Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Zbigniew Buczkowski: GWIAZDĘ ZNA CAŁY ŚWIAT. MNIE ZNA CAŁA POLSKA...

Opublikowany 2017/04/01

Zagrał w setkach filmów i seriali. Na swoją karierę pracował latami. Może właśnie dlatego producenci filmu „Lawstorant” wpadli na pomysł, aby jako aktor u jego boku debiutował -Michał Wiśniewski.

Zbigniew Buczkowski, fot. By Ja Fryta - Zbigniew Buczkowski, CC BY-SA 2.0, źródło: WikipediaZbigniew Buczkowski, fot. By Ja Fryta - Zbigniew Buczkowski, CC BY-SA 2.0, źródło: Wikipediaze ZBIGNIEWEM  BUCZKOWSKIM

rozmawia TERESA GAŁCZYŃSKA

 

Gdyby przyznawać polskim aktorom medale za ilość nagranych filmów,  śwp. Leon Niemczyk dostałby złoty MEDAL, zaś TY srebrny. Niezły wynik… 

 

To prawda zagrałem w ponad trzystu filmach, co rzeczywiście daje mi drugie miejsce, ale prawdziwą „twarz”  dał mi  dopiero serial „Dom”. Był to serial tylko z nazwy, a faktycznie film fabularny: wybitny reżyser - Jan Łomnicki, precyzyjnie fotografowani aktorzy, plany ogólne, plany bliskie, kontrplany itd. Po tym serialu rzeczywiście stałem się bardzo popularny i właściwie muszę przyznać, że ten serial utorował mi drogę do kariery.

 

Twoi bohaterowie to prawdziwa gama różnorodnych postaci. Masz w swoim dorobku role, których się wstydzisz?

 

Niektóre role odrzucałem… Ale… kilka lat po stanie wojennym, kiedy skończył się już bojkot aktorów, a świecie artystycznym źle się działo, zaproponowano mi rolę w spektaklu teatralnym. Miałem zagrać typa, który prześladuje dwoje staruszków, sąsiadów. Przyjąłem tę propozycje. I pamiętam, jak będąc kiedyś w banku, podeszła do mnie pewna Pani i powiedziała słowa, które do dziś utkwiły mi w pamięci: „Panie Zbyciu…Ja i moją rodzina, do tego stopnia tak Pana lubimy, że moglibyśmy zjadać Pana po kawałku, ale niech Pan nigdy więcej nie gra takich ról.” Zacząłem się nawet tłumaczyć, że aktor jest  plasteliną w rękach reżysera, że jest to wyzwanie  ect. W każdym razie od tamtej pory postanowiłem grać wyłącznie pozytywnych bohaterów.

 

Chcesz powiedzieć, że Lawstorant- to typ pozytywny?

 

To śmieszny facecik. Miałem podobnego sąsiada. Można powiedzieć, że pierwowzór postaci wziąłem z niego: pewne ruchy, zachowania, ale nie do końca. Miałem taką scenę, ostatnią, gdzie Małgosi Pieczyńskiej wyznaję miłość. Było to wyznanie faceta, który wie, że nie zobaczy już obiektu swoich uczuć, że musi ją zostawić, ucieka od niej. Złapałem się na tym, że mówiąc ten tekst, cały się trzęsę. Bardzo to przeżyłem emocjonalnie szczególnie, że Małgosia wspaniale zagrała. Ale taką przyjemność aktor ma tylko grając w filmach fabularnych. Tam, gdzie od zera stwarza postać, buduje ją. W serialach, wpadam po drodze czytam scenariusz, uczę się roli. Raz, raz, raz, szybko póki pamiętam i bum zagrane. To jest takie trochę rutyniarstwo.

 

Zaczynałeś od zera. Teraz masz ugruntowaną pozycję zawodową, ale nadal pozostałeś sobą

 

Myślę, że pewne cechy charakteru, zachowania wynosi się to z domu. W tym zawodzie poza talentem, który dostaje się od Boga i  albo się go ma albo nie, techniką, której się człowiek uczy całe życie trzeba mieć odrobinę pokory. Miałem Ciotkę, która przed wojna była Słowikiem Warszawy, nazywała się Lucyna Szczepańska i była wielką gwiazdą. Karierę przerwała jej wojna. Wyjechała i mieszkała w Stanach, a jak wróciła ja byłem już aktorem. Powiedziała wtedy : „ Pamiętaj, Zbyniu, żebyś zawsze ładnie wyglądał. Używaj dobrej wody kolońskiej” Pamiętam, że poszła do Peweksu i  kupiła mi „Brutt”- ekskluzywną na owe czasy wodę za szesnaście dolarów. Dla porównania dżinsy kosztowały wówczas tylko dziesięć dolarów. Wręczy la mi ją i dodała: „Kochaj i szanuj ludzi, bo to kim jesteś, zawdzięczasz tylko i wyłącznie im”. Od tamtej pory mam to zakodowane. Dlatego, jak widzę jak się niektórym odbija przysłowiowa woda sodowa, trochę mnie to dziwi… Naprawdę wielcy aktorzy nigdy się tak nie zachowują. Są mili, sympatyczni.

