Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Teresa Lipowska : SZOROWAŁAM PARKIET

Opublikowany 2017/10/07

z TERESA LIPOWSKĄ
rozmawiała TERESA GAŁCZYNSKAz TERESA LIPOWSKĄ rozmawiała TERESA GAŁCZYNSKAUkończyła średnią szkołę muzyczną w klasie fortepianu w Łodzi (1955), zaś w 1957 roku Wydział Aktorski PWSFTviT w Łodzi. W latach 1957–1985 występowała w warszawskim Teatrze Ludowym (od 1975 Nowym). W latach 1985-92 była aktorką Teatru Syrena w Warszawie. Obecnie, na emeryturze, nadal występuje w tym teatrze. Wiele lat związana z kabaretem „Dudek”. Występuje w serialu M jak miłość, jako Barbara Mostowiak. Jest jedną z bohaterek książki Siła codzienności (autor: Marzanna Graff). FOTO WIKIPEDIA


Ukończyła średnią szkołę muzyczną w klasie fortepianu w Łodzi (1955). W 1957 ukończyła Wydział Aktorski PWSFTviT w Łodzi. W latach 1957–1985 występowała w warszawskim Teatrze Ludowym (od 1975 Nowym). W latach 1985-92 była aktorką Teatru Syrena w Warszawie. Obecnie, na emeryturze, nadal występuje w tym teatrze. Wiele lat związana z kabaretem „Dudek”. Występuje w serialu M jak miłość, jako Barbara Mostowiak. Jest jedną z bohaterek książki Siła codzienności (autor: Marzanna Graff).

„Mieszkałam tu od 1945 do 1957 r.” - mówiła w wywiadzie 15 maja 2017 r. dla „Dziennika Łódzkiego” aktorka. „Wszystko, co najlepsze, jest związane z Łodzią: wyjazdy na rowerach do Łagiewnik, randki w parku im. 3 Maja, lody u Granowskiej, spacery po Piotrkowskiej. To są szczęśliwe lata”. W Łodzi rozpoczęła się jej kariera filmowa. „W gimnazjum, - do którego uczęszczała przy ul. Narutowicza 58 - kółko dramatyczne prowadziła pani Ewa Kaczorowska i dzięki niej mówiłam pierwsze wiersze na szkolnych akademiach. Do tej szkoły przyszedł aktor i angażował statystki do filmu „Pierwszy start” Leonarda Buczkowskiego. Miałam wtedy 13 lat, ładnie mówiłam wierszyki i dostałam swój pierwszy angaż filmowy. Moim najukochańszym miejscem była szkoła teatralna. Dostałam się do niej za pierwszym razem, nie mając jeszcze 16 lat! Jako 20-latka miałam już skończone studia” - wspominała pani Teresa Lipowska.. Wywiadu udzieliła aktorka po uroczystości uhonorowania Odznaką "Za Zasługi dla Miasta Łodzi"

Jest wykładowcą w Akademii Dobrych Obyczajów, której założycielem i głównym wykładowcą był znany aktor Janusz Zakrzeński. Kadrę akademicką tworzą między innymi: Marzanna Graff, Leszek Miodek, Ewa Dałkowska, Eugenia Herman.

W 2007 aktorka obchodziła jubileusz półwiecza pracy zawodowej na scenie. Jubileusz odbył się w Teatrze Kwadrat w Warszawie[3]. W 2010 została wyróżniona przez Zespół Artystyczny Teatru Polskiego Radia nagrodą Wielki Splendor[4]. INFO WIKIPEDIA.
Foto se.plFoto se.pl

 

Tereniu czy wierzysz w przeznaczenie?

