Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Wisłocka w pigułce – z dala od filmu...

Opublikowany 2017/04/25

Marek Różycki Jr.Marek Różycki Jr.Było mi zwyczajnie przykro, kiedy powstał film o Michalinie Wisłockiej, a scenarzyści nawet nie porozmawiali ze mną… Od 1977 roku, kiedy to poznałem Michalinę, a ona zgodziła się być moją przyszywaną babcią, bo swoich nawet nie zdołałem poznać, prawie codziennie się z Nią kontaktowałem telefonicznie, albo u niej byłem na Piekarskiej 5, m. 2 - w malutkim 20 metrowym mieszkanku, naprzeciw pomnika Kilińskiego.

Ona już wówczas miała problemy z sercem, bardzo niskim ciśnieniem. Pisała - siedząc na łóżku, albo w pozycji na wpół leżącej.

 

Robiłem Jej drobne zakupy, wychodziłem na spacer z Jej ukochanym jamnikiem Dusiołkiem (uwielbiała poezję Leśmiana i stąd ta nazwa dla jamnika), a później - Zgagą. Pod jej dyktando starałem się upitrasić jakąś kaszę manną, albo coś bardzo prostego w Jej mikroskopijnej ciemnej kuchence, później - zmywałem...

 Michalina WisłockaMichalina Wisłocka

Nigdy tam nie spotkałem Jej córki, dr. Krystyny Bielewiczowej... Natomiast kilka razy odwiedzałem w jej mieszkaniu 'Za Żelazną Bramą' Michalinę, gdy ta była wypisywana ze szpitala lub też chorowała; najczęściej – przeziębiała się wietrząc swoje bardzo mocno nasłonecznione, maleńkie mieszkanie…

 

Dzwoniłem do Michaliny, także wówczas, kiedy telefony mocno już podrożały, a Ona sumitowała się, że nie dzwoni teraz do mnie, bowiem... nie stać ją na telefony! I nie stać ją było na pielęgniarkę, choćby dochodzącą... A stało się to wówczas, kiedy sława już przeminęła i prawie nikt o Wisłockiej nie wspominał. „Gotowałem się” w sobie, że Michalina żyje na granicy ubóstwa.

 

Kiedyś zobaczyłem pięć grubych zeszytów zapisanych odręcznie maczkiem... Spytałem, co to jest, a Michalina z lekceważeniem odpowiedziała, że to jej pamiętniczki 'z okresu dojrzewania'... Jestem na wskroś dziennikarzem i od razu wyczułem, że może to być sensacja: „Pamiętniki z okresu dojrzewania... Matki seksuologii polskiej”...! Pozwoliła mi zabrać te zeszyty, a później w redakcji - wówczas już "TIM-u" Tygodniowego Ilustrowanego Magazynu -- odcyfrowywaliśmy z maszynistkami te pamiętniki maczkiem pisane…

 

Michalina WisłockaMichalina WisłockaMaszynistki przepisywały je -- pomiędzy innymi tekstami dla redakcji -- przez ponad trzy miesiące! To było około 380 stron maszynopisu... Gdy zabrałem się za adiustację, skróty dłużyzn, nudnych lub też zgoła infantylnych zapisków, zrobiło się raptem ok. 80 stron dość 'gęstego tekstu'. A Michalina już tylko ‘dosmakowała’ po swojemu ten maszynopis… i tak powstały Jej pamiętniki, a zarazem - jak się później okazało - scenariusz filmu "Wisłocka"...

Gdyby nie ten mój instynktowny pomysł -- w ogóle te pamiętniki nie ujrzałyby światła dziennego... Nawet sama Michalina  Wisłocka nie potrafiła rozczytać siebie, a było to już przekomiczne... Nie powiedziałem ‘babci’ Michalinie, że podczas przepisywania z maszynistkami Jej pamiętników ubarwiałem nieco i "rozwijałem' – na ile konwencja zapisu pozwalała - wszystko, co tam było o wyobrażeniach dziewczynki, a później - dziewczyny o miłości, zakochiwaniu się itd. itd…

 

Przykro mi było, jak powstawał film o latach młodzieńczych Michaliny Wisłockiej, że nikt do mnie się nie zgłosił, bym opowiedział o Michalinie, którą znałam - jak nikogo w całym swoim życiu – od II roku studiów! Znałem wszystkie Jej powiedzonka i nawet takie kapitalne wprost sytuacje, o których nikt nie wie do dziś dnia…

