Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

MOŻE ZA MAŁO MARZYŁEM

Opublikowany 2016/04/09

Z  IRENEUSZEM KOCYŁAKIEM i ILONĄ KUŚMIERSKĄ rozmawia Teresa Gałczynska

Ireneusz Kocyłak, fot. Iza MikułaIreneusz Kocyłak, fot. Iza MikułaO Irku wiemy niewiele dlatego postanowiłam zacytować jego biografie z Wikipedii

Biografia

 

W 1967 ukończył Wydział Aktorski Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie.

Pracował w Teatrze im. St. Jaracza w Olsztynie (1967-70), Teatrze Ziemi Mazowieckiej w Warszawie (1970-73), w warszawskimTeatrze Syrena (1973-82) oraz w Teatrze Współczesnym (1982-2010).

Twórczość literacka[edytuj]

Wydał tomiki wierszy: Ruchomy Teatr (1994), Psalmy Judasza (1995), Zapiski niedowiarka (2005), Para za parą (2010), Nieziemskie rozkosze (2011), Akrostychy (Imionnik serdeczny, Typy dla Ksantypy) w 2012 i Bosski świat – poemat satyryczno-polityczny w 2013.

W wydaniu książkowym ukazały się sztuki: Koktajl Mołotowa (2001), SkansenMade in Poland (1996), Siewcy wiatru [Odbicia, Znienacka, Na niby] (2010) oraz Dramaty (Letarg, Mgła) w roku 2013.

Jako dramaturg debiutował sztuką Kochać bliźniego w Teatrze Popularnym w Warszawie. Wystawił również Komedię rodzinną wTeatrze Współczesnym we Wrocławiu i Ostry makijaż w stołecznej Syrenie. Teatr Polskiego Radia w Warszawie zrealizował słuchowiskaBez jakichkolwiek podejrzeńZa rok, za dzień, za chwilęMaski oraz Źródło prawdy o sobie samym.

Laureat konkursów na polską sztukę współczesną w Bydgoszczy i Wrocławiu (Made in Poland , ŚwiatłoŻyjąc w łagodnym rytmie serca).

Wiersze publikował w "Poezji", "Kulturze", "Barwach", "Akancie", a także w olsztyńskim i warszawskim Radiu. Drobne utwory satyryczne drukował w stołecznych "Szpilkach".

Zajmuje się także pisaniem tekstów piosenek. Współpracował m.in. z kompozytorami A. SkorupkąJ. Ptaszynem WróblewskimJ. A. Markiem, M. Górnym i wokalistami: D. Rinn,R. RolskąE. JodłowskąJ. PołomskimJ. StępowskimT. Woźniakowskim, który także skomponował muzykę do wielu jego tekstów. Z Ryszardem Poznakowskim napisał musicalOstry makijaż (Make-up), prapremiera w Teatrze Syrena; także nagranie płytowe w 1992. Aktualnie współpracuje z Ryszardem Pieczarą i młodym kompozytorem i wokalistąArturem Frączkiem, a także z aktorką i wokalistką Joanną Jeżewską.

Sporadycznie zajmuje się literaturą dla dzieci – w 1990 opublikował książeczkę dla najmłodszych pt. Dziwne zwierzę oraz w 2012 zbiór wierszy i bajek dla dzieci pt. Podróże Pana Sójki i inne bajki wydane przez Stowarzyszenie Oświatowe Sycyna .

Ceniony autor szarad i drobnych form szaradziarskich[potrzebne źródło], od lat współpracuje z warszawską "Rozrywką".

Linki zewnętrzne[edytuj]

Zródło WIKIPEDIA

 

Ilona KuśmierskaIlona KuśmierskaZ Ilonką ukazał się już na SWIECIE WEDŁUG TESSY obszerny artykuł, więc tylko dla przypomnienia. Oboje są moimi przyjaciółmi.

Ilona Kuśmierska po skończonych się zdjęciach próbnych do „Samych swoich” niespełna 18-letnia wówczas Ilona wyjechała z rodzicami na Węgry. Tam, dowiedziała się przez radio, że reżyser- Sylwester Chęciński podjął decyzje odnośnie obsady serialu i jest niezwłocznie poszukiwana. Musiała przerwać wakacje i wracać sama pociągiem do Warszawy. Nie żałuje, bo ten właśnie film otworzył jej drogę do kariery i popularności, która trwa do dziś.

