Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Joanna Gleń: BYWAM MUSKULARNĄ BRUNETKĄ – cz. 2

Opublikowany 2017/05/07

Piękna, subtelna, wyjątkowo utalentowana, choć nie do końca doceniona. Już na IV roku PWST zagrała główną rolę w serialu „Tango z aniołem” na potrzeby którego zgoliła głowę na łyso. Od 4 lat gra w serialu „Barwy szczęścia” rolę Malwiny. Wyszła za mąż  i jest szczęśliwą mężatką. W przyszłości planuje mieć gromadkę dzieci.

 

Joanna Gleń, fot. źródło FBJoanna Gleń, fot. źródło FBNOTA

Wakacje – nie ma określonych miejsc. Bardzo lubi duże miasta, niekoniecznie leżenie na plaży nadmorskich kurortach.

Kolor oczu- niebieski

Wzrost-  1, 69.

 

Kolor- na sobie- czarny, niebieski. Wokół biały i szary.

 

Potrawa – lane kluski, potrawa z dzieciństwa, którą robiła babcia. Zacierka z jajek i mąki na mleku, pycha.

 

Sporty - Od dziecka pływałam.

 

Mąż-  Maciej /architekt/

 

 

Z Joanną Gleń

 

Rozmawia – Teresa Gałczynska

 

Swojego księcia z bajki spotkałaś bardzo wcześnie. Czy małżeństwo zmieniło coś w waszych relacjach?

 

Tak naprawdę w związku z Maćkiem jesteśmy od 12 lat, dwa lata temu tylko go sformalizowaliśmy.  Jednemu mężczyźnie poświęciłam niemal połowę dorosłego życia, co o czymś świadczy …. /śmiech/. Małżeństwo dodało tylko pikanterii naszemu związkowi.  

 

Znam wiele par, z których jedna strona pracowała w zawodzie aktorskim, druga  była tzw. cywilem i przed popisaniem papierów kochali się. Małżeństwo wszystko zmieniło, doprowadzając do rozwodu. Nie obawiałaś się takiego obrotu sprawy?

 

Maciek bardzo szybko zaakceptował mój zawód. Uważałam, że istotne jest pewnego rodzaju przyuczenie go do tego. Już od czasów szkoły teatralnej oglądał mnie we wszystkim, także w rolach sytuacyjnie dwuznacznych… A trzeba pamiętać, że zawsze grałam pokręcone role. / śmiech/ Więc, jeśli do tej pory nie miał z tym problemu, dlaczego miałby go mieć w przyszłości?  Zresztą jego wielka wyrozumiałość we wszystkich dziedzinach życia była i jest jednym z głównych powodów, dla których jesteśmy razem.

 

Joanna Gleń, 2012 r.Joanna Gleń, 2012 r.Jak dalece udaje ci się rozgraniczać życie prywatne od zawodowego?

 

Nie jestem psychopatkaą, która w pierwszych słowach wywiadu podkreśla „Ale nic nie powiem na temat życia prywatnego!!!” Zdaję sobie sprawę, że pisma i ludzie, które je czytają chcą aktora poznać z "ludzkiej" strony. Zobaczyć, na ile jest podobny do nich. Ale oczywiście ode mnie zależy, jaki rąbek tajemnicy pozwolę czytelnikowi uchylić. Nie jestem aktorką bufetową, która bryluje za kulisami, poza planem zdjęciowym, a na ekranie jest żadna.. Na co dzień staram się zawsze być sobą. Przygotowując się do roli mam prawo żyć postacią, którą kreuję dopóki nie ułoży mi się w głowie. Maciek zna już ten proces. Wie, że łączy się on z moim wyciszeniem, wycofaniem i spokojnie go przeczekuje.

 

Twój mąż widzi w tobie drobną blondynkę czy silna babę?

 

Jestem szczupłą blondynką, ale bywam czasem muskularną brunetką /śmiech/.Maciek poznał już wszystkie moje oblicza. Jak mnie coś boli, gwałtownie wyrzucam emocje na zewnątrz  i  zdarza się, że biorę go na cel. Nie oczekuję jednak, żeby przeżywał wszystko ze mną. Jest spokojnym introwertykiem i jego zdystansowana postawa działa na mnie mobilizująco. Uczę się od niego dyplomacji. W takich chwilach pomaga mi też Roma- Leopard-  moje alter-ego. Pojawiła się niedawno, w stresującej dla mnie chwili i została w mojej głowie. Piszę o niej krótkie opowiastki. Roma jest drapieżnym kobieto-kotem.  Ma futro w panterkę, maluje pazury na różowo i nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Maciek nie może się ze mną nudzić. /śmiech/

 

Przestrzegacie podziału obowiązków domowych …?

