Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

MARZENA KIPIEL- SZTUKA: W IMIĘ MIŁOŚCI...

Opublikowany 2017/10/07


z MARZENĄ SZTUKĄ rozmawia
Teresa Gałczyńskaz MARZENĄ SZTUKĄ rozmawia Teresa GałczyńskaNa scenie, w serialu ŚWIAT WEDŁUG KIEPSKICH  potrafi rozśmieszać do łez. Prywatnie bezpośrednia, wesoła potrafi być duszą towarzystwa, nawet gdy Jej świat się wali, a ziemia usuwa się spod stóp, ponieważ nie wszystkie lata były dla niej radosne. Nagle na zawał zmarł jej świeżo poślubiony mąż. I mimo, że wylała do poduszki morze łez dzisiaj mówi, że nie ma nic ważniejszego, jak miłość.


 
Często podkreślasz, że masz góralskie korzenie…Charakter czy pewność siebie?


Ja i moja młodsza o 5 lat siostra- Dorota, w domu nazywana Małgosią- jako jedyne dziewczynki w rodzinie byłyśmy rozpuszczone, jak "dziadowskie bicze". Nasz tato- Adam Kipiel pochodził z góralskiej rodziny, gdzie z dziada pradziada, było wyłącznie męskie potomstwo. Więc, gdy- ja pojawiłam się na świecie, a później moja siostra był tak szczęśliwy, że wręcz nas hołubił. Był z nas dumny, ale że w młodości- jako chłopak był wychowywany twardą, męską ręką również i swoim ukochanym dziewczynkom wpajał to czego, jego samego nauczono: począwszy od stawiania i budowania domu, po różne, drobne naprawy. Tym samym przyczynił się do naszego hartu ducha, samodzielności i charakteru. Był jednak bardzo krytyczny, surowy i mało wylewny, jeśli chodzi o pochwały i uczucia. Jego przeciwieństwem była mama- Irena Korotko. To wschodnia bardzo wylewna, kochająca dusza, która cały czas nam wmawiała, że jesteśmy najpiękniejsze, najmądrzejsze i kiedyś świat będzie leżał u naszych stóp.


Spełniły się proroctwa Twojej mamy?


Fot.pomponik.plFot.pomponik.plMyślę, że miłość, którą wynosi się z domu, od rodziców, najbliższych, w dorosłym życiu bardzo procentuje, ale też działa w dwójnasób. Z jednej strony daje nam poczucie bezpieczeństwa, otwartości do życia, świata, zaufanie do ludzi, przekonanie, że nikt specjalnie nas nie skrzywdzi i powinnyśmy oczekiwać wyłącznie miłości. Ale z drugiej strony właśnie takie wychowanie, przynosi nam nieustanne rozczarowania, bo ludzie potrafią być bezinteresownie zawistni, okrutni i złośliwi. Szykują na ciebie pułapki ot tak… Dla sportu. Tego rodzice nas nie uczyli! Zawsze powtarzali, że jeśli nawet coś się nie uda w życiu- to po prostu… wypadek przy pracy.


Twoje pierwsze małżeństwo z Konradem Sztuką, było takim... wypadkiem przy pracy?


Nic podobnego! Byliśmy zakochani w sobie, jak wariaci, ale pobraliśmy się w bardzo młodym wieku. Byliśmy kompletnie nieprzygotowani do życia w stadle i myślę, że to zaważyło na tym, że nasz związek nie wytrzymał próby czasu. Później przez długi czas nie wychodziłam za mąż, ale to wcale nie znaczy, że byłam samotna…i że nie miałam innych partnerów.


Jesteś kochliwa?


Tak. Jestem zadziwiona, że ludzie potrafią sobie radzić żyjąc samotnie. Potrzebuję wolności, ale szczęśliwa w pełni bywam tylko z drugą osobą, którą mogę się opiekować, sprawiać przyjemność, przy której mogę się budzić…


Podobno człowiek, który nie potrafi być szczęśliwy sam ze sobą, nie potrafi również być szczęśliwy z drugim człowiekiem…?


 Widocznie urodziłam się nieszczęśliwa. W kłopotach samotność mi nie przeszkadza, ale szczęście muszę dzielić z drugim człowiekiem.


Jaki jest Twój ideał mężczyzny?


Zawsze ten, w którym jestem zakochana. Ideały wyniosłam z domu, gdzie uczono mnie, żeby nie szukać królewicza na białym koniu, tylko dobrego człowieka.


Twój drugi mąż - Przemek był dobrym człowiekiem? Czy po prostu ustrzeliła Cię strzała Amora...?


Jedno i drugie. Z Przemkiem to był strzał między oczy. Pojechałam- jako zupełnie zrozpaczony, samotny singiel, na koncert 1 stycznia 2006 do Kołobrzegu i w ogromnym SPA spotkałam bardzo przystojnego masażystę, który dodatkowo okazał się pełniącym- chwilowo- rolę recepcjonisty. Od słowa do słowa…I okazało się, że jest jeszcze większym gadułą, niż ja. Byliśmy wtedy, jak te dwa, szeleszczące liście na wietrze, które oczekują gdzieś zaczepienia. Trafiony, zatopiony. Po tygodniu Przemek odwiedził mnie już we Wrocławiu.


A trzy miesiące później byliście już małżeństwem.