 

Imiona

dzieci: Adriana, Beata, Krzysztof

zięciowie, synowa: Antoni, Wojciech, Izabela

wnuki: Mateusz, Agnieszka, Michał, Magdalena, Paweł, Karol

 

Wasze pierwsze spotkanie, gdzie? Czy w PWST?

 

Ilonka-  Wydaje mi się, że koleżanki i koledzy byli przekonani o tym, że jesteśmy dla siebie stworzeni dużo wcześniej od nas samych. Budzę się kiedyś, a stoi nade mną koleżanka i mówi „Perełko, rzucasz się i krzyczysz przez sen Irek, Irek”.  Irka wtedy jeszcze nie znałam, ale dość szybko okazało się, że to jest właśnie ten, z którym chcę spędzić całe życie... 

Irek- To było na III roku w PWST. Wróciłem do szkoły spóźniony o dobry miesiąc, zachorowałem w wakacje. Oczywiście byłem ciekawy dziewcząt z pierwszego roku, kogo przyjęli… Na

I piętrze, obok sal wykładowych urzędowała szkolna Matka, która robiła herbatę. Miałem ochotę na sypaną z cytryną, wszedłem do „herbaciarni” i zatkało mnie. W kostiumie, tzw. trykotach, wyciągało rękę po szklankę filigranowe blond bóstwo z wcięciem jak osa. Stałem i gapiłem się, z uśmiechem zrobiła mi miejsce przy bufecie. Stałem i patrzyłem, zapomniałem języka w gębie. Po czym… odwróciłem się na pięcie, i… wybiegłem na korytarz. Cholera, trafiła mnie, w samo serce. Nawet się nie przedstawiłem. Szybko jednak wróciłem do rzeczywistości. Byłem do tyłu o kilka tygodni, trochę trzeba było nadrabiać, koledzy już od ponad miesiąca ćwiczyli sceny. No i te stosy lektur do przeczytania! Siedziałem więc wszystkie niedziele w Dziekance (akademiku) z nosem w książkach, i koledzy z pokoju postanowili coś z tym zrobić: oderwać mnie od Arystofanesa i zainteresować mną jakąś dziewczynę. Wiedzieli którą, wygadałem się. Atak był frontalny. Koleżanki z pokoju Ilony wmawiały jej, że przez sen powtarza moje imię, a moi koledzy „podpuścili” mnie, że Ilona czeka na mnie przy pierwszym z brzegu stoliku na śniadaniu. Podszedłem, dzień dobry, można? Oczywiście… I nic. Czekałem, że powie o co chodzi, tymczasem ona była w takiej samej sytuacji jak ja. Spodziewała się informacji w czym może mi pomóc… Na szczęście potem wszystko poszło szybko. Basia Lanton, moja koleżanka z roku z premedytacją zaprosiła na imieniny pierwszoroczną studentkę… I tańczyłem tylko z nią.

 

Ilona Kuśmierska i Ireneusz Kocyłak, fot. Jerzy KowalskiIlona Kuśmierska i Ireneusz Kocyłak, fot. Jerzy Kowalski

 

Co najbardziej cię zainteresowało w drugiej osobie, że w końcu doszło do ślubu?

 

I.-  Był blady, bardzo szczupły, czarno i długowłosy. Taki Jean-Pierre Léaud z filmów Truffauta. Delikatny, utalentowany, ulubieniec prof. Bardiniego i Jana Kreczmara. Podziwiałam go na szkolnej scenie. Rodzinny, w domu czyściutko, ciepło, i pyszne jedzenie mamy. No i jeszcze pisał wiersze!

Ir.- Kurczę, całokształt. Aparycja, wygląd. Wdzięk. Spontaniczność. Fajnie nam się gadało, pisałem nawet dla niej wiersze. Nie było innej opcji – musieliśmy być razem. Chociaż Ilona miała dopiero 19, a ja 21 lat. Stało się!

