Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Marian Dziędziel: Nigdy nie miałem chorobliwych ambicji

Opublikowany 2016/09/26

Na co dzień ciepły, niesłychanie skromny nie ma pamięci do ludzkich twarzy, ale błyskawicznie  zapamiętuje liczby:  NIP-y, pesele i inne kody wpadają mu od razu do głowy. Z człowiekiem musi porozmawiać, żeby go zapamiętać. W młodości klasyczny amant, z wiekiem zaczął grywać role mężczyzn o skomplikowanym wnętrzu i niekoniecznie jasnej przeszłości. Równie dobrze przychodzi mu granie uosobienia dobroci, co czarnych charakterów.  

Marian Dziędziel, fot. Sławek, źródło WikipediaMarian Dziędziel, fot. Sławek, źródło WikipediaMarian Dziędziel należy dzisiaj do grona najpopularniejszych aktorów w Polsce, ale szczyt jego popularności przyszedł stosunkowo niedawno. Zaczęło się od „Gier ulicznych”  K. Krauzego i filmu „Wesele”- W. Smarzowskiego, którym udało się wydobyć z aktora prawdziwe pokłady talentu, która to  rola wyróżniona została nagrodą na festiwalu filmowym w Gdyni /2004/  Podobnie było z  Bitwą warszawską 1920 , gdzie zagrałgenerała -Tadeusza Rozwadowskiego.  Oglądaliśmy go również w serialach: Egzamin z życia, Kryminalni, Na dobre i na złe”, Oficerowie.

            Od tamtej pory w zasadzie nie schodzi z planu. Dlatego pytany o tzw. „chude lata” mówi: „ Bez problemu je akceptowałem.. Nigdy nie miałem chorobliwych ambicji, parcia na szkło. Brałem tylko to, co przyniósł mi los.Dziędziel był wprawdzie aktorem doskonale rozpoznawalnym, gwiazdą Teatru im. Słowackiego, ale niekoniecznie docenianym przez media i reżyserów.  

                  Urodził się 05.08.1947 r. w Gołkowicach. Do dzisiaj z sentymentem wspomina kościół Sw. Anny, gdzie był ministrantem, mamę Waleskę, która umiała się cieszyć najmniejszym sukcesem syna, ale nieraz w kąciku uroniła łzę i ojca- Henryka- twardego, jak skała, który łagodniał, jak dziecko- ucząc młodzież w kościelnym chórze . Był animatorem życia kulturalnego we wsi, kupował książki i był dla syna wielkim autorytetem. 
Gdy zmarł mając zaledwie 66 l.- Marian choć już dorosły mężczyzna bardzo to przeżył.

             W młodości Marian myślał o wielu zawodach. Jednak świadomość, że Franciszek Pieczka pochodził z sąsiedniej wsi, z tej samej parafii- przeważyła na wyborze aktorstwa. -Przecież ja pochodziłem  z Golkowic. Miałem silniejszy śląski akcent niż koledzy z Wodzisławia Śląskiego, którzy w liceum podśmiewali się z mojego sposobu mówienia wierszy.

         Wtedy narodziła się w nim przekora. Chcąc im – a właściwie głównie sobie - udowodnić, że jego też na coś stać, poszedł na studia aktorskie. Podczas egzaminu wstępnego wywołał nie lada sensację recytując fragmenty  ‘Pana Tadeusza’- śląską gwarą.  Na koniec profesorowie PWST: reżyser Władysław Krzemiński i aktor Roman Stankiewicz podeszli do niego mówiąc : ‘Przyjmiemy pana. Ale proszę obiecać, że w ciągu pół roku nauczy się pan posługiwać prawidłową polszczyzną’. ‘Ja – odpowiedził po śląsku podniecony faktem Marian, że zdał do PWST-  Naucza sie...’.

 Po latach przyznaje, że z tą polszczyzną lekko nie było…. , chociaż znajomość gwary śląskiej okazała się  również po latach jego wielkim kapitałem, który wykorzystywali reżyserzy słuchowisk radiowych i seriali telewizyjnych.

Jako rodowity Ślązak, pochodzący z tradycyjnej, śląskiej rodziny często pojawiał się w filmach opowiadających o tym regionie. W tym kontekście, nie dziwi fakt, że debiutował u Kazimierza Kutza w filmie „Sól ziemi czarnej” (1969).
Rok wcześniej nastąpił jego debiut na małym ekranie w jednym z odcinków „Stawki większej niż życie” (1968).
                       U Kutza wystąpił później wielokrotnie: w filmach „Perła w koronie” (1971) i „Śmierć jak kromka chleba” (1994) oraz w serialu „Sława i chwała” (1997). W 1980 zagrał z Andrzejem Grabarczykiem w poetyckim obrazie Janusza Kidawy, w całości mówionym śląską gwarą - „Grzeszny żywot Franciszka Buły”.