 

 Michalina miała kłopoty ze snem. Ponieważ wnuk zamontował przy Jej telewizorze video, a ktoś inny przysłał Jej ‘do zrecenzowania i oceny' kilka kaset pornosów... --  ona je włączała i już po kwadransie spała kamiennym sen..! W uzasadnieniu mówiła: -- Jakież to męczące, nudne  i monotonne... Nic się nie dzieje... i... zasypiam w tym nudnym rytmie.. :)

 

Dziesiątki rozmów z Michaliną Wisłocką publikowałem głównie w tak zwanych tytułach pism kobiecych, jak m. in. ogólnopolski, wysokonakładowy tygodnik "Kobieta i Życie" lub miesięcznik "Uroda", ale także w "Tygodniku Kulturalnym"; felietony, impresje, prowokacje -- najczęściej zaś  w "Szpilkach", które miały wkładkę 'PLAYTBOY". Tam też opisałem satyryczno-obyczajową relację z jedynej podróży zagranicznej Michaliny Wisłockiej (z jej wnukiem) -- ostatni rejs Batorym 'dookoła świata'...

 

Czytałem Jej każdy swój felieton, bo 'ucho miała doskonałe' i czasami mówiła: za słaba pointa... Albo coś podpowiadała. Ona zaś z kolei czytała mi na głos swoje rozdziały książek, które dawała mi później do adiustacji. Ponieważ była dyslektyczką – po kilkudziesięciu tekstach i ja zacząłem mieć kłopoty ‘z przeniesienia’… z orografią i zawsze miałem pod ręką słownik, ale nie tylko  ortograficzny, także – najbardziej przez nas zaczytany - „Słownik wyrazów bliskoznacznych”.

 

Michalina lubiła mój styl 'felietonowy', bardziej osobistej wypowiedzi, rozmowy z Czytelnikiem. Podczas pracy robiliśmy przerwy na herbatę z herbatnikami, wietrzyliśmy małe mieszkano, by wpuścić więcej tlenu i opowiadaliśmy sobie mnóstwo kawałów, dowcipów o seksie, miłości, a także sami tworzyliśmy dowcipy, które puszczaliśmy w obieg w naszych rozmowach, felietonach, impresjach, a nawet – prowokacjach...

 

Gdybym zebrał te wszystkie opowieści, rozmowy, impresje, prowokacje, obrazki rodzajowe, felietony pisane razem -- powstałoby dość grube tomiszcze... Ale i tak obecnie nic nie można wydać bez wkładu własnych pieniędzy; a nawet, jak się wyda te kilkaset egzemplarzy, to nie jest człowiek w stanie umieścić tej pracy w księgarniach... A ‘sztuka dla sztuki’ mija się z celem…. Owszem, można wydawać od czasu do czasu książki własnym sumptem, by rozesłać znajomym, rozdać… Lecz kogo stać na takie hobby, 'dziwactwa' i ‘fanaberie’…

 

Michalina WisłockaMichalina WisłockaCzy to w ogóle miałoby sens, gdy w grobie przewraca się sam wielki Tadeusz Boy-Żeleński lekarz i pisarz,  autor między innymi „Piekła kobiet”… Tak, Boy-Żeleński, który urodził się  21 grudnia 1874 w Warszawie, zmarł zaś 4 lipca 1941 we Lwowie – słynny nasz tłumacz najwybitniejszych dzieł klasyków literatury francuskiej, krytyk literacki i teatralny, pisarz, poeta-satyryk, kronikarz, eseista, współautor i współzałożyciel „Zielonego Balonika”, autor „Słówek”, działacz społeczny, z wykształcenia lekarz. Współpracownik Ireny Krzywickiej, propagator świadomego macierzyństwa, antykoncepcji i                                                                                                                                                             edukacji seksualnej… Na indeksie                                                                                                                                                             Inkwizycji obecnej RP…

 