Jakie było twoje pierwsze wrażenie, gdy dowiedziałeś się o ciąży….

I.- Bałam się, czy damy sobie radę, miałam przed sobą jeszcze dwa lata studiów. Byłam pierwszą studentką PWST, która w trakcie studiów zdecydowała się urodzić dziecko. A wkrótce okazało się, że będziemy mieli bliźnięta… 

Ir- Zaskoczenie. To niemożliwe! Panika. Trzeba coś z tym zrobić… Na szczęście kochaliśmy się, to była naprawdę wielka miłość. A miłość… wszystko zwycięża. Tak, tak! Miłość i… pomoc rodziców.

 

Jak godziliście dom z pracą zawodową, czy dzisiaj któreś z Was ma pretensje do losu, ze mogło zrobić więcej dla swojej kariery, a życie podyktowało inny scenariusz?

 

I. – Miałam bardzo dużo propozycji pracy w telewizji, w radiu i dubbingu, ale zawsze były domowe obiady, choćbym musiała gotować w nocy. Odwożeniem dzieci na dodatkowe zajęcia dzieliłam się z innymi matkami. Obowiązków szkolnych córek pilnował Irek. Prowadziliśmy dom otwarty, często bywali u nas znajomi, rodzina. Byliśmy młodzi, więc na wszystko starczało sił.

Ir.- Różnie bywało, w młodości gra się sporo, goni się za groszem. Czasem przyjeżdżała na jakiś czas mama, pomagały siostry…  Zdarzało się, że w tym samym czasie oboje mieliśmy jakieś niezłe propozycje grania i trzeba było wybierać: któreś, dla dobra dzieci, rezygnowało. Na szczęście, nigdy nie było między nami zawodowej rywalizacji, dogadywaliśmy się. Może dzięki temu jesteśmy ze sobą 45 lat? Dzisiaj wiem, że wszystkie doświadczenia są nieodzowne. Niczego bym nie zmienił w przeszłości, wszystko było potrzebne. To dobre, gorsze, i to takie sobie.

 

Ilona Kuśmierska i Ireneusz Kocyłak, fot. Krzysztof KocyłakIlona Kuśmierska i Ireneusz Kocyłak, fot. Krzysztof Kocyłak

 

Jakie były po raz kolejny wasze reakcje, gdy okazało się, że na świat po 20 latach przyjdzie Krzysio? Czy Irek ucieszył się, że to będzie syn a nie kolejna córka?

 

I. – Wiadomość o tym, że będę miała syna, była dla mnie szczęśliwym zrządzeniem losu. W ciąży czułam się fantastycznie. Chodziłam na koncerty, wszystkie premiery teatralne. Karmiłam syna piersią półtora roku!

Ir.-  Wrażenia bardzo podobne, jak wiadomość o przyjściu na świat Adriany i Beaty. Zaskoczenie. To niemożliwe! Panika, że jestem za stary, nie podołam. A potem radość, że jeszcze jestem coś wart, to miał być przecież syn! Nareszcie drugi facet w domu.

Czy powrót do pieluch nie był nie lada wyzywaniem dla dorosłych już ludzi?

 

I.- Późne macierzyństwo jest bardziej świadome i pozwala bardziej cieszyć się dzieckiem. Warunki bytowe, własne mieszkanie i zabezpieczenie finansowe są przecież ogromnie ważne.

Ir.-  Prawdę powiedziawszy, dopiero przy małym Krzysiu poczułem się w pełni dojrzałym, odpowiedzialnym ojcem. Adę i Beatę przez pięć i pół roku wychowywali moi rodzice. Nie mieliśmy własnego mieszkania, wynajmowaliśmy pokój z kuchnią na poddaszu. Kiedy zjawił się Krzysztof, nasze życie było w pełni zorganizowane, czegoś się dorobiliśmy, itd. No i syn wypełnił pustkę po córkach, które wyjechały na studia do Lublina.   

Co każde z Was myślało w momencie, gdy wydarzył się ten straszny wypadek Ilonce i czego dotyczyły największe obawy?