 

Mówisz o młodzieży, która robi karierę w tasiemcowych serialach?

 

Dokładnie. Liznął taki rólkę serialową, raz zagrał i  już uważa się za gwiazdę. Zagrałem w prawie trzystu filmach, niech on zagra chociaż  w połowie tego, wtedy możemy dopiero rozmawiać. Ktoś odciska rękę w Międzyzdrojach, źle zachował się w stosunku do dziennikarzy, fotografowie go olali,  a on dalej myśli, ze nic się nie stało. Ludzie biją brawo, miejmy trochę pokory!

 

Ty nie czujesz się gwiazda?

 

Słowa „gwiazda” w ogóle nie używam. Gwiazda kojarzy mi się na przykład z Sophią Loren. Robertem de Niro. To są gwiazdy. Gwiazdę zna cały świat. Mnie zna cała Polska, więc nie czuję się gwiazdą. Czuję, że jestem rozpoznawany i niektórzy mnie mile odbierają. Kocham ludzi. Lubię z nimi rozmawiać. Czasem nawet specjalnie idę na bazar, aby pogadać i pośmiać się z niektórych opowieści. A, jak krzyczą za mną „Panie Zbyciu” i  kojarzą mnie z jakąś postacią z filmu, idę dalej.

 

Zbigniew Buczkowski z żoną, By Starscream - Praca własna, CC BY-SA 3.0, źródło Wikipedia Zbigniew Buczkowski z żoną, By Starscream - Praca własna, CC BY-SA 3.0, źródło Wikipedia

 

Ale poczucie humoru towarzyszyło Ci od dziecka...

 

Byłem bardzo pogodnym i wesołym dzieciakiem, co objawiało się różnie... Raz robiło się głupie dowcipy dziewczynom strasząc je zdechłymi myszami lub wkładaniem żab do tornistrów. Innym razem rzeźbiło dla swoich wybranek koraliki w drewnie.  Były też typowo męskie zabawy, jak robienie kopci. Państwo nie wiedzą co to kopeć? Już wyjaśniam: kiedyś taśma filmowa była łatwopalna, zwijało się ją w taki podłużny rulon, owijało gazetą, następnie podpadało, przydeptywało nogą i wtedy unosił się kłębiasty dym, który kopcił na wszystkie strony świata, zatruwając oczywiście świeże powietrze. A, ponieważ mieszkałem w tym czasie niedaleko wytwórni filmowej wspólnie z chłopakami, co jakiś czas urządzaliśmy sobie takie niewybredne zabawy.

 

 Generalnie jednak chyba nikt – w tym okresie-  nie miał  wam tego za złe?

 

 Sąsiadki mnie kochały, bo poza grzecznym ukłonem na „dzień dobry” zawsze śpiewałem im piosenki. A w tamtych czasach miałem piękny głos…/śmiech/ Piosenka Mama sontanto Felicje w moim wykonaniu przeszła niemal do historii. Dostawałem za nią mnóstwo cukiereczków i byłem pieszczotliwie głaskany po głowie. Mogę śmiało powiedzieć, ze byłem dzieciakiem, którego wszyscy lubili. Pamiętam nawet, że miałem narzeczoną, którą nosiła mi ze szkoły tornister.  Teraz mieszka w Kanadzie i kiedy niedawno przyjechała mile wspominaliśmy tamte czasy. Oczywiście dorastając zyskiwałem coraz większe grono wielbicielek, z których niektóre stawały się moimi sympatiami. Im też śpiewałem, ale już inny repertuar: „Nie płacz, kiedy odjadę…” .Wszystkie płakały i  dalej się we mnie kochały. W każdym razie lata młodości wspominam z wielkim sentymentem.

 

W czasach dorosłych również lubiłeś robić kawały, pamiętam, że lubiłeś się przebierać….

 

To prawda lubiłem chodzić na bale przebierańców, ale wtedy jeszcze kostiumy szyło się tzw. własnym sumptem. Dużo lat później byłem na jednym z lepszych imprez jednego z tygodników, transmitowanej  przez TVP- 2, gdzie pierwsze miejsce zdobyła Grażyna Torbicka, jako Charles Chapplin, a ja wystąpiłem w kostiumie Chińczyka. Pamiętam, jak podszedł do mnie Tadziu Drozda i mówi” Kurde Mol, masz taki strój w ciapki, jak moja marynarka. A myślałem, że nikt mnie nie zaskoczy”.

