Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Jerzy Puchała: WYMAGAM PERFEKCJI WYKONYWANEGO ZAWODU

Opublikowany 2017/09/18


z JERZYM PUCHAŁĄ rozmawia Teresa Gałczyńska z JERZYM PUCHAŁĄ rozmawia Teresa Gałczyńska Przystojny,  czarujący, zawsze pogodny i uśmiechnięty,  niezawodny. Biznesman specjalizujący się w kilku dziedzinach: Managemant, Marketing i Informatyka.  Przez 30  lat związany był  z estradą jako organizator min. Kierownik produkcji Miss Polonii, był managerem wielu zespołów i gwiazd  min. Zespołu BAJM, Radka Pazury, Cezarego Pazury,  Władysława Komara, Jana Tadeusza Stanisławskiego, Budki Suflera, Kazimierza Grześkowiaka, Tadeusza Drozdy,, Violetty Villas, i innych. Pracował w Estradzie Lubelskiej, Krakowskiej, Rzeszowskiej, Poznańskiej, Koszalińskiej, Szczecińskiej. Kierownik 
organizacyjny ZE WOW DESANT. Zajmował się również kierownictwem kabaretów min.„CZART” , „Jeż” i innych.  Ma uprawnienia sędziego koszykówki i narciarstwa oraz instruktora nauki jazdy .

Prywatnie związany z piękną Panią fotograf Agnieszką .

 

 

Podobno w dzieciństwie chciałeś być marynarzem, ale mama się nie zgodziła?

 

 

To prawda. Po ukończeniu szkoły podstawowej postanowiłem zdawać do Technikum Budowy Okrętów w Gdańsku, ponieważ od dziecka ta dziedzina mnie pasjonowała. Prenumerowałem miesięcznik „Morze” i nie wyobrażałem sobie bym mógł kiedykolwiek pracować gdzie indziej, niż na morzu. Pojechałem, więc ze starszą siostrą do Gdańska by złożyć dokumenty, ale okazało się, że nie było miejsc w internacie, a osoby spoza Gdańska nie mogły mieszkać na stancji. Wróciliśmy do Lublina i zacząłem uczyć się w LO i moje marzenia o morzu przepadły.

 

Ale podczas wakacji - mając 18 lat rozpocząłeś pracę w biurze RSW KSIĄŻKA-Prasa-Ruch, więc Twoja pasja do morza szybko przeminęła….

 

Jak każdy młody człowiek chciałem mieć własne pieniądze. Pracując tam niespodziewanie spotkałem kolportera z Estrady Lubelskiej, który przyniósł bilety na kabaret. Spytałem o pracę w estradzie, a na drugi dzień poszedłem do dyrektora estrady i powiedziałem, że chcę tam pracować .  Przekazano mi bilety do sprzedaży na koncert w ramach przyjaźni Polsko- Szwedzkiej, nieznanej u nas wówczas piosenkarki Monica Törnell , która później stała się znaną piosenkarką. Na jej występ sprzedałem 500 biletów z 2300 możliwych, Gdy przyniosłem rozliczenie ze sprzedaży do biura, wszyscy byli ogromnie zaskoczeni, gdyż z góry było założone, że ta impreza będzie odwołana.

Oczywiście zapłacono mi prowizję i zaproponowano dalszą współpracę przy sprzedaży biletów na Kabaret Czart . Wkrótce zostałem przyjęty do pracy na etat -jako organizator- realizator imprez,  a później na stanowisko kierownika organizacyjnego zespołów.

 

Tam poznałeś wiele najsławniejszych osób z Show Biznesu i stwierdziłeś, że to jest to- co powinieneś robić….

 

Zainteresowała mnie ta praca. Organizowałem imprezy Budki Suflera, Piwnicy pod Baranami, Kabaret Tey, Kabaret Różowe Świnki, Marcin Daniec, Krzysztof Daukszewicz, Tadeusz Drozda, Jan Tadeusz Stanisławski, Jan Nowak, Ewa Demarczyk, Jonasz Kofta, Kazimierz Grześkowiak, Czarek Pazura i wielu wielu innych.