I. – Myślę, że paradoksalnie byłam w lepszym położeniu niż moi bliscy. Leżałam plackiem w szpitalu, długo nieświadoma nieszczęścia. Oni od początku martwili się o mnie. Niepokoiłam się potem o Krzysia, męża i o dom, ale mama Irka i jego siostry natychmiast stawiły się na dyżury w naszym domu. I kiedy wróciłam ze szpitala stała ubrana choinka, pyszności na stole, wszędzie ład i porządek. Otoczona byłam miłością, w każdym odruchu przejawiała się wyrozumiałość dla mojej niepełnosprawności. Pół roku leżenia i ponad rok rehabilitacji to bardzo długi okres…

Ir.-  Dziękowałem Bogu, że przeżyła. Tylko o tym myślałem: że żyje. Na początku rokowania były kiepskie, mogła nie mówić, nie chodzić, Jezu, nie chcę do tego wracać. Ciężko było. Ale rodzina mi pomogła, mama, siostry… i modlitwa. Jestem o tym przekonany. 

 

Jak Krzysio poznał swoją przyszłą żonę i jak ją przyjęliście, jakie wtedy były wasze obawy?

 

I.- Iza, żona Krzysia jest bardzo samodzielna, ma dobry gust i jest świetną gospodynią. Dużo razem podróżują. I mam nadzieję, że ich wspólna podróż przez życie będzie długa i szczęśliwa.

Ir-  Iza pojawiła się w życiu Krzysztofa kiedy miał… szesnaście lat. Poznali się na wakacjach, w moim rodzinnym mieście, z którego wyjechałem 50 lat temu. Następnym razem spotkali się w Warszawie, gdzie Iza zaczęła naukę w liceum. Podobała się nam. To zodiakalny strzelec – optymistka,  dobrze zorganizowana, pogodna dziewczyna. Podobnie jak Krzysztof studia zaliczyła na pięć. Oczywiście, z początku nie sądziliśmy, że to ich chodzenie, trzymanie się za rączkę, wyjazdy na Woodstock, zaowocują  narzeczeństwem, a potem… Jesteśmy szczęśliwi. Ślub i wesele były super. Wielki zjazd rodzinno-koleżeński, ponad 100 osób!

 

Ilona i Ireneusz z synem Krzysiem i synową Izą w domu Panny Młodej, fot. Jerzy KowalskiIlona i Ireneusz z synem Krzysiem i synową Izą w domu Panny Młodej, fot. Jerzy KowalskiJak wyglądały przygotowania do  ślubu Krzysia, w jakim stopniu zaznaczyliście w tej uroczystości swoją obecność?/ radość smutek/

 

I.- Młodzi sami zorganizowali uroczystości weselne i dopięli wszystko na ostatni guzik. Wszystko było na poziomie, dobra orkiestra, większość gości – koledzy i przyjaciele bardzo młodzi. Zabawa wspaniała, do samego rana, w doskonałej atmosferze.  

Ir.- Bardzo to przeżywałem, obawiałem się, jak sobie z tym wszystkim damy radę. Ale nasi młodzi wszystko wzięli w swoje ręce, przy naszym finansowym wsparciu sami wszystko zorganizowali , byliśmy gośćmi na weselu naszych dzieci! Ja, jak zawsze na takich rodzinnych uroczystościach, wygłosiłem długi wierszowany toast, podobno się podobało. A w prezencie dla państwa młodych wydałem Akrostychy , książeczkę im dedykowaną, i nawet z nimi na okładce. Książkę dostali również wszyscy weselni goście. Bawiliśmy się świetnie, w końcu zyskaliśmy kolejne dziecko…

Jak dzisiaj po 45 latach wygląda wasze pożycie małżeńskie? Do kogo należą i jakie obowiązki?

 

I. – Cieszę się, że po 45. latach, wciąż jesteśmy sobie bliscy i pomocni. A co do obowiązków, kiedyś radziłam sobie świetnie z zakupami, urzędowymi opłatami, porządkami domowymi, teraz wszystkim się dzielimy, z tym, że jednak większość tych obowiązków spadła na męża.