 

Na co dzień ubierasz się jednak sportowo.  Nie lubisz garniturów?

 

Mam całą szafę garniturów, całą szafę koszul i całą szafę butów. Ale, jak nie raz mówi moja żona” „Ty się w ogóle nie potrafisz ubrać” jest w tym dużo racji, ponieważ na co dzień chodzę  w strojach niezobowiązujących. Myślę jednak, że z wiekiem się to zmieni. Niedawno byłem na festiwalu filmowym w Gdyni i specjalnie pojechałem samochodem, aby zabrać dodatkowe garnitury, cztery pary butów, aby codziennie nie występować w tej samej marynarce. I przydały się./śmiech/.

 

 

Reżyserzy i producenci doceniają Twoje poczucie humoru. W 2000 r. scenarzysta- Krzysio Jaroszyński zaproponował Ci główną rolę w serialu „Graczykowie”. Twoją żonę zagrała Joasia Kurowska, a przyjaciela z wojska zwanego „Bułą” -Paweł Wawrzecki. Od początku na planie panowała zabawowa atmosfera.  Producenci chyba świadomie wybrali taki „garnitur” aktorów- tych z wybitnym poczuciem humoru.

 

Tego nie wiem, ale nic dziwnego, że reżyser miał za swoje… Podczas wypowiadanych dialogów, mówiąc żargonem aktorskim - tak często się „gotowaliśmy”, że wiele scen wielokrotnie powtarzano. Wystarczyło, ze ktoś spojrzał w nieodpowiednim momencie, zrobił znacząco minę do kolegi i wszyscy wybuchali salwami śmiechu. Nie dało rady! Ale, jak to w komedii. Zwykle jest to bardzo sympatyczna praca. Najtrudniejsze, że trzeba udawać, ze jest się bardzo poważnym do sytuacji, która w oczach widza ma być bardzo śmieszna. Początkowo „Graczykowie” uchodzili za serial zbyt inteligentny dla przeciętnego widza, dopiero teraz widać, ze był to serial trafiony w dziesiątkę. Dzisiaj już uchodzi za kultowy.

 

Słyszałam, że podczas kręcenia odcinka o sobowtórach pani scenograf omal nie doznała konsternacji?

 

To był-, bodajże pięćdziesiąty odcinek. Ja- byłem przebrany za Hitlera, Joasia Kurowska -za Marlin Monroe, Paweł - za Cherr.  Skończyliśmy nagranie, wszyscy prócz Pawła Wawrzeckiego zdążyli się już rozcharakteryzować, zdjąć kostiumy, gdy niespodziewanie do garderoby weszła Pani scenograf. Na widok Pawła- jako kobiety- w męskiej garderobie powiedziała speszona:” Przepraszam. Dzień dobry Pani” i natychmiast zrobiło się śmiesznie. A, że po kilkugodzinnych zdjęciach strasznie chciało nam się pić, zaproponowałem Pawłowi, że skoczymy do pobliskiego sklepiku  po coca colę…?/śmiech/. Zasugerowałem, żeby dla tzw. jaj  już się nie przebierał. Paweł początkowo mocno się opierał, ale w końcu  dał się namówić. A, że nawet, jak na kobietę był ubrany przesadnie kolorowo i miał mocny makijaż wszyscy zwracali na nas uwagę. Jego postać wzbudzała duże zainteresowanie nie tylko pań, ale i panów. Gorzej było z jego wizerunkiem fizycznym. Jego kształty trochę jednak odbiegały od kształtów kobiecych, a szczególnie krzywe nogi wystające spod spódnicy. Ale to też było fajne, bo kobitka z krzywymi nogami jest nawet ekscytująca. Z Pawłem znamy się ponad trzydzieści lat i odkąd tylko pamiętam zawsze był wesołym, pogodnym chłopakiem, więc będąc w sklepie mogłem pozwolić sobie, aby dla żartu klepnąć go w tyłek. Paweł zareagował z piskiem, a sprzedawczyni spojrzała na mnie zgorszona. Zapytała Pawła: „ Co dla Pani?” A, gdy ten nadal piszczącym głosikiem poprosił o colę,  na chwilę zwiesiła na nim wzrok, ale podała napój nie rozpoznając go. Do samego końca była przekonana, że to kobieta. Kiedy spoglądam na tę fotografię zawsze się śmieje. Lubię otaczać się ludźmi pogodnymi i przepraszam za sformułowanie, ale nie znoszę „smutasów” takich, co to bez przerwy na coś narzekają., Lubię ludzi optymistycznie patrzących na życie. To jest właśnie klucz do młodości, długowieczności. A ”Z jakim przystajesz, takim się stajesz”.

 

Dziękuję Ci Zbyszku za tę uroczą rozmowę, no i z tobą przystaję…

 

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?