Tam też poznałem zespół Bajm, który po sukcesach w Opolu Estrada Lubelska wzięła „pod swoje skrzydła”, a mnie powierzono kierownictwo organizacyjne ich koncertów. Po pewnym czasie odszedłem z estrady i zacząłem pracę jako prywatny manager zespołu.

Tak też zaczęła się moja przygoda managerska , której  poświeciłem  niemal cale swoje życie. Byłem managerem  min: Tadeusza Drozdy, Jana Tadeusza Stanisławskiego, Ryszarda Filipskiego z którymi objechaliśmy trochę Polski. W czasie, gdy pracowałem z Kazimierzem Grześkowiakiem, w styczniu 1980, akurat przyszła na świat moja pierwsza córka – Patrycja i mieliśmy ustaloną miesięczną trasę koncertową nad morzem. Zdążyłem ją tylko odebrać ze szpitala o 12,  a o 15 wyjeżdżałem już w trasę. Zobaczyłem swoje dziecko dopiero po miesiącu. Ale cóż takie są uroki tego zawodu. Życie prywatne czasami trzeba było odłożyć na bok.

 

Działeś też w ruchu solidarnościowym i przy organizacji jednej z imprez o podłożu politycznym zostałeś  zatrzymany przez milicję, prokuraturę i osadzony w areszcie. Jak to wspominasz?

 

 Umieszczono mnie  w 8- osobowej celi wraz z najgorszym elementem przestępczym, wśród których było dwóch morderców. Żadne  odwołania,  wpłacenie kaucji itp. nie przyniosły rezultatów . Któregoś dnia spotykałem znajomego oficera służby więziennej, który był wychowawcą w więzieniu, wcześniej często się z nim kontaktowałem pracując w Estradzie, ale i on nie mógł nic zrobić by przynajmniej zmienić mi cele, moje prośby, podania, nie odniosły skutku, bo nakaz był odgórny.  Chodziło ówczesnym aparatczykom o upokorzenie i upodlenie mnie, a mnie sporządzono zarzuty z powodów tzw. gospodarczych przecież więźniów politycznych nie było. Dostałem dwa lata wiezienia w zawieszeniu, a sądziło mnie dwóch ławników z wpiętą w klapie odznaką PZPR i sędzia - jak się później dowiedziałem, był agentem SB i został za to zresztą kilka lat później wydalony z palestry. Pobyt w więzieniu odbił mi się znacznie na moim zdrowiu.

 

 Ale po wyjściu z izolacji zostałeś niemal natychmiast  kierownikiem  produkcji Miss Polonii , festiwali harcerskich i menadżerem  kilku  znanych wykonawców kabaretowych. Prowadziłeś również  własną  Agencję Artystyczną , więc jednak wiele osób Cie zawodowo doceniało.

 Dlaczego, więc zmieniłeś branżę na biznes internetowy?

 

   Gdy prowadziłem własną Agencję Artystyczną nadszedł okres dla estrady bardzo ciężki, jeśli chodzi o organizację imprez, a wchodził w nasze życie, już coraz większymi krokami, internet. Ta dziedzina mnie zainspirowała. Postanowiłem założyć własną firmę komputerową, a potem pracowałem już jako pracownik w kilku firmach o tym profilu. Byłem prekursorem wprowadzania na rynek Polski - usługi VoiP tj. telefonia przez internet, SKYPE-a  czy innych podobnych dzisiaj komunikatorów nie było.  Zresztą do dzisiaj te tematy mnie inspirują, najbardziej teraz projektowanie stron internetowych i usługi internetowe.

 

Masz artystyczną duszę, ale jak widać umysł ścisły….