Ir- Cholera, wciąż jesteśmy dość zapracowani, i bywa, że jesteśmy w domu gośćmi. Ale nadal się lubimy, oswoiliśmy się ze swoimi wadami, sorry, z moimi wadami. Oboje jesteśmy domatorami, nie prowadzimy, jak w młodości, domu prawie otwartego. Nie chce nam się. Lubimy domową ciszę, rozmowy z dziećmi i wnukami (niestety, najczęściej telefoniczne!). W tym roku teatr Współczesny zaprosił mnie do udziału w Hamlecie w reżyserii Macieja Englerta, bardzo było mi miło, z łatwością odnalazłem się w „moim starym” zespole. No i ciągle piszę. Współpracuję z Rozrywką, tak, jestem od młodości zapalonym szaradzistą. I prawie co rok prorok – każdej jesieni wydaję nową książkę. Nazbierało się tego… 12 tytułów, w planach wydawniczych kolejnych 15 tomików. Czy zdążę? Mam nadzieję… A co do obowiązków domowych… Jesteśmy rodziną tradycyjną. Ilona świetnie gotuje.

 

Gdyby każde z Was miało dzisiaj pomyśleć czego żałuje w swoim życiu co by to było? Co zrobilibyście inaczej?

 

I.- Żałuję, że nie miałam warunków, aby od początku wychowywać córki samodzielnie, tak jak syna. I błogosławię moją nieocenioną teściową, a raczej mamę, że od początku wyciągnęła do mnie pomocną dłoń. Moi rodzice pomogli nam finansowo, dzięki nim mamy mieszkanie. Irka rodzice zaopiekowali się dziećmi, żebym mogła ukończyć studia.

Ir.- Nie żałuję niczego i niczego mi nie żal. Może tylko tego, że nie byłem bardziej operatywny i zapobiegliwy. Ale w sumie jestem człowiekiem spełnionym. Przepracowałem w teatrze 45 lat, od dyplomu do emerytury. Nigdy nie nastawiałem się na robienie tzw. kariery, nie zabiegałem o to, nie mam charakteru, odporności do nieustannych, „powszechnych wojen codzienności”. Kocham teatr, ale tylko wtedy, kiedy jestem na scenie. Cała reszta, poza miłymi rozmowami z koleżankami i kolegami, mnie nie interesuje, bo jak powiedziałem, jesteśmy z Iloną domatorami. Ale chyba bardziej od sceny lubię stukanie na klawiaturze komputera, zawsze jest szansa, że ta konkretna muzyka zaprowadzi mnie w nieodkryte jeszcze rejony, światy przeze mnie odnalezione.  Wierzę w wyobraźnię. 

O co najczęściej się teraz kłócicie?

 

I. – Oboje jesteśmy nadwrażliwi i oskarżamy się nawzajem, że nadmiernie przeżywamy wszelkie trudności.

Ir- Jak pewnie większość małżeństw - o duperele. Kiedyś zdarzały się sprzeczki o sposób wychowywania dzieci. Za dużo od nich wymagałem.

Czy brakuje Wam tej trzeciej osoby w domu?

 

I. – To normalna kolej rzeczy, że dzieci idą w świat i mają własne życie. Ale jak miło się spotkać i podzielić przeżyciami. Cudownie było patrzeć, jak państwo młodzi, wszystkie nasze dzieci i wnuki tańczyli i bawili się na weselu Izy i Krzysia.

Ir- Jeśli nawet tak, nic już na to nie poradzimy. Jesteśmy starzy. Ale zawsze z radością witamy w domu nasze córki, zięciów, wnuki, syna i synową. Nie zdarza się to za często, wszyscy są totalnie zapracowani. Najważniejsze, że się kochamy. W naszych myślach i sercach goszczą codziennie.

Jakie każde z Was ma jeszcze niespełnione marzenia?

I.- Ciągle jeszcze pracuję jako reżyser w dubbingu i oby to trwało jak najdłużej. Praca konserwuje!

Ir.- Może… za mało marzyłem? Mam, niestety, naturę minimalisty. No i oczywiście monogamisty.

Dziękuję Wam kochani za rozmowę i, jak zawsze urocze spotkanie.

 

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?