Ślub odbył się w marcu, trzy lata temu. Oboje postawiliśmy wszystko na jedną kartę, a z uwagi na moją pracę, która nie wymagała ode mnie zamieszkania w konkretnym miejscu, zdecydowałam, że to ja przeniosę się do niego. Zebrałam manatki i pojechałam do Kołobrzegu. W imię miłości.


A potem był ekscesy, sekscesy i burzliwe momenty… Słowem było o Was głośno…


Foto pomponik.plFoto pomponik.plW każdej plotce jest zawsze ziarnko prawdy… Ale demony, które w nas siedzą wcale nie przeważają szli, że jesteśmy z gruntu źli. Wsiadłam do pociągu zwanego: rozpoznawalność i muszę się z tym liczyć, że będą o mnie pisać. Ubolewam jednak nad dziennikarzami pism kolorowych, nie błyszczących, że muszą zajmować się życiem osobistym osób publicznych. Nie miałabym pretensji, gdyby pisali, że potknęłam się i rozdarłam sukienkę, źle zaśpiewałam czy niewłaściwie zachowałam się na oficjalnym bankiecie… Rozumiem. Taki mają zawód. Ale pytam o sumienie i przyzwoitość ludzi, którzy dzwonią do mnie tydzień po pogrzebie Przemka i z hienowatym uśmiechem pytają: „Jak się pani czuje?” To było bardzo przykre i niewłaściwe. Są granice ludzkiej przyzwoitości.

10 stycznia 2018 roku minie 9 lat od tej tragicznej chwili, gdy Twój mąż nagle zmarł na zawał. Mimo tej tragedii, nie przerwałaś zdjęć, wróciłaś na plan filmowy, udzielałaś wywiadów, ale od tamtej pory nie bierzesz udziału w tzw. życiu publicznym…


To nieprawda! Był czas, że chciałam być z moimi uczuciami zupełnie sama. Nie czułam potrzeby zwierzania się z tego, co tkwi we mnie w środku. Ludzie często czują się zakłopotani w obliczu żałoby. „Podejść i pocieszyć?” Moi bliscy i koledzy z ATM /firmy producenckiej Kiepskich/ i Rochstar, z którymi pracowałam przy „Jak oni śpiewają” dawali mi wiele wsparcia. Czułam, że są po prostu ze mną. Jestem im ogromnie za to wdzięczna.


Czy w czasie świąt np. Bożego Narodzenia wspominasz swojego męża…?


Zawsze. Staram się nie celebrować swojej żałoby tak, jak nie celebrowałam świat wszystkich zmarłych. Czuję to intuicyjnie, że w ten sposób muszę siebie ratować. Spakowałam wszystkie, nasze wspólne rzeczy osobiste, książki, zdjęcia ect. Schowałam je głęboko w pudłach. Bałam się, że z tego nie wybrnę. Najważniejsze, że jestem w stałym kontakcie z mamą Przemka i jego bratem.


Po tej tragedii przeniosłaś się do Krakowa, a niebawem chcesz wrócić się do Legnicy..? Ciągle gdzieś uciekasz…?


Przeprowadzka z Wrocławia do Krakowa była rzeczywiście ucieczką od wspomnień. To był akt desperacji. Nie widziałam, dokąd jadę? Wynajęłam mieszkanie przez telefon. Obejrzała je moja przyjaciółka. Powiedziała: „Zmieścisz się tam ze swoimi zwierzakami.„ To wystarczyło, żeby w jednej chwili spakować się i wyjechać. Natomiast do Legnicy zamierzam przeprowadzić na stałe, bo to moje rodzinne miasto.


Masz trojkę podopiecznych… Nie czujesz się chyba samotna?

Foto.pomponik.plFoto.pomponik.pl
Najstarsza, ale najkrócej przebywająca ze mną jest -Stanisława, przysposobiona żółwica stepowa, więc nie żyje w terrarium. Ma swój podeścik ze styropianu i wędruje po całym mieszkaniu. Pies – Dożyca niemiecka Genowefa /2 l./ i 17- letni kot Wacław na początku byli bardzo Stasią zainteresowani, ale nie odgradzałam ich od siebie, więc szybko im przeszło i teraz współżyją w harmonii. Wacław podróżuje ze mną najdłużej. Genię wzięłam po tym, jak musieliśmy uśpić poprzedniego psa Lusię- chorą na raka trzustki. Nie chciałam już brać kolejnego zwierzaka, ale dogi kojarzyły mi się z dzieciństwem. Pomyślałam: Czemu nie spełniać marzeń? A potem Przemek, nagle „wystawił mnie do wiatru” i zostałam z tym całym towarzystwem sama. Przy nich jednak trudno o czarną rozpacz.


Jakie masz teraz marzenia? Czego naprawdę Ci brakuje?


Kiedyś Przemek nie mógł pojechać ze mną na program „Jak oni śpiewają”, a ja strasznie się denerwowałam. Powiedział wtedy: „Nieważne są oceny jurorów, to całe głosowanie widzów, cenzurki. Pamiętaj, że u mnie masz dożywocie.” Brakuje mi takiej prawdziwej, bezwarunkowej miłości. Nadal jest mi bardzo potrzebna. Jak powietrze i woda.


A plany na przyszłość?


Staram się żyć dniem codziennym, nie planować zbyt wiele, nie wyprzedzać czasu. Chciałabym być znowu szczęśliwa.

 

Dziękuję za rozmowę.

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?