Jak coś ma nas spotkać, to spotka. Był początek lat siedemdziesiątych. Pracowałam w Teatrze Nowym w Warszawie. Graliśmy akurat „Operę za trzy grosze”, gdzie Edward Dziewoński znany jako Dudek grał Mackie Majchra. Pewnego dnia po spektaklu podszedł do mnie i zapytał: „Jak myślisz- która z aktorek mogłaby zagrać Marię Konopnicką w moim nowym programie? Serce podeszło mi do gardła, całe życie marzyłam, żeby być w kabarecie literackim, a tu nadarzała się taka okazja. Mało tego, kilkakrotnie, w różnych programach telewizyjnych grałam Konopnicką. Podobno miałam tak samo zadarty, jak ona nosek i, jak założono mi kapelusz byłam do niej nawet troszkę podobna. Oczywiście nie miałam odwagi zaproponować siebie, więc zaproponowałam kilka innych koleżanek, które moim zdaniem podołałyby tej roli. Żadna jednak ze złożonych przez mnie propozycji nie przypadła reżyserowi do gustu. Jeszcze tego samego dnia zwierzyłam się z rozmowy z Dudkiem jednemu z kolegów mówiąc, ze najchętniej sama bym zagrała. - To dlaczego mu tego nie powiesz?- usłyszałam. Najwidoczniej ten właśnie kolega poinformował o moich marzeniach Dziewońskiego, bo dzień później zadzwonił w środku nocy i charakterystycznym dla siebie tembrem głosu zapytał; „Teresa, a Ty naprawdę byś chciała…? W dniu premiery na początku spięta, zdenerwowana wspomagana duchowo przez kolegów: Wiesława Gołasa, Wiesława Michnikowskiego, Jana Kobuszewskiego zagrałam swój pierwszy program „Kto się boi Marii Konopnickiej?”, który świetnie został odebrany przez publiczność. I, tak się zaczęła moja wieloletnia przygoda z kabaretem „Dudek”.
***
To był wspaniały rozdział w moim życiu, ale rzecz, która spotkała mnie przypadkowo wiąże się z wyjazdem „Dudka” za ocean do Stanów Zjednoczonych. Koledzy wyjeżdżali wielokrotnie. Zbliżało się kolejne tourne. Okazało się, że jedna z koleżanek zaszła w ciążę i obawia się tak dalekiej podróży. Dziewoński gorączkowo szukał zastępstwa i w pierwszej kolejności zwrócił się do mnie. Zapytał czy nie pojechałabym z nimi? Oszalałam ze szczęścia. Do tej pory nigdzie nie wyjeżdżałam poza Polskę, a już nawet nie śniłam o wyjeździe na zachód, bo wiadomo jakie to były inne czasy…. Zgodziłam się z ogromną radością.
I tak, letnim , słonecznym porankiem wsiadłam na Batorego. Serce waliło mi, jak młotem, bo nigdy wcześniej nie płynęłam statkiem, ale nie bałam się. Już od pierwszego momentu podróży przyjmowano nas , jak królów. To było coś nieprawdopodobnego: cudowny, wspaniały pan kapitan, oficerowie, którzy nas rozpieszczali na wszelkie możliwe sposoby, zapraszali na wszystkie wieczory kapitańskie, gdzie zawsze byliśmy najbardziej hołubionymi gośćmi. Pamiętam, jak z św. pamięci Anitą Dymszówną „szorowałyśmy” parkiet tańcząc, jak oszalałe począwszy od dancingu, kończąc na night clubie. Mogliśmy gratis korzystać ze wszystkich pokładowych barków. Rzeczywiście nie było rzeczy, której by nam odmówiono. Tak, więc w ramach rewanżu pewnego dnia, na zapleczu, tylko dla załogi zorganizowaliśmy mini koncert. I znowu byliśmy tak nagradzani oklaskami, tak komplementowani, że czułam się, jak w innym świecie. Nie przeszkadzały mi nawet huśtające fale. Powiem więcej: czułam się, jakbym występowała w chmurach. Z WITOLDEM PYRKOSZEMZ WITOLDEM PYRKOSZEM
Kolejne dni upływały w cudownej atmosferze i luksusie. Wszystko było na wysoki połysk. Przed południem graliśmy w ringo, opalaliśmy się, potem czekały nas liczne spotkania, przyjęcia, a wieczorem tańce. Innymi słowy: jeden niekończący się, cudowny film. Nikt prócz mnie nie miał tylu fantastycznych zdjęć. Dla moich kolegów był to chleb powszedni. Dla mnie bajka.
***
W ciągu sześciu tygodni z Kabaretem „Dudek” objechaliśmy Amerykę i Kanadę dając liczne koncerty dla Polonii. Nadszedł dzień powrotu do Polski. Strasznie chciałam już wracać, bo wprawdzie nie miałam jeszcze syna, ale nigdy na tak długo nie rozstawałam się z mężem. Tęskniłam za nim, za rodziną. Wracaliśmy z tą samą załogą Batorym. I pomimo, że opiekowano się nami równie cudownie, ta podróż nie była już dla mnie takim przeżyciem, jak w tamta stronę. Może dlatego, ze więcej bujało, spotkała nas sztorm..? „Nic dwa razy się nie zdarza”.
Schodząc z pokładu Batorego pomyślałam, że pewnie już nigdy nic takiego mi się nie trafi. I nie trafiło się. Nigdy w życiu nie płynęłam już statkiem, nie byłam „noszona na rękach” , nie doceniano tak mojego kunsztu aktorskiego. To było jedenaście dni najcudowniejszego snu, który wiele lat jeszcze do mnie wracał i pozostawiał niezapomniane do dziś wspomnienia.

FOTO: Wikipedia, fakt.pl,se.pl

 

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?