Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Wojciech Wysocki: BARDZO JESTEM O NIĄ ZAZDROSNY…

Opublikowany 2017/01/06

Zagrał w ponad stu filmach i serialach, choć  jego sukces nie zawsze miał słodki smak. Wśród licznie, granych przez niego ról dominują role lekarzy/ „ Umarłem, aby żyć”, „Tętno”, „Po własnym pogrzebie”, „Klan”, Samo życie, Ranczo”. GRYWAŁ także amantów i prywatnie rozpalał serca wielu kobiet. Dziś jest szczęśliwym mężem i ojcem, a romanse przeżywa już tylko na ekranie.  W „Na Wspólnej” gra pisarza kochającego się  w pięknej  Izabelli  Brzozowskiej.

 

z WOJCIECHEM WYSOCKIMWojciech WysockiWojciech Wysocki

 

rozmawia TERESA GAŁCZYŃSKA

 

 

 

Urodziłeś się i wychowywałeś w Szczecinie. Twoja młodość  przypada na lata głębokiego PRL-u. Jak  dzisiaj wspominasz tamte czasy?

 

Mam dwóch- młodszych braci. Między mną, a średnim- Jędrkiem jest różnica 5 lat,  między najmłodszym- Maćkiem 11 lat- co naszych relacjach zawsze stanowiło pewną przeszkodę. O ile z Jędrkiem- dzisiaj lekarzem psychiatrą- traktowaliśmy się, jak rówieśnicy,  dla Maćka, który zawsze się stawiał,  byłem autorytetem. Ogólnie, w głębokim PRL-u żyło nam się tak sobie… Ze starszym bratem gnieździłem się w 9- metrowym pokoju, sypiając  w jednym łóżku. Pamiętam,  jak Jędruś cierpiał, gdy uczyłem się do matury, paląc  po nocy światło i powtarzając na głos, ale  jestem słuchowcem i inaczej nie potrafię. Biedak w ogóle nie mógł spać, zaś budził się nieprzytomny.  A ja wkuwałem po prostu ze strachu. Bałem się, że jak nie zdam mama- wybitny lekarz,  zapadnie się ze wstydu pod ziemię: Syn okazał się głupkiem… (Śmiech)

 

Ale, jak widać Twoja nauka „nie poszła w las”…

 

Tak naprawdę przyłożyłem się do nauki dopiero w  klasie maturalnej. Wcześniej ślizgałem się z klasy do klasy, a że byłem dobrym polonistą, mówiłem wiersze na akademiach, jakoś to leciało. Tak naprawdę czas mi zajmowała koszykówka i młodzieńcze miłości.

 

Co bardziej  Cię pociągało koszykówka czy piękne koszykarki?

 

Chyba jednak koszykarki../śmiech/  Był taki klub Szprotawa, ze Szprotawy. Jak zobaczyłem te wszystkie: piękne, długonogie i wysokie  dziewczyny grające w kosza natychmiast zapałałem miłością do…koszykówki . Zgłosiłem się na trening i wsiąkłem.

 

Twoja córka Rozalka jest już dorosłą, piękną dziewczynką. Czy jej również przekazałeś swoją pasje do sportu?

 

W koszykówkę już nie gram, ale wiernie jej kibicuję.  Córkę i żonę zaraziłem swoją pasją do nart. Ale, jak to czasem bywa uczeń przerósł mistrza i, jak byliśmy ostatnio w Austrii, w Karyntii, zanim zdążyłem się rozgrzać Joasia i Rozalka już były na stoku. Wychowałem na własnej piersi narciarskie żmije. ../śmiech/

 

Wojciech Wysocki z żoną i córkąWojciech Wysocki z żoną i córką

 

Jeździsz znakomicie, ale jak wspominałeś i to Tobie zdarzyły się chwile grozy….

 

Rzeczywiście będąc w Alpach włoskich, w Val di sole, w Sylwestra wybraliśmy się na narty i mimo, że Joasia mnie ponaglała, aby wrócić wcześniej, bo trzeba się przygotować, nie było na ten temat dyskusji. Zwykle jeżdżę do ostatniego wyciągu.  Tym razem jednak rozpędziłem się dość mocno, żona zawsze mówi, ze jeżdżę zbyt szybko i przeleciałem przez barierkę. Potoczyłem się ok. 50 metrów, jak bombka i wylądowałem, po samą szyję, w ogromnej, twardej, pryzmie śniegu. Nie mogłem się w żadną stronę ruszyć i sięgnąć po komórkę. Wprawdzie nic mnie nie bolało, ale nie miałem pewności czy sobie czegoś nie załamałem.  Przez długi czas, na mrozie tkwiłem unieruchomiony i zapowiadało się to groźnie.  Robił się już zmierzch. Joasia dawno zjechała i zaczęła się już denerwować, bo trwał już wieczór Sylwestrowy, a mnie nie było.  Po dwóch godzinach usłyszałem zbliżających się ratowników. Włosi natychmiast zaczęli mnie odkopywać i pierwsze pytanie jakie usłyszałem łamana angielszczyzną to: Czy mam ważne ubezpieczenie.? Gdy roztrzęsionym głosem powiadomiłem żonę, że wypadłem z trasy, ale jestem już bezpieczny była na granicy zawału. Po powrocie stwierdziłem, ze skoro nic mi nie jest, może będę kuśtykał , ale z balu nie zrezygnujemy.

 

Więc jednak to nie był  najbardziej pechowy Sylwester w Twoim życiu…?