Marian Dziędziel w filmie Komornik, źródło: http://fototeka.fn.org.plMarian Dziędziel w filmie Komornik, źródło: http://fototeka.fn.org.plKrakowską PWST Marian Dziędziel skończył w 1969 roku i od razu Bronisław Dąbrowski przyjął go do swego zespołu. Rozpierała mnie duma, a jednocześnie czułem rodzaj zażenowania, gdy usłyszałem, jak rozmawiał przez telefon: ‘W tym pokoju po Kamasie, czy tam jest okno?... To dobrze. Będzie tam teraz mieszkał młody aktor. Amant... To niech Ambrożka przygotuje...’.

                   W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych Marian Dziędziel był również stałym wykonawcą Piwnicy pod Baranami,  odtwórcą przewrotnych tekstów Wiesława Dymnego i jednym z czołowych wokalistów pod czujnym okiem  Zygmunta Koniecznego. Śpiewał ‘Sadźmy, przyjacielu, róże’ do tekstu Seweryna Goszczyńskiego, pierwszą piwniczną kompozycję Zbigniewa Preisnera, który wówczas nazywał się jeszcze Kowalski. Pisał dla niego piosenki Jan Kanty Pawluśkiewicz i autor muzyki do hymnu ‘Dezyderata’ Piotr Walewski, który wyjechał  potem do Niemiec.

Poza sporą dawką radości i beztroskiej zabawy, zanim odszedł do kabaretu Jama  Michalikowa-  Piwnica pod Baranami dała Marianowi Dziedzielowi znakomite przygotowanie muzyczne i stricte kabaretowe. Był nawet w Śląskim Seminarium Duchownym w Krakowie w latach siedemdziesiątych, za czasów rektorowania księdza Damiana Zimonia. Jednak nie jako student, lecz pracownik uczący dykcji.

       Zmienił też wielu dyrektorów teatru, dziesiątki reżyserów zanim sprawne oko Wojciecha Smarzowskiego wydobyło go na plan pierwszy.- Od razu udało nam się nawiązać prawie metafizyczne porozumienie- wspomina aktor.  Ale nie tylko  metafizykę czuć było na planie  „Wesela”, były też sceny zabawne, jak ta, kiedy filmowa żona Marian Dziedziela- Wojnarowa/Iwona Bielska/  przyłapuje go na niewierności i niewiele myśląc, usiłuje rozpustnika oblać weselnym bigosem, co niestety jej się nie udaje. Po kilku klapsach udało jej się aż za dobrze, bo oblała też samą siebie.

***

Marian Dziędziel w filmie Sól ziemi czarnej (1969), źródło: http://fototeka.fn.org.plMarian Dziędziel w filmie Sól ziemi czarnej (1969), źródło: http://fototeka.fn.org.plW krakowskiej PWST poznał też swoja przyszłą i jedyną żonę Halinę Wyrodek, gwiazdę "Piwnicy pod Baranami" , najbardziej znaną z "piwnicznej" piosenki:  kompozycji Zygmunta Koniecznego do słów Tadeusza Śliwiaka Ta nasza młodość. Utwór ten w jej wykonaniu stał się żelaznym punktem repertuaru "Piwnicy pod Baranami" i jednym z hymnów kabaretu. W latach 1969-91  oboje pracowali  w tym samym teatrze Słowackiego. Uchodzili za znakomite małżeństwo. Ciepłem domowego ogniska przyciągali do swojego domu wielu ludzi. Wielkim poważaniem cieszył się też w domu Gucio- jak mawia pan marian – kundel podhalański, którego dzieci przyniosły do domu i tak już został.- Nie wszyscy ludzie, którzy maja zwierzęta są dobrzy. Zależy, jak je traktują. Przyjaciele chętnie ich odwiedzali, siadali przy kominku pili wino, latem w altance i śpiewali.

         Śpiew umilkł w domu wraz pojawieniem się długotrwającej choroby nowotworowej żony.  Zmarła 12 sierpnia 2008 rano, w krakowskim szpitalu im. G. Narutowicza. 18 sierpnia została pochowana na cmentarzu w Olkuszu w rodzinnym grobie, obok matki i siostry.

Taka tragedia nie mija, ale przyjaciele, rodzina robią swoje. Panu Marianowi pozostały kochające go córki Agnieszka i Joasia, a także wnuczka Natka. Ma też dalszą rodzinę, która mieszka w Golkowicach, gdzie wciąż stoi ich stary dom, gdzie mieszka brat Bogusław/ młodszy 10 lat/ i jego trzy córki: Basia, Magda i Zuzia z rodzinami. Gdy jedzie w rodzinne strony najbardziej go cieszy, gdy słyszy  „O, Maryś idzie”. Niestety, ludzi, którzy tak za nim wołają, jest coraz mniej. Teraz cieszy go każdy dzień i każdy wschód słońca. Sława, popularność i nawet jubileusze nie są ważne. Najważniejsza jest rodzina i to, że wreszcie odnalazł wewnętrzny spokój.

Teresa Gałczyńska

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?