Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Leonard Pietraszak: PREZENT OD MISTRZA

Opublikowany 2017/05/21

Dzieciństwo spędził w Bydgoszczy, gdzie zamieszkiwał w domu przy ul. Grunwaldzkiej 38. Jest absolwentem miejscowego III Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Mickiewicza (1954). 19 czerwca 1959 zadebiutował jako aktor w teatrze, a rok później ukończył studia na Wydziale Aktorskim PWSTiF w Łodzi. W latach 1960–1962 był aktorem Teatrów Dramatycznych w Poznaniu, a od 1962 do 1965 roku aktorem Teatru Polskiego w Poznaniu. Następnie występował w teatrach warszawskich: w latach 1965–1971 w Teatrze Klasycznym, od sezonu 1971 do 1976 w Teatrze Komedii, a w latach 1977–2008 w Teatrze Ateneum im. Stefana Jaracza.

Leonard Pietraszak, By Sławek Skonieczny - Flickr, CC BY-SA 2.0, źródło WikipediaLeonard Pietraszak, By Sławek Skonieczny - Flickr, CC BY-SA 2.0, źródło WikipediaPopularność przyniosły mu role w serialach telewizyjnych: wystąpił jako Krzysztof Dowgird w serialu Czarne chmury oraz jako doktor Karol Stelmach, przyjaciel głównego bohatera – inż. Stefana Karwowskiego w 40-latku. W 2002, podczas VII Festiwalu Gwiazd w Międzyzdrojach, odcisnął dłoń na Promenadzie Gwiazd.

Jest mężem Wandy Majerówny[1].

Filmografia

Polski dubbing

Odznaczenia i nagrody

Zródło- Wikipedia

 

Leonard Pietraszak, zdjęcie z filmu Czarne chmury, 1973 r. - fot. Jerzy Troszczyński, źródło http://fototeka.fn.org.plLeonard Pietraszak, zdjęcie z filmu Czarne chmury, 1973 r. - fot. Jerzy Troszczyński, źródło http://fototeka.fn.org.pl

 

 

Z Leonardem Pietraszakiem

Rozmawia Teresa Gałczyńska

 

Kilka lat temu Kapituła Towarzystwa Przyjaźni ASP przyznała Panu niecodzienną nagrodę „Srebrną Laskę”. Czy dlatego, że jest Pan prawdziwym znawcą sztuki?

 

Przyznaję, że była to dla mnie duża nobilitacja. Kapituła przyznaje takie wyróżnienie także osobom nie związanym zawodowo ze sztuką, za to rozpowszechniającym twórczość plastyczną. Od dziecka byłem zafascynowany malarstwem.

 

Urodził się Pan w Bydgoszczy. –Tam zaczęła się Pańska fascynacja polskim malarstwem z przełomu wieków, niezmiennie trwająca do dziś?

 

Muszę przyznać, ze sam często się nad tym zastanawiałem i myślę, że zaczęło się właśnie od odwiedzania bydgoskiego muzeum im. Leona Wyczółkowskiego ze wspaniałym zbiorem dzieł, tego malarza?

 

I z tym malarzem wiąże się nieprawdopodobna anegdota, która lubi pan chętnie opowiadać…


To prawda. W latach osiemdziesiątych często jeździłem na grzyby w lasy Orawki, w
koszalińskiem. Jadąc z Warszawy musiałem przejechać przez Bydgoszcz, a
następnie przez Wtelno, gdzie jest maleńki, wiejski cmentarzyk, na którym
jest pochowany wielki polski malarz Leon Wyczółkowski. W tym miejscu zawsze
robiłem mały postój, aby zapalić świeczkę i położyć kwiaty na grobie mistrza. Chwilę rozmawiałem z panem Leonem i  zwykle jechałem dalej. Sztuką interesuję się od dawien dawna, ale dziel Wyczółkowskiego w swoich zbiorach nie miałem, więc za którymś z kolei razem stojąc przy grobie wybitnego artysty, pomyślałem: Drogi Panie Profesorze... czy pan wie... jak bardzo chciałbym mieć jakiś, pański obraz..? Niech pan coś zrobi...  

 

Usłyszał Pan głos zza grobu…?

 

Głosu zza grobu nie usłyszałem, ale zdarzyła mi się rzecz nieprawdopodobna. Minęły
chyba ze dwa tygodnie. Wróciłem już z wyprawy na grzyby i wybrałem się na
jakieś zakupy przy ulicy Marszałkowskiej. Niespodziewanie było miejsce do
parkowania przy Desie...no, nie sposób było nie wejść. I co widzę? Na samym
froncie wisi przepiękna akwarela, martwa natura...WYCZÓŁKOWSKIEGO! Ponieważ wcześniej często bywałem w tej Desie, zapytałem, od kiedy wisi? " A ta...przed chwilą wywiesiłem" - gorliwie odpowiedział zagadnięty pracownik " Ile kosztuje?" - nie mogłem się oprzeć. Sprzedawca wymienił sumę, która na owe czasy nie była oszałamiająca. Kupiłem natychmiast i wychodząc, w duszy serdecznie podziękowałem Mistrzowi.

 

A potem podzielił się Pan tą historią z Wiesławem Ochmanem….

 

Opowiedziałem o wszystkim mojemu przyjacielowi Wieśkowi, który prawdopodobnie uznał mnie za wielkiego fantastę, po czym z wrodzoną sobie inteligencją błyskawicznie dodał: O całej historii opowiedziałem przyjacielowi, Wieśkowi Ochmanowi, który zareagował błyskawicznie _ "Wiesz co Leo…. Jedź  szybko na Skałkę. Tam również leży Malczewski. Jego również nie masz w swoich zbiorach"

 

Zdaje się, że pasja do malarstwa połączyła pana również z żoną Wandą Majerówną?

 

Wanda skończyła liceum plastyczne, więc ma doskonałe rozeznanie w sztuce i muszę z dumą przyznać, ze nie było takiego przypadku, abym nabył jakiś obraz, który się jej nie spodobał i odwrotnie. Nigdy nie powiedziała, że wyrzucam pieniądze w błoto. Sama doskonale maluje i wciąż ją, żeby malowała, choć bardziej ją pochlania pisanie scenariuszy, wierszy i książek. Nie ustaję jednak w wierze, że kiedyś mi się to uda i znowu sięgnie po pędzel. Zresztą moja żona jest kobieta idealną. W życiu mężczyzny kobieta jest najważniejsza. Przecież ilu nas mężczyzn zginęłoby przedwcześnie, gdyby nie mądrość ich kobiet.

 

Dziękuję za rozmowę.


 

 

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?