 

To nie koniec… Kiedy byliśmy już gotowi do wyjścia: ja- w smokingu, Joasia w wieczorowej kreacji zadzwonił telefon. Okazało się, ze do naszego nowego mieszkania było włamanie. Ochrona nie może wejść do środka, wyje alarm, więc musimy wracać. Nie mając wyboru, tak jak staliśmy  w wieczorowych strojach wsiedliśmy do samochodu. Po drodze mijaliśmy zaspanych celników i kiedy pod wieczór Nowego Roku dotarliśmy wreszcie do Warszawy, okazało się, że wprawdzie włamanie było, ale alarm wystraszył złodziei i nic nie zginęło. Wyjęliśmy, wiec włoskiego szampana, usiedliśmy na podłodze w naszych wieczorowych strojach, w środku straszliwego bałaganu zrobionego przez intruzów i z gwinta wypiliśmy noworoczny toast.  Ale nie chciałbym takich emocji przeżywać po raz drugi.

 

W tej dzielnicy mieszkacie już ponad 10 lat, więc włamanie do mieszkania nie wpłynęło na Twoja miłość do Grochowa?

 

To prawda. Kiedyś wracaliśmy taksówką z Jankiem Nowickim, po planie … serialu „Zostać Miss”. Kierowca odwoził nas do domów a, że w pierwszej kolejności byłem ja i   wjechaliśmy w Osowską postanowiłem zwierzyć się Jankowi ze swojej miłości do Grochowa.  Mówię:  „Zobacz, jak tu pięknie…?” Janek- patrząc w okno nie reagował.  Podjeżdżamy pod mój dom, gdzie poprzednio wynajmowaliśmy mieszkanie –  znowu mówię: „Zobacz, a tu moja żona krząta się w ogródku…” Janek nadal milczy.  Patrzy na parterowe zabudowania i nagle, niespodziewanie reaguje:, Co ty w mordę, ……? Do Sieradza mnie przywiozłeś? A ja lubię mieszkać na uboczu. Grochów ma odpowiedni- dla mnie ….. klimat. Jest zarazem dostatecznie blisko i daleko od centrum.

 

Wojciech Wysocki, Maciej Pietrzyk i Teresa Gałczyńska na corocznej imprezie łowienia rybWojciech Wysocki, Maciej Pietrzyk i Teresa Gałczyńska na corocznej imprezie łowienia ryb

 

Gdybyś w stanie wojennym mieszkał… na Grochowie, tak łatwo nie trafiłbyś do domu….

 

Ze stanem  wojennym kojarzy mi się inna historia…. Przede wszystkim oczywiście bankiety trwające najwcześniej do piątej rano, żeby ominąć godzinę policyjną. Przed świętami Bożego Narodzenia graliśmy Pastorałkę Leona Schillera, a wcześniej ostro imprezowaliśmy na tzw. śledziku. Na scenę wparowała, więc  banda pastuszków w stanie wskazującym…  Wśród nich ja. Herold, którego grał jeden z moich zacnych kolegów wchodził z bębnem i bijąc w niego wygłaszał  swoją kwestię. Ale, że ów aktor również był po spożyciu… nie trafiał w bęben i walił obok. Po spektaklu dostał od nas- Pastuszków przydomek Buddy Rich- miano sławnego perkusisty.

 

Ciekawe, co powiedziałaby na Twoje sekscesy córka? Mówicie do niej: Rózia czy może już Roza…

 

W szkole wołają na nią Roza, a ja nadal zwracam się do niej Rózia. Rózia miała na imię moja ukochana babcia, która mnie wychowywała i, z którą spędziłem całe dzieciństwo, gdy w tym czasie mama robiła karierę naukową, pracowała w szpitalu i wiecznie była zajęta. Może jeszcze nie teraz, bo Rózia ma wciąż 13 lat, choć wygląda już na 15, ale jak dorośnie pewnie ucieszy ją ta opowieść, ze jej ojciec nie był smutasem.

 

Widzisz w córce jakieś swoje cechy charakteru?

 

Na pewno mamy ten sam „charakterek”i temperament. Pamiętam,  miałem chyba około 4 lat. Babcia nie chciała mi kupić ulubionego lizaka, więc położyć się na ziemi i biłem piąstkami o chodnik, co- oczywiście nienajlepiej o mnie świadczy. Podobnie zachowywałem się, gdy nie chciała pójść ze mną do kina.  I Rozalka może nie odziedziczyła tej strasznej histerii po mnie, ale też miewa napady osiołkowatego uporu. Więc, jak tylko zdenerwuje mnie i już mam ją skrzyczeć, przypominam sobie siebie na tym betonie, z babcią. /śmiech/ Wtedy złość mi przechodzi. Trochę…

 

Rózia to jedyne Twoje dziecko i przyszła na świat, gdy byłeś już dojrzałym mężczyzną. Czy jako tata- jesteś już zazdrosny o jej potencjalnych chłopaków?

 

Rozalka rzeczywiście dojrzale wygląda, choć nadal ma wnętrze dziecka .Bardzo jestem o nią zazdrosny. Nie wyobrażam sobie tej chwili, kiedy będą się zjawiać kolejni adoratorzy. Pewnie się zachowam, jak niegdyś Czesław Wołłejko,  będący na wakacjach z córką… Pewnego dnia do ich domu zapukał przystojny młodzieniec:  Przepraszam jest Magda?”-zapytał.  Nie ma – odpowiedział Czesław! Po 5 minutach znowu przyszedł ten sam chłopak i znowu zapytał- Czy Magda jest? I po raz kolejny usłyszał to samo. Ale, gdy pojawił się po raz trzeci wkurzony Czesio wykrzyczał – Nie ma Magdy! Robi kupę!  I miłość prysła,  jak bańka mydlana. Taki to wiek.  Nie wiem czy, jak przyjdzie moja pora nie zachowam się podobnie…?/śmiech/

 

DZIĘKUJĘ CI BARDZO ZA, JAK ZWYKLE UROCZĄ ROZMOWĘ.

 

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?