Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Mój pierwszy dzień w prosektorium (2)

Opublikowany 2016/09/10

Długo zastanawiałem się od czego tak naprawdę zacząć...

Mając 18 lat, postanowiłem żyć na własny rachunek. Po kilku miesiącach pracy na różnych budowach, w urzędzie pracy natknąłem się na ofertę – poszukiwano pracownika chłodni- na cmentarzu komunalnym. Uznałem, że spróbuję, chyba z ciekawości… 

Ciężko mi teraz powiedzieć.

Miałem wówczas  zaledwie 19 lat… Nie do końca jeszcze wiedziałem czym jest życie.

Uznałem że skorzystam z tej oferty i pojadę na cmentarz w poszukiwaniu większej ilości informacji.

 

 

Podczas pierwszej rozmowy z szefem okazało się, że tylko kilka osób odpowiedziało na ogłoszenie, zainteresowanie było znikome. A  ci, którzy już się zgłaszali, po 2-3 dniach, a czasem nawet po paru godzinach, rezygnowali. W zakładzie pogrzebowym poszukiwali osoby na to stanowisko już ponad pół roku…

 

W czasie tej pierwszej rozmowy usłyszałem:

 

 „Proszę przyjść jutro na 6:00 rano i sam się Pan przekona

 czy jest w stanie tak pracować”.

 

Mój pierwszy dzień w Prosektorium był chyba taki sam jak każdy inny, różnił się tylko dla mnie, osobiście, 12 kwietnia 2013 roku to dzień z cała pewnością inny niż wszystkie i wyjątkowy pod każdym możliwym względem.

Tego właśnie dnia miała rozpocząć się moja prawdziwa praca (dzień wcześniej byłem w tym miejscu, ale tylko stałem z boku i patrzyłem).

 

Poprzedniego dnia dużo myślałem, chodziłem i snułem się po mieście jak cień, doszukując się sensu tego- co zamierzałem robić.

 Zastanawiając się czym tak naprawdę jest śmierć..., tym co jest nierealne?

 Oj nie, zdecydowanie nie!

Zmieniłem zdanie na ten temat już po kilku godzinach, a ona jest, tu i teraz, jest prawdziwa, realna i zabiera zawsze i wszędzie bez względu na stan cywilny, wiek, pozycje, grubość portfela...

           Nie ma godzin "pracy" , jest zawsze, w ciągu dnia, w nocy, w święta, nie ma znaczenia czy pada deszcz, śnieg czy świeci słońce, ona po prostu jest! A my jej nie widzimy albo nie chcemy widzieć.

         Ja do tego dnia byłem taki sam jak "wszyscy", byłem wychowany dobrze z wartościami, którymi do dnia dzisiejszego się kieruje, ale nigdy tak naprawdę tematu śmierci nikt z nas nie poruszał, bo i po co? Teraz już widzę to zupełnie inaczej  i utwierdzam się w tym, że do tej pory żyłem- jak wszyscy, a od ponad 3 lat żyje inaczej...

Potraktujcie to proszę jako wstęp do tego co miało się wydarzyć....

 

A teraz każdy zapyta czy pamiętasz- co wtedy tak naprawdę robiłeś?

 

Pamiętam oczywiście  i tego z cała pewnością nie zapomnę... Po przebraniu się i założeniu rękawiczek , otworzyłem pierwszy worek w chłodni…

Był to mężczyzna w wieku 40 kilku lat, brunet , z wąsami ,w zielonym ubraniu roboczym ,jak się później okazało był budowlańcem ,który dostał na budowie zawału serca i zmarł... 

Doskonale pamiętam, jak przy pożegnaniu 2 córki zmarłego ( w moim wieku) płakały i lamentowały nad trumną , przez łzy słyszałem tylko niesamowity żal i smutek, ciągłe pytania: dlaczego ? 

 

Ale patrząc na to teraz ze strony technicznej powoli widziałem sens tego co miałem robić, może nie do końca byłem o tym przekonany, ale powoli zaczynałem to dostrzegać.

Spokojna twarz tego człowieka była ukojeniem...

Aż strach pomyśleć, jak rodzina zachowałaby się widząc swojego ojca w tak strasznym stanie( mówię tutaj o różnych wyciekach, otwartych powiekach czy ustach) a teraz był już spokój... i sen spokojny wieczny sen...

 

Po tym -pierwszym dniu pracy, powoli wszystko do mnie dochodziło, zastanawiałem się czy warto ? czy to ma sens ? czy jestem na to gotowy? 

Byłem niesamowicie wykończony psychicznie...

To był piątek , przez 2 dni miałem podjąć ostateczną decyzję czy będę pracował czy nie... 

Była to chyba jedna z ważniejszych decyzji w moim życiu...

 W niedziele ostatecznie powiedziałem sobie TAK  i  podjąłem decyzję.

 Kolejnego dnia czyli w poniedziałek  o godzinie 5:45 stawiłem się pod drzwiami chłodni,

A o godzinie 10.00 podpisałem już umowę o prace...

 

 I tak- od tamtej pory chłodnia stała się czymś więcej niż tylko pracą...

 

Maciek

 

Cdn.

Wszelkie prawa zastrzeżone ZAPA

 

 

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?