwisko ludziom coś mówiło jak: J. Satanowski, A. Seniuk, W. Malajkat, M. Czyżykiewicz, Z. Zamachowski. W. Wysocki, O. Łukaszewicz, M. Warzecha, A. Precigs i wielu innych znakomitych aktorów. Podobnie jest z konkursem poetyckim imienia Norwida. Tu również współpracują z nami wybitni jurorzy – profesor Piotr Mitzner, profesor Leszek Szaruga, dr Tomasz Korpysz.

Wspomniana przez Pana córka Katarzyna zrobiła magisterium z K.I. Gałczyńskiego, a doktorat o Natalii Gałczyńskiej. Dlaczego Gałczyński?

Moje dziecko urodziło się wśród książek. Każde wakacje spędzała na Mazurach i kiedy już zaczęła studia, w Praniu – w Muzeum K.I. Gałczyńskiego odbywała praktyki. Nie wiem czy wtedy narodził się ten pomysł… Jeszcze przed doktoratem zainteresowała się filozofią gender, studiowała u Prof. Magdaleny Środy współpracującą z Europejskim Instytutem Równości Gender w Wilnie, stawiającą na równość partnerską i etykę. Może dlatego zainteresowała się partnerkami sławnych ludzi.


Teraz Pana „nowym dzieckiem” jest wydawnictwo?

Nie takim całkiem nowym. To „dziecko” to już nastolatek, chyba kończyłoby już gimnazjum. Pomysł z wydawaniem książek narodził się z okazji 90-lecia istnienia naszej biblioteki. W 1993 r. wydaliśmy pierwszą pozycję książkową – katalog do wystawy „Exlibrisów H. Sienkiewicza”, którą to wystawą uczciliśmy tamten jubileusz. Potem na długo porzuciłem ten pomysł. Aż w 2003 r. na 100-lecie naszej biblioteki zaczął się” wysyp” wydawanych książek. Zarejestrowaliśmy więc za zgodą władz miasta działalność wydawniczą, z Biblioteki Narodowej otrzymaliśmy pierwszą pulę SBN- ów i to mnie bardzo wciągnęło.

A co najbardziej….?

Oprócz tego, że utrwalamy historię Pruszkowa, ocalamy przed zapomnieniem fakty, ludzi i wydarzenia – chyba to, że rodzi się coś nowego, nowe dzieło. Mamy tutaj nawet taki zwyczaj z redaktorami, jak pewnie pani wie, w świecie anglosaskim, kiedy rodzi się dziecko to przyjaciele ojca zbierają się na cygaro. Podobnie jest u nas, gdy przyjeżdża nowy nakład książki – wypalamy, każdy po cygarze, bo to jest nasze nowe, ukochane dziecko. I to nie byle jakie. Proszę przyjrzeć się naszej dowolnej publikacji – toż to niemal dzieło sztuki. W tym wypadku, podobnie jak przy konkursach, współpracują z nami najlepsi fachowcy.

Jak na poważną „książnicę” warunki macie bardzo skromne. Czy nie brakuje Panu np. sali konferencyjnej? Podobno w lutym 2018 r. zostanie oddane w Pruszkowie CENTRUM DZIEDZICTWA KULTUROWEGO. Nie sądzi Pan, że „książnica” winna mieć swoje miejsce właśnie tam?

To nie zależy ode mnie, ale od władz miasta, które i tak są dla nas wspaniałomyślne.
Nie mógłbym tego wszystkiego zrobić, gdyby nie przychylność władz lokalnych i to nie jest żadne kłanianie się władzom, ale miałem przypadki, że napisałem świetny projekt, w którym aplikowałem o dofinansowanie do ówczesnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego i projekt przepadł już w fazie realizacji. Wtedy zawsze przekonywałem się, że mogę liczyć na władze lokalne.
Na pewno brakuje nam miejsca na różne wydarzenia artystyczne, których w ciągu roku mamy sporo, więc musimy korzystać z zaprzyjaźnionych placówek kulturalnych. Mam jednak obietnicę włodarzy Miasta, że będę mógł wykorzystać istniejące tam sale konferencyjne np. na szkolenia, konferencje etc.

W działalności statutowej macie również organizację koncertów, wernisaży, wszelkiego rodzaju konkursy etc. Gdzie w takim razie się one odbywają?