 

Nie stosujemy takich podziałów. Po prostu każdy robi to, co umie, lubi i kiedy ma czas. Wyjątkiem jest gotowanie. Maciek nie ma smykałki w sprawach kulinarnych, moją kuchnię sobie chwali, więc dzierżę berło z patelni. Cały czas  marzy mi się jednak marzy, żeby mnie czymś smacznym  zaskoczył.

 

Jesteś piękna, zgrabna, bardzo zdolna zawodowo aktorką. Dlaczego mimo dużych i głównych ról wciąż Twoje nazwisko jest tak mało znane?

 

 Bo nie robię wokół siebie szumu!  Nie udaję kontrowersyjnej kobiety.  Choć może powinnam…? Wiesz- może jak to zrobić? /śmiech/

 

Sprowokuj jakiś skandal….

 

No właśnie. Nie potrafiłabym tak fałszywie kreować się w życiu .Byłoby mi głupio przed bliskimi. Chociaż …na przykład moja przyjaciółka ma mi to za złe. Mówi że, zna mnie od 16 lat, od siedmiu  ogląda na ekranie, a ja nawet przez chwilę nie pozuję na  “gwiazdę”, tylko zawsze jestem-  starą ,dobrą- Aśką. Ona uważa, że powinnam się bardziej lansować, bo należy mi się więcej. Popracuję nad tym.  /śmiech/.

 

Joanna Gleń, fot. źródło FBJoanna Gleń, fot. źródło FBObca Ci więc maksyma: „Nie ważne co mówią, byleby mówili”?

 

Takie kariery mają krótkie nóżki. A może nie  mówią o mnie, bo nie bywam …?

 

A dlaczego nie bywasz?

 

Bo nie lubię nosić wypożyczonych ciuchów! Bo wolę sobie kupić kilka książek, niż wydawać pieniądze na wieczorowy makijaż. Bo wolałabym więcej grać, niż bywać na rautach, promocjach  i pokazach mody, gdzie słychać tylko błysk fleszy i po wypiciu lampki szampana szybko wychodzi się z torbą darmowych prezentów w dłoni. Może jestem niemedialna, ale do agentki dzwonię wyłącznie w sprawach zawodowych, a nie dlatego, żeby załatwiła mi zaproszenie na filmową premierę.

 

A może przemawiają przez Ciebie kompleksy z dzieciństwa?

 

Nie byłam zakompleksiona. Uczono mnie, że sama jestem odpowiedzialna za swoje czyny, że nie wolno mi się skarżyć na innych, na niesprzyjające okoliczności. A w przypadku niepowodzeń szukać winy w sobie.

 

To są właśnie kompleksy!

 

Raczej chroniczny brak przebojowości. Odkąd pamiętam wolałam wycofanie, od walki po trupach,  krzywdząc po drodze innych.

Skąd zatem w tobie to cudowne, spontaniczne szaleństwo w sposobie ubierania się….

 

Uwielbiam wyrażać się przez ubiór! Od najmłodszych lat lubiłam nietypowe ubrania. To zasługa mojej mamy, która ma artystyczne zacięcie, mimo, że z zawodu jest ekonomistką. Od wielu lat jesteśmy wielbicielkami second handów.  Mamy wyjątkowe szczęście do znajdowania prawdziwych skarbów. W mojej szafie wiszą głównie niepraktyczne stroje, często na pograniczu kostiumów teatralnych. Na przykład cudowna koronkowa sukienka, prawdziwa beza, w której odwoziłam ostatnio na dworzec moją teściową. Wracałam już do domu, była godzina 23.00 , gdy spotkałam w windzie sąsiada– Ma pani dzisiaj ślub ?- zapytał. To moje ukochane wariactwo, któremu poświęcam dużo czasu, ale gdy widzę, że w tłumie pozytywnie się wyróżniam wiem, że warto sobie czasem poluzować warkoczyki. /śmiech/

 

Czy w czasach kryzysu równie dobrze radzisz sobie w sprawach kulinarnych?