Wspólnie z Ireną Krzywicką, z którą był związany uczuciowo, kierował w latach 30. XX w. prywatną kliniką warszawską promującą świadome macierzyństwo. Poradnia Świadomego Macierzyństwa w Warszawie została otwarta 27 października 1931 roku; tylko w jednym roku następnym przyjęła 4096 pacjentek! Podobne placówki powstały następnie w Łodzi, Krakowie, Przemyślu, Gorlicach. W zainicjowanym przez siebie dodatku do "Wiadomości Literackich" pt. ‘Życie Świadome’ propagował antykoncepcję i edukację seksualną, by zlikwidować groźne dla życia kobiet podziemie aborcyjne… To on właśnie wraz ze słynnym Van de Velde autorem książki - poradnika „Małżeństwo doskonałe” – byli Mentorami Michaliny Wisłockiej, o czym mi wielokrotnie wspomniała w rozmowach.

 

Przypomnijmy tylko ze wstępu książki „Małżeństwo doskonałe” kwintesencję, przesłanie tej publikacji. Theodor Hendrik Van de Velde publikując swą książkę „Małżeństwo doskonałe” dokonał zasadniczego wyłomu w ideologii reprodukcji. „Małżeństwo doskonałe” uczy bowiem nie tylko technicznych możliwości odbywania stosunków płciowych w różnych pozycjach, ale przede wszystkim wyzwala ludzi z ograniczonego typu myślenia oraz z kompleksów, poczucia winy i lęków, które doprowadzały do rozwoju szalonych nerwic i do dysharmonii seksualnej w małżeństwie. Tak więc, mimo że książka traktuje o fizjologii i technice życia seksualnego, w istocie daleko poza te problemy wykracza, wywołując głębokie przemiany w mentalności człowieka oraz w jego obyczajach. Na tym polega wielka wielkość i wartość tej publikacji.

 

Fakt, że "Małżeństwo doskonałe" szybko stało się najpopularniejszą książką uświadamiającą, nie był dziełem przypadku. Książka Van de Veldego była wyzwaniem rzuconym generacji, w której panoszyły się przesądy, nieracjonalne poglądy, zahamowania i tabu seksualne utrudniające lub nawet uniemożliwiające harmonijne współżycie seksualne w małżeństwie oraz doprowadzające małżonków do rozczarowań, konfliktów i zniechęcenia, a także do zaburzeń seksualnych i nerwicowych a nawet dewiacji psychicznych. W mieszczańskim świecie prawo do szczęścia i radości w życiu intymnym mieli mężczyźni oraz kurtyzany. Przeżycia te nie były dozwolone dla kobiet, które miały ucieleśniać jedynie ideał matki i wychowawczyni dzieci. Van de Velde przyznał kobietom pełne prawo do zadowolenia z życia seksualnego, do wyrażania potrzeb seksualnych oraz do stawiania w tym względzie wymagań mężczyznom.(...)

 

Michalina Wisłocka zaś w trylogii „Sztuka Kochania”, „Sztuka kochania – w 20 lat później” i „Sztuka kochania – witamina M” rozwinęła te właśnie tematy; a że miała dar pisania - przełożyła swoje wieloletnie naukowe badania, obserwacje, konsultacje z tysiącami kobiet – pacjentek, ankiet itd. itd. – na bardzo przystępne i przyjazne ludziom poradniki, które trafiły na tak wielką lukę w piśmiennictwie, że wydano je w łącznym nakładzie ponad 12 mln. egzemplarzy, także w Stanach Zjednoczonych, Anglii, a nawet – u sąsiadów ze wschodu…

 

Postęp dokonuje się 'zgodnie z ruchem wahadłem zegara' - zwykła mawiać Michalina Wisłocka. Obecnie wahadło  mocno wychyliło się w stronę - powiedzmy, poglądów księdza Pirożyńskiego... Nawet właściciele aptek       dostosowują  się już  do dyktatu słynnej „klauzuli sumienia” i… wycofują ze sprzedaży środki antykoncepcyjne... Widać brak koncepcji u decydentów, więc niejako na powrót wracają czasy opisywanie przez Boya-Żeleńskiego w „Piekle kobiet”.

 

Ja zaś w jednej z ostatnich rozmów z Matka Seksuologii Polskiej wyraziłem się, że najwyższy już czas, by rozpocząć i w naszym społeczeństwie rozprowadzanie  środków ANTY-KONSUMPCYJNYCH...

 

 

Marek Różycki jr.

 

 

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?