Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

ZBIGNIEW BUCZKOWSKI: W PASZCZY REKINA

Opublikowany 2017/11/24

ze ZBYSZKIEM BUCZKOWSKIM
rozmawiała Teresa Gałczyńska
Foto: FAKT.plze ZBYSZKIEM BUCZKOWSKIM rozmawiała Teresa Gałczyńska Foto: FAKT.plZawsze uśmiechnięty, choć nie miał łatwego dzieciństwa, wychowywał się bez ojca, a w domu się nie przelewało. Mimo to osiągnął sukces. Niedawno mógł uczcić z honorami pamięć swojego tragicznie zmarłego ojca.  Nie przeszkodziło to młodemu chłopakowi, aby wspiąć się na sam szczyt. Zagrał w ponad stu filmach i serialach.

 Poczucie humoru towarzyszyło Ci od dziecka?


Byłem bardzo pogodnym i wesołym dzieciakiem, co objawiało się różnie... Raz robiło się głupie dowcipy dziewczynom strasząc je zdechłymi myszami innym razem wkładałem żaby do tornistrów. Albo rzeźbiłem dla swoich wybranek serca koraliki w drewnie. Były też typowo męskie zabawy, jak robienie kopci.


 Co to jest kopeć….?


Już wyjaśniam… Kiedyś taśma filmowa była łatwopalna, zwijało się ją w taki podłużny rulon, owijało gazetą, następnie podpadało, przydeptywało nogą i wtedy unosił się kłębiasty dym, który kopcił na wszystkie strony świata, zatruwając oczywiście świeże powietrze. A, ponieważ mieszkałem w tym czasie niedaleko wytwórni filmowej – to Foto.swiatseriali.plFoto.swiatseriali.plwspólnie z chłopakami, co jakiś czas urządzaliśmy sobie takie niewybredne zabawy i nikt nie miał nam tego za złe. Sąsiadki mnie kochały, bo poza grzecznym ukłonem na „dzień dobry” zawsze śpiewałem im piosenki. A w tamtych czasach miałem piękny głos…/śmiech/ Piosenka Mama sontanto Felicje w moim wykonaniu przeszła niemal do historii. Dostawałem za nią mnóstwo cukiereczków i byłem pieszczotliwie głaskany po głowie. Mogę śmiało powiedzieć, ze byłem dzieciakiem, którego wszyscy lubili i kochałem wakacje, bo na podróże wtedy nie było nas stać.


Za to rekompensujesz je sobie teraz. Pamiętasz swoją najbardziej egzotyczną podróż?

Foto.wikipedia.plFoto.wikipedia.pl
Pamiętam, jak kilka lat temu z przyjaciółmi postanowiliśmy popłynąć ich ekskluzywnym jachtem szlakiem Wikingów, do Norwegii, Finlandii i Szwecji. Przyjechaliśmy z żoną do Świnoujścia, skąd cała nasza ferajna wsiadła na jacht i ruszyliśmy w rejs do portu w Ysld w Szwecji, a stamtąd wybrzeżem skierowaliśmy się ku Norwegii. Płynęliśmy Morzem Norweskim. Przenocowaliśmy w Oslo i dalej w drogę. Pogoda była bajeczna, żadnej chmurki, upał. Postanowiliśmy zrobić sobie małą kąpiel. Wskakiwaliśmy do morza po kolei, robiąc przy tym dużo hałasu. Dziewczyny piszczały rzucając sobie dla zabawy koła ratunkowe. Faceci próbowali je podtapiać. Panowała sielanka, ja miałem ochotę popływać, więc nawet nie zauważyłem, jak w mgnieniu oka oddaliłem się od pozostałych. Nagle zauważyłem jakieś przeraźliwe krzyki i gesty moich przyjaciół, którzy znaleźli się już na pokładzie i głośno krzyczeli: „Zbyniu wracaj, rekin, wracaj !”


Posłuchałeś tego apelu?


Skądże! Wprawdzie zawróciłem, ale płynąłem bez pośpiechu myśląc, że robią sobie jaja, aby mnie nastraszyć. Zdziwiło mnie tylko, ze jeden przez drugiego wyrywają sobie z rąk lornetkę, patrzą w morze, machają rękami. Będąc opodal jachtu ujrzałem przerażenie na twarzy mojej żony Jolki, która nie krzyczała, ale wyglądała balada, jak z marmuru. W jednej sekundzie zrozumiałem, że to nie sa żarty. Katem głowy obejrzałem się za siebie. Za mną był wielki rekin, który błyskawicznie się do mnie zbliżał. Nie wiem, jak to zrobiłem, ale płynąłem tak szybko, jakbym walczył z największy pucharów mistrzostw świata. Gdy wchodziłem na drabinkę, wciągany z krzykiem przez moich towarzyszy, zobaczyłem za sobą ogromna paszczę rekina i do dziś czuję ten specyficzny zapach: ni to ryby, ni śmierci. Gdy znalazłem się już na pokładzie mięśnie odmówiły mi posłuszeństwa. Osunąłem się na ster burty i chyba z godzinę siedziałem w osłupieniu, nie wydobywszy z siebie żadnego dźwięku. Nie byłem w stanie utrzymać nawet szklanki Whisky, która mi podano. Poszczucie humoru kompletnie mnie opuściło.


To wydarzenie przerwało waszą wycieczkę czy kontynuowaliście podróż?


Oczywiście, że kontynuowaliśmy. Zamierzaliśmy dopłynąć do najbardziej wysuniętego na północ punktu Europy Nordkapp w kierunku przylądku Północnego i tak się stało. Przyjaciele żartowali strasząc mnie i szczękając zębami , ale nikt z nas już w morzu się nie kąpał. Po kilku dniach zażywaliśmy kąpieli dopiero w jeziorze Inami. Ale i tam, każdy z nas miał oczy naokoło głowy.


Doskonale wyglądasz, nagrałeś swoja pierwszą płytę i poczucie humoru cię nie opuszcza. To klucz do długowieczności?

Foto.poomponik.plFoto.poomponik.pl
 Lubię otaczać się ludźmi pogodnymi i przepraszam za sformułowanie, ale nie znoszę „smutasów”. Takich, co to bez przerwy na coś narzekają., Lubię ludzi optymistycznie patrzących na życie. To jest właśnie klucz do młodości, długowieczności. A ”Z jakim przystajesz, takim się stajesz”.

Dziękuję za rozmowę

 

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?