Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Jerzy Połomski: Cała sala płakała

Opublikowany 2016/03/13

13 grudnia 1981 roku wprowadzono na terenie całego kraju stan wojenny. Czuło się od dawna, że coś się stanie, że coś się szykuje złego, jednakże to, co nastąpiło spowodowało szok na całym świecie. W tym czasie Jerzy Połomski był już na swoim kolejnym tournee za oceanem. Wiadomości z Polski dotarły do niego w Chicago, niemal równocześnie z rozpoczynającymi się koncertami.

By Kinga Szafruga - Praca własna, CC BY 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=36958873By Kinga Szafruga - Praca własna, CC BY 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=36958873Właśnie omawiał ostatnie szczegóły z muzykami, gdy do garderoby wpadł podenerwowany impresario. Nie wiedział czy występ się odbędzie, bo publiczność protestuje. Wszystko było przygotowane, bilety wykupione, afisze rozlepione w całym mieście. A jednak przed pamiętnym pierwszym występem publiczność polonijna zachowywała się dziwnie. Inaczej. Pan Jerzy uznany wśród polonusów artysta witany, jak zwykle z radością i entuzjazmem doświadczył tym razem dziwnego uczucia przedpremierowej niepewności. To nie była ta sama widownia, co dawniej. W ludziach zaszła jakaś zmiana, więcej w nich było refleksji, zadumy i smutku. Zresztą i on sam, pełen rozterek, wahań i niepewności nie wiedział, co robić. Wracać do Polski, nie wracać? Jak się zachować, co zrobić, by jego występy, tu w Chicago mieście największego skupiska Polaków miały sens i trafiły do ludzi. A może odwołać koncerty, …Co tak wzburzyło polonijną widownię?

 

Pierwszy raz w swej karierze nie czuł się dobrze w swej roli, a przygotowany repertuar zupełnie nie pasował do powagi chwili. Na domiar złego piosenkarska wizytówka artysty, czyli „Cała sala śpiewa z nami” stała się niefortunnie tytułem programu, widniała na afiszach i plakatach, co mogło oznaczać całkowitą klęskę. Jak to – pytała polonia – tam strzelają i zamykają ludzi, a tu mamy się bawić i tańczyć?

               Winę ponosił impresario nawet ze skruchą sam się do tego przyznawał.. Źle wybrał tytuł.  Nie przewidział rozwoju wypadków, całkowicie nie wczuł się w nastrój chwili, zbagatelizował doniesienia z Polski.  Ale nie było wyjścia. Plakaty zostały wydrukowane. Impresario czuł się jednak winny. Jego gorączkowe zabiegi, by ratować prestiż piosenkarza, nie odwoływać spotkań z publicznością, rozpoczęły się równolegle z pracą Połomskiego nad zmianą repertuaru całego występu. „ Ta piosenka – wspomina piosenkarz – bezpretensjonalna, lekka, przyjemna, niemal chóralna, piosenka dobra i na potańcówkę i nawet karnawałowy bal, tym razem nie pasowała w ogóle. Mogła stać przyczyną mojej porażki,  obrazić uczucia widzów. Byłem potwornie zdenerwowany, jak nigdy dotąd.  Utwór, który bardzo często otwierał i zamykał występy Połomskiego, którego przecież zawsze głośno domagała się sama publiczność, tym razem nie trafiał w swój czas.

- Oprotestowali mi „całą sale”, nie chcieli jej – wspomina dziś piosenkarz – i wcale się publiczności nie dziwię. Od mojego refleksu i wrażliwości zależało teraz czy wyjdę z twarzą, Czy sprostam wymogom czasu, to było moje: „Być albo nie być!”-  na amerykańskich scenach. To była walka z czasem.

Nie było czasu na próby, na gruntowną reorganizacje występu, ale Połomski idealnie wyczuł, czego oczekiwali słuchacze – zadumy, refleksji, innych doznań, poważniejszych przeżyć, jakiegoś zjednoczenia się z krajanami. Na szczęście miał w repertuarze sporo piosenek głębszych i odważniejszych, całkowicie odległych od dancingowych wzruszeń.

                 Gdy jego manager jeździł po mieście i zmieniał tytuły na plakatach,  piosenkarz przygotowywał się do występu…

      Wreszcie zapaliły się reflektory, na widowni zapanowała cisza. Pan Jerzy wszedł w krąg światła, stanął na scenie. Sala była o dziwo pełna.  Powitały go brawa, co dodatkowo dodawało mu otuchy. Nie  zamierzał śpiewać swojego przeboju. Wystąpił  w całkiem odmiennym repertuarze, stosowym do czasu i chwili. Jednak, gdy skończył i rozległy się gromkie oklaski… ktoś nagle cichutko zanucił „  Był raz bal na sto par, pan wodzirej wprost szalał…. Canto – z „Cała sala śpiewa z nami” podchwycili je inni. Nie mógł ich zawieść. Zaśpiewał najlepiej, jak potrafił. Publiczność delikatnie skandowała tekst, który znała na pamięć, ale po policzkach spływały im łzy. To było wspólne zwycięstwo. Artysty i publiczności.

Jak większość kolegów- piosenkarzy, których stan wojenny zastał na obczyźnie Jerzy Połomski miał  również wewnętrzny dylemat…  Czy wracać?  Postanowił, ze zostanie i będzie  zbierać na koncertach pieniądze dla Polski. Publiczność wrzucała dolary do puszek, przedstawiciele widowni liczył je na oczach wszystkich, a zebrane kwoty przekazywano od razu, do kraju.

              Z biegiem czasu, gdy emocje opadły, a stan wojenny zawieszono Jerzy Połomski powrócił do lżejszego repertuaru, ale zawsze towarzyszyła mu  piosenka Cała sala śpiewa z nami . Była oczekiwana i potrzebna, jak wtedy w tych trudnych czasach, gdy  domagano się jej bisów.

Do kraju wrócił po 3 latach.

Teresa Gałczyńska

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?