 

Kryzys mi nie straszny, dlatego, że nie jesteśmy oboje z mężem przesadnymi pasibrzuchami. Owszem, lubimy jeść smacznie, ale nie jemy dużo. Tak mamy z natury. Jako osoba raczej bezpretensjonalna zakupy robię chętnie i na lokalnych bazarkach,  a także -  najbliższej domu- w  „ Biedronce”  , na droższych delikatesach kończąc. Wszystko zależy od tego, czego potrzebuję. To, że lubię eksperymentować z nowymi smakami nauczyło mnie praktyczności w robieniu zakupów. Inaczej wydawałabym fortunę. Zawsze mam przy sobie, wcześniej skrupulatnie sporządzoną- listę zakupów. Liczę się z cenami, orientuję się naprawdę nieźle, co ile kosztuje i wybieram raczej sklepy nie narzucające bezsensownie dużej marży.

Najlepiej radzę sobie z kuchnią włoską, bo jest szybka, prosta i pyszna. Jestem mistrzynią domowej pizzy! Na cieniutkim cieście, nie przeładowanej dodatkami; robię smaczne pasty z rozmaitymi sosami i boskie krewetki w pomidorowym sosie. Niechętnie przyrządzam mięso, ale tylko dlatego, że sama nie jestem specjalnie mięsożerna. Chociaż wołowina duszona w czerwonym winie, to jedno z moich popisowych dań.  Staram się jeść i gotować zdrowo. Warzywa muszą być zawsze! Jeśli mięso, to raczej bez ziemniaków, a z dużą porcją zieleniny. Lubię wykorzystywać w kuchni produkty sezonowe. Np. już teraz kupuję dynię i zamrażam na zimę, na zupę dyniową. Czytam kulinarne blogi, oglądam kulinarne programy i jak mnie coś zainspiruje, chętnie eksperymentuję w kuchni z nowymi przepisami. Na pewno w gotowaniu pomaga artystyczna dusza, bo to też pewnego rodzaju sztuka. Wymaga kreatywności, natchnienia, manualnych zdolności i wyobraźni.

 

Wygładzasz na osobę która w ogóle nie jada słodyczy…

 

Uwielbiam słodycze, ale nie mam w kuchni warunków do scen batalistycznych, dlatego jeśli chodzi o pieczenie i słodkości, mam kilka sprawdzonych prostych, ale pysznych deserów, które wymiennie przyrządzam. Moja tarta cytrynowa, czy napoleonka zyskały już miano kultowych:) Oczywiście zawsze dekoruję stół i  najchętniej żywymi kwiatami. Poza tym radzę sobie z kilkoma garnkami, patelnią i prostą zastawą:)

 

Często przyjmujesz gości?

 

Przyjmowałabym częściej, ale ze względu na wyjątkową akustyczność i cienkie ściany w mojej kamienicy, muszę się ograniczać . Ale jeśli  już robię przyjęcie,. lubię czymś gości zaskoczyć. Nie popisuję się specjalnie wyszukanymi daniami, ale wystarczy jakiś nietypowy dodatek do znanych potraw, żeby ożywić towarzystwo. Zależy mi, żeby wszystkim smakowało i żeby niczego nie zabrakło. Dlatego zawsze pakuję gościom jedzenie na wynos. Zdarza się też, że jak się komuś coś, w moim  domu się spodoba,  dostanie to.

 

Co serwujesz, gdy odwiedzają Was teściowie lub Twoja mama?

 

Z rodziną czuje się swobodnie i na luzie,  co nie zwalania mnie z obowiązku ugoszczenia ich, jak tylko najlepiej potrafię. Planuję, ładnie podaję i jeszcze zapewniam atrakcje kulturalne czy turystyczne. Ale najczęściej to- ja jestem gościem u mamy, babci, czy innej rodziny. I to uwielbiam najbardziej. Mama jest mistrzynią wypieków, zaś babcia- kuchni tradycyjnej, więc rozpieszczają mnie do woli.  A ja -podpatruję je, uczę się nowych przepisów. Choć czas, kiedy przyrządzę moją ukochaną” babciną potrawkę” z ozorków jeszcze nie nadszedł.

 

Punktualność, obowiązkowość, słowność- te cechy które pomagają ci w życiu?

 

Nie dodałaś, że wywiązuję się z obietnic. Nikomu niczego nie zazdroszczę. Nie mam w sobie zawiści. Idę swoją drogą. Chyba jednak jestem mało ciekawą osobą. ./śmiech/

 

Jaką osobą będziesz za dwadzieścia lat?

 

Mam nadzieję, że za 10 lat będę już mamą dwójki pięknych dzieci. Wszystkie plany zawodowe i tak szybko biorą w łeb, więc nie zakładam niczego konkretnego. Za dwadzieścia lata mama nadzieję, że będę nadal grać. I to dużo.

 

Dziękuję za rozmowę.

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?