Biblioteka jest statutowo zobowiązana do prowadzenia działalności w dziedzinie upowszechniania kultury, więc wszystko pod tym pojęciem można zmieścić. Nasza działalność jest bardzo różnorodna. Poczynając od małych form – lekcji bibliotecznych dla jednej klasy, czy grupy przedszkolnej, przez wystawy, projekcje filmów dokumentalnych po koncerty i spektakle na ok. 200 osób. Łatwo przeliczyć, że skoro organizujemy rocznie około stu imprez, to mniej więcej dwie wypadają tygodniowo. Łącznie we wszystkich wydarzeniach kulturalnych bierze udział ok. pięć tysięcy mieszkańców Pruszkowa i okolic. W zależności od rodzaju koncertu, czy spektaklu – te największe organizujemy w zaprzyjaźnionym Spółdzielczym Domu Kultury przy ul Hubala, mniejsze imprezy, bardziej kameralne prowadzimy w „Pałacu Sokoła” a te najmniejsze – w naszych lokalach bibliotecznych.

Z tego co wiem, Pan również występuje na scenie…?

Występowałem. Dzięki uprzejmości Młodzieżowego Domu Kultury w Pałacu Sokoła miałem zaszczyt zagrać w sztuce Czechowa „Oświadczyny”.

Jak odnajduje się Pan w roli aktora?

Ubóstwiam to. Zaczynałem bardzo wcześnie, mieszkając wówczas w Podkowie Leśnej, właśnie – w Pałacu Sokoła. Będąc 13- latkiem zająłem jedno z czołowych miejsc w Konkursie Recytatorskim mówiąc „Redutę Ordona”, w kategorii poezji, zaś w kategorii prozy wygłosiłem bardzo długą czytankę – jak ta „Reduta…”powstawała.

Dlaczego, więc nie zdawał Pan do szkoły teatralnej?

…..Zdaję sobie sprawę ze swoich skromnych możliwości… ( śmiech)

Możliwości ma Pan całkiem dobre.

Niemniej jednak sądziłem, że są ode mnie na pewno lepsi. Poza tym, w tamtym czasie zdawałem na Akademię Sztuk Pięknych i to mnie bardziej interesowało.


Na co dzień żyje Pan biblioteką i wydawnictwem, pisze Pan książki, opowiadania. A jak Pan spędza czas wolny? Wędkuję Pan na Mazurach?

Przede wszystkim czytam, czytam, czytam…W każdej wolnej chwili. Trochę się teraz wstydzę, ale ostatnio wędkuję raz, dwa razy do roku, z tym że większość złowionych przeze mnie ryb ląduje z powrotem w wodzie. Wędkowanie w tej chwili nie jest dla mnie aż tak ważne. Ważniejsze jest żeby wypłynąć na królową mazurskich rzek – Krutynię, opisywaną jeszcze przed wojną przez Melchiora Wańkowicza ( „ Na tropach Smętka”), który miał na mnie wielki wpływ. Płynę więc na środek rzeki, siadam, robię trochę zdjęć i podziwiam naturę. Resetuję się.

W podobnym tonie napisał na okładce Pana książki Kazimierz Orłoś (ojciec Maćka Orlosia)?...

Pan Kazimierz Orłoś jest dla mnie niedościgłym wzorem i mentorem. To dla mnie zaszczyt, że pozwolił mi umieścić swoją opinię na mojej okładce. Nota bene – łączy nas miłość do Krutyni. Pan Kazimierz ma tam dom, w którym pisze. Gdzie…? Nie powiem. Z oczywistych względów.

Jest Pan marzycielem..

Chyba jak każdy.

Nie, każdy! Większość ludzi na stanowiskach twardo stąpa po ziemi.

Więc jestem marzycielem i fantastą.

I to jest właśnie piękne. Dziękuje za rozmowę.

 

 FOTO; GRAŻYNA NIEZGODA, ADAM KALICY, GRZEGORZ ZEGADŁO oraz publikacje ogólnie dostępne.