 

Matematyka od najmłodszych lat szkolnych była moją mocną stroną. Powiem tylko, że w ciągu jednego roku w liceum byłem jedynym uczniem, który był zwolniony z prac domowych i posiadania zeszytu. Jednym warunkiem tych przywilejów było siedzenie w pierwszej ławce. Klasówki rozwiązywałem pierwszy i przez całą resztę godziny lekcyjnej nudziłem się. Z drugie strony siedział we mnie bakcyl artystyczny. W szkole średniej grałem w zespole na kontrabasie pod kierownictwem Tadeusza Chyły. Mój ojciec był muzykiem – amatorem, najpierw grywał po weselach, potem w zespole ludowym GŁUSK i może po nim odziedziczyłem zainteresowania artystyczny.   Najbardziej jednak pociąga mnie organizacja pracy estradowej.

 

Przez 30 lat zajmowałeś się gwiazdami. Która z nich sprawiła Ci najwięcej kłopotów, przysporzyła nerwów?

 

 Największym kłopotem był okres pracy z Violettą Villas. Dała mi naprawdę „popalić”, ale to już długa historia…

 

Coś na ten temat wiem, ponieważ pracowałam z Violettą Villas grając w musicalu „Trzeci Program” w Teatrze Syrena.  Nie zapomnę, jak w Wielki Piątek kierowca, który ją dowoził przyjechał bez artystki, bo

w tym czasie modliła się, klęcząc- jak twierdził- naga w swojej kaplicy. …. (śmiech) Krąży legenda, że po współpracy z Violettą Willas straciłeś połowę włosów (śmiech)… To prawda?

 

Tak. Trochę z mojej łysawej głowy uszczknęła kilka włosów,  a i nerwów też było co niemiara…

 

 

Pracowałeś również z moim ulubionym satyrykiem Janem Tadeuszem Stanisławskim. On był chyba przeciwieństwem Villas?

 

O taaaak… To był wspaniały, wielki artysta i zawodowiec oraz niezwykły, prywatnie człowiek. Od niego wielu artystów mogłoby się uczyć zawodu i jak powinno się szanować widza czy to jest występ w stołówce czy w Tatrze Wielkim widz jest taki sam i trzeba go zawsze cenić , Janek tak właśnie robił , jak był w pracy i na scenie to nic więcej się nie liczyło. Kiedyś podczas trasy koncertowej  przed pierwszym przedstawieniem otrzymałem telefon że umarła jego mama, w przewie powiedziałem mu o tym , byłem pewny że odwołamy następne przedstawienie lecz on podjął decyzję, że nie i powiedział tam jest widownia i dla nich tu przyjechałem, a o ni przyszli zobaczyć mnie, nie mogę ich zawieść, śmierć mamy to moja prywatna sprawa. Gramy. Takie były jego słowa . Bardzo cenił widza. 

 

Jako manager i kierownik produkcji jeździłeś z artystami w trasy koncertowe. Czego najbardziej od nich wymagałeś….?

 

Tego samego- co od siebie perfekcji wykonywanego zawodu i punktualności. Nie wolno lekceważyć żadnego występu. Nie uznaję chałtur!!! Widza należy szanować.  Jest wiele zawodów podobnych do artysty - jak mawiał mój przyjaciel reżyser Gwarański, gdy ktoś z wykonawców nie angażował się w pracy mówił do nich, że jest tyle zawodów na A jak artysta np.  „A - NA POCZCIE ZNACZKI KLEIĆ „  - gdzie można pracować nie koniecznie na scenie.

 

TY również występowałeś na estradzie markując np. Ryszarda Rynkowskiego… .

 

To był zaledwie epizod w moim życiu estradowym, gdy trzeba było nagle w trasie koncertowej zastąpić artystę, ponieważ nie mógł uczestniczyć w koncertach. Wtedy reżyser Włodzimierz Gawroński, w ostatniej chwili na próbie generalnej, postanowił, abym przebrał się w jego kostium i zamarkował jego rolę. Oczywiście tekst i piosenki były z playbacku.

 

Znasz właściwie całe środowisko artystyczne. Istnieje KTOŚ – kim byś się nie zajął jako manager?