 

 

HISTORIA PRUSZKOWSKIEJ KSIĄŻNICY
Pruszkowska książnica powstała na fali przemian obyczajowych i społecznych, wyrosłej z idei pozytywizmu, jaka ogarnęła Królestwo Polskie na przełomie XIX i XX wieku. Na terenie całego zaboru rosyjskiego powstawały wtedy licznie bezpłatne wypożyczalnie powszechne, oparte głównie na domowych księgozbiorach, zakładane przez bibliofilów, właścicieli majątków ziemskich, przemysłowców.
Na podobnym gruncie została też powołana do życia w 1903 roku i pruszkowska Biblioteka. Założona dzięki inicjatywie doktora Rafała Radziwiłowicza oraz ofiarności wielu przemysłowców i obywateli Pruszkowa ( doktora Wolframa, Piotra i Henryka Hoserów, Stanisława Majewskiego, Józefa Troetzera i in.), już na samym wstępie swojej działalności natrafiła na trudności administracyjne ze strony władz carskich.
Zalegalizowania idei podjął się Antoni hrabia Potulicki, ówczesny „spiritus movens” rozlicznych lokalnych inicjatyw, rejestrując ją pod nazwą “ Biblioteka dla Robotników Cegielni hr. Antoniego Potulickiego”. Pod tym szyldem biblioteka funkcjonowała do 1909 roku, a następnie jako własność Wiesławy Majewskiej. Nad działalnością biblioteki czuwał Zarząd, powołany przez Towarzystwo Biblioteki i Czytelni.
I wojna światowa spowodowała ogromne spustoszenie w księgozbiorze. Malały też możliwości finansowe Biblioteki. W tych warunkach, Zarząd Biblioteki podjął decyzję o przekazaniu jej Miastu. 20 stycznia 1924 roku odbyła się uroczystość otwarcia ( w dotychczasowym lokalu) Biblioteki
i Czytelni Miejskiej im. H. Sienkiewicza w Pruszkowie.
Przez pierwsze dwa lata Biblioteką zarządzał Magistrat przy pomocy specjalnie powołanej komisji, w skład której wchodzili : burmistrz Miasta – Józef Cichecki, ławnik Magistratu – Daniel Goldberg, Maria Wolframowa – jedna z założycielek, radny Wieńczysław Rzeczycki, aptekarz Józef Bielawski
i Prezes Dozoru Szkolnego – Wojciech Radomski.
Stabilizacja sytuacji Biblioteki odbiła się korzystnie na jej działalności. Zwiększyła się frekwencja i wzrosła liczba woluminów. Stan ten utrzymał się do 19 lutego 1941 roku, kiedy to okupacyjne władze niemieckie zamknęły lokal. Mimo groźby represji, Biblioteka nie zaprzestaje działalności. Przy pomocy miejscowej drużyny harcerskiej, w pełnej konspiracji, dalej prowadzi wypożyczanie książek.
Po wyzwoleniu Pruszkowa, Bibliotekę uruchomiono ponownie 9 kwietnia 1945 roku. Rozpoczyna się nowy okres w dziejach funkcjonowania Biblioteki. Dynamicznie rozwijające się miasto, stały wzrost liczby mieszkańców – pociągnął za sobą rozwój sieci bibliotecznej. Rośnie liczba czytelników, woluminów, przybywają więc nowe filie.
W 1953 roku powstaje Filia Nr 1 w dzielnicy Żbików, w 1955 – Filia Nr 2,z przeznaczeniem dla dzieci i młodzieży. W roku 1963 kolejna dzielnica otrzymuje swoją filię – Nr 3, natomiast w 1973 roku , władze miasta otwierają największą do tej pory placówkę – Wypożyczalnię i Czytelnię w centrum miasta. W następnych latach Biblioteka wzbogaciła się o trzy kolejne filie:
w 1975 roku Filię Nr 5, przy ulicy Kraszewskiego, w 1981 roku – Filię Nr 6
na Osiedlu im. Staszica, oraz w 1986 roku – Filię Nr 7, w dzielnicy Ostoja.
W 2005 roku nasza Biblioteka przejmuje majątek dawnej Powiatowej Biblioteki Pedagogicznej, tworząc na jego podstawie Filię nr 8 na Osiedlu Staszica.
Filia ta, zachowując profil pedagogiczny księgozbioru, rozszerzyła swoją ofertę jednak o pozostałe dziedziny wiedzy oraz literaturę piękną dla dorosłych, stając się ogólnodostępną biblioteką środowiskową.
I taki jest stan obecny.
Grzegorz Zegadło

 

 

 

 

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?