 

Jest taki satyryk - tak o sobie mówi, a i nie którzy też, choć  trudno  go nawet nazwać artystą a tym bardziej satyrykiem. To Jan Pietrzak, z którym nigdy nie chciałem pracować, chociaż nie raz miałem taką konieczność pracując na etacie w estradzie, zawsze robiłem wszystko by nie organizować z nim imprez. Marny "satyryk" i zawsze podpierał się pewną grupą polityków, kiedyś w latach 80 i podobnie teraz . Każdy artysta musi mieć swój charakter….

 

Teraz wracasz nie tylko jako manager serialu „CENA SŁAWY”, także mój i mojej Fundacji AKADEMIA MŁODYCH TALENTÓW - TESSA. Myślisz, że dobrze nam się ułoży współpraca?

 

Mam nadzieję, że wszystko dobrze się ułoży po dłuższej przerwie zawodowej. Wprawdzie w poprzednim roku byłem kilka razy w szpitalu – serce z nadmiaru miłości zawiodło  ( śmiech ) - i siedem razy w sanatorium,  ale  wracam w pełni sił znowu do pracy i zawodu.

 

Jak to robisz, że gdy do Ciebie dzwonię, niezależnie od pory dnia i nocy zawsze jesteś pogodny. Nigdy się nie denerwujesz?

 

Z charakteru jest cholerykiem, ale nie zawsze i wszędzie trzeba to pokazywać.  Zresztą zawsze można znaleźć odpowiednie rozwiązanie, a aby uniknąć nerwów. Poza tym lubię pracować z ludźmi kabaretu tam jest weselej.

To była moja ulubiona forma rozrywki.

 

Twoją drugą miłością prócz estrady jest piękna kobieta, artystka fotograf Agnieszka. Jak się poznaliście?

 

Dzięki Biedronce, ale szczegółów nie będę ujawniać, może kiedyś, ale nieźle nabroiła ta biedronka. Jedno jest pewne, że gdy poznałem, a później zobaczyłem Agnieszkę, od razu wiedziałem że to kobieta,  na którą czekałem cale życie. Mamy podobne potrzeby, zawody, duszę i to nas łączy. Jak znikną wszystkie przeciwności losu - wiem że będzie dobrze.

 

Twój pradziadek miał 9 żon,. Ty odchodziłeś ze swoich licznych związków z przysłowiową walizką. Jak będzie tym razem…?

 

Tak twierdziła moja babcia, zaś mój stryj próbował to sprawdzać w zapisach genologicznych i odszukał  8 żon . Pradziadek był bogatym szlachcicem i każdej żonie coś zostawił. A co do mnie, to byłem raz żonaty -  mam dwie wspaniałe i piękne córki , trzech wnuków oraz w kliku,  chyba w czterech - związkach i coś mi się wydaje że już nie pobije w ilości mojego pradziadka (śmiech)  i faktycznie odchodziłem tylko z walizką. A tak na poważnie teraz staram się nie spoglądać wstecz, jestem z Agnieszką, razem pracujemy i budujemy uczucie oraz firmę. Agnieszka jest wspaniała kobietą i zdolnym fotografem która swój zawód traktuje bardzo poważnie i oddaje się mu całą duszą co widać w jej zdjęciach  A co będzie dalej, czas okaże. Ale czuje że wszystko się dobrze ułoży.

 

Czy masz jakieś niespełnione marzenia?

 

O jest ich dużo…, Ale najważniejsze jedno: to długi związek z Agnieszką. Moim już od dłuższego czasu takim marzeniem i odskocznią od spraw codziennych jest  również chęć stworzenie fundacji wspierającą starszych, biednych ludzi ze środowiska wiejskiego oraz dzieci chorych w miejscu, gdzie będzie bardzo dużo wygód, a przede wszystkim prowadzona odpowiednia rehabilitacja. Mam miejsce , mam projekt – zrobione już plany budynku, piękna okolica , ośrodek z basenem, sala gimnastyczna ect. Trzeba to tylko zrealizować.

 

I tego serdecznie Ci życzę. Dziękuję za rozmowę.